Wielkomiejska, unikalna, ekscytująca – to prawdopodobnie ostatnie słowa, jakich użyłby Jakub Biegaj opisując miejsce, w którym spędził sporą część swojego dzieciństwa. Nawet biorąc pod uwagę, że dziecięcą wyobraźnię mało co ogranicza, niewielka wioska pod Lublinem lat 80-tych nijak nie chciała zacząć przypominać Warszawy, z której wyprowadziła się rodzina przyszłego dyrektora teatrów i organizatora festiwali muzycznych.
Jedynymi przerywnikami sennej prowincjonalnej rzeczywistości były pojawiające się z rzadka, i pośpiesznie znikające za zakrętami, zagraniczne samochody. Jak się miało jednak okazać, te kilkusekundowe motoryzacyjne migawki ukształtowały dwa bardzo ważne aspekty jego dorosłego życia: charakter i pasję.
– Potrafiłem godzinami włóczyć się po wsi, a jednym z ulubionych zajęć było obserwowanie przejeżdżających samochodów i wyobrażanie sobie dokąd jadą. Chłopięca wyobraźnia i wrodzona kreatywność podpowiadała mi najrozmaitsze historie – wspomina dzisiaj Jakub.
Kiedy otwiera nam drzwi do swojego MINI, w jego spojrzeniu błyska łobuzerska iskierka. Siedząc za kierownicą, nakłada na nos ciemne designerskie lenonki – raczej nie po to, aby ukryć dziecięcy entuzjazm, tylko podkreślić indywidualizm – cechę, która charakteryzuje wszystkie jego działania.
Chwilę później ruszamy w miasto. Odwiedzamy “jego” miejsca i pytamy o to, co napędza go do odkrywania coraz to nowych dróg – tych dosłownych, i tych życiowych.
Droga jest dla mnie celem
Większość ludzi szuka stabilizacji, pragnie poczucia bezpieczeństwa. Ja mam inaczej – w życiu najważniejsza jest dla mnie jego dynamika. Pragnę nieustannych zmian. I co najważniejsze – jestem na nie otwarty. Dzięki temu, raz na jakiś czas znajduję coś, co mnie całkowicie porywa, napędza, ekscytuje i na jakiś czas staje się treścią mojego życia. Podobnie jak MINI, którego kultowa już wersja – Hatch łamie kolejne kreatywne granice, mam na koncie już kilka takich “przemian”.
Skończyłem studia prawnicze, ale od razu wiedziałem, że prawnikiem nie zostanę. Nie wyobrażałem sobie siebie w garniturze. Postawiłem na reklamę. To był bardzo inspirujący i porywający czas, ale po dwunastu latach przyszedł czas na kolejną zmianę, na skręt w nieznanym kierunku i odkrywanie nowego. Tym odkryciem okazał się teatr.
Dlatego, kiedy ktoś mnie pyta: “Kim jesteś?”, trudno mi odpowiedzieć. Skończyłem prawo, więc jestem prawnikiem? A może jednak człowiekiem sztuki i muzyki, skoro to właśnie na tych dziedzinach koncentruję się obecnie?
Ludzie oczekują jednoznacznych odpowiedzi, ale dla mnie szufladki nie mają większego znaczenia – w życiu jestem nieustannie początkującym solistą. Uważam, że jeżeli człowiek czuje w sobie potencjał i moc, może zmieniać swoje życie dowolną ilość razy. To jest moja definicja osobistej wolności.
Miasto jest moim żywiołem
Dzień często zaczynam od biegania – dobrze mnie nastraja, bo rozbudza we mnie energię, której mam w sobie niespożyte pokłady. Pamiętam, że miałem tak od zawsze. Jako mały chłopiec chciałem uczestniczyć dosłownie we wszystkim. Kiedy rodzice przeprowadzili się do małej wioski pod Lublinem, bardzo tęskniłem za miastem. Już wtedy miałem wielkomiejskie zapędy (śmiech).
Pamiętam, że po przeprowadzce czułem się jakbym trafił do całkiem innego świata – świata, którego nie chciałem i nie akceptowałem. Cierpiałem na brak nowych zajęć, aktywności, w których mógłbym uczestniczyć. Z braku alternatyw zapisałem się do chóru kościelnego i na lekcje gry na pianinie. Brałem udział we wszelkich możliwych olimpiadach szkolnych. I choć sporo z nich wygrałem, tak naprawdę zwycięstwo nigdy nie było dla mnie celem – liczyło się uczestnictwo. To podejście mnie ukształtowało i towarzyszy do dzisiaj. Muszę się angażować, muszę być w centrum wydarzeń, muszę szukać nowych obszarów eksploracji – muszę trzymać rękę na miejskim pulsie. W tym pędzie trudno o lepszego towarzysza, niż MINI – samochód z czysto wielkomiejską duszą.
Znalazłem pasję i sposób, aby ją wyrażać
Z domu wyniosłem muzykę. Odkąd pamiętam, rodzice prowadzili bardzo otwarty dom, do którego przyjeżdżało wielu artystów. Tato często śpiewał i bawił towarzystwo, co szybko, jako mały chłopiec, podchwyciłem. Drugą pasją była motoryzacja. Z nią wiążą się specjalne wspomnienia. Potrafiłem godzinami włóczyć się po wsi, a jednym z moich ulubionych zajęć było obserwowanie przejeżdżających samochodów i wyobrażanie sobie dokąd jadą.
Muzyka i motoryzacja to pasje, które mnie kształtowały. Jako że motoryzacja fascynuje mnie zwłaszcza w kontekście sztuki użytkowej, moja miłość do MINI nie powinna dziwić. Te auta od zawsze wyróżniały się pięknymi wnętrzami, których projekty tworzyli najlepsi designerzy. Są funkcjonalne i piękne. W niewielkiej przestrzeni znalazły się wszystkie elementy, które sprawiają, że jazda tym samochodem jest niezwykłym doświadczeniem – jest jak obcowanie z wyrafinowaną sztuką.
Kiedy wsiadam do MINI mam poczucie, że “tu i teraz” to dokładnie to miejsce, w którym chcę być. W tym samochodzie jest wszystko to czego potrzebuję, a nawet więcej – wszystko to, o czym kiedyś marzyłem. To człowieka cieszy i daje dziecięcą radość, dzięki której wracam do swoich korzeni i wspomnień.
Zmieniam rzeczywistość – nie tylko wokół siebie
Moja współpraca z MINI ma bardzo inspirującą historię. Rozpoczęła się, kiedy szefowałem Teatrowi Syrena. Pamiętam, że bardzo mi zależało, żeby w teatrze stał mały samochód o pięknym designie i wnętrzu, ale z pewnego rodzaju elektryką w sobie. Wszystko po to by skojarzyć dynamiczny teatr z równie dynamiczną marką. Tak się wydarzyło, że to właśnie MINI zaproponowało nam współpracę. Pomyślałem, że mały ekskluzywny samochód i niewielki teatr, który jest już na czasie chociaż czerpie ze swojego ponad osiemdziesięcioletniego dziedzictwa, będą doskonałym połączeniem.
Platformą wymiany wspólnych idei i pomysłów została muzyka. Zależało mi, aby na Muzycznej Scenie MINI, bo tak nazwaliśmy nasz projekt, prezentowana była muzyka prawdziwa, nieprzetworzona, mocno zakorzeniona w swojej przeszłości. Taka, która będzie zgodna z dziedzictwem MINI – samochodu klasycznego, na wskroś brytyjskiego, którego wszystkie kolejne wersje czerpią bezpośrednio z pierwotnego DNA marki.
Muzyczna Scena MINI ma misję: jest platformą, która umożliwia przebywanie możliwie jak najbliżej artystów. Muzykę doświadczaną w ten sposób przeżywa się zupełnie inaczej, niż na koncercie. U nas artyści nie stoją oddaleni na scenie. Bardzo mocno zbliżyliśmy i zacieśniliśmy przestrzeń pomiędzy nimi, a publicznością. Widzowie stali się, de facto, częścią tych unikalnych spektakli.
Jak się okazało, koncept znakomicie się sprawdził. W takich warunkach muzykę przeżywa się zupełnie inaczej: powracając do swoich osobistych korzeni, jednocześnie zatracamy się w teraźniejszości.
Podobne uczucie towarzyszy mi, kiedy myślę o MINI. To wyjątkowo charakterny samochód dla dorosłych z mocnymi korzeniami w przeszłości. Tak samo jak muzyka korzeni – nie jest dla każdego, lecz dla koneserów.
Nie muszę szukać szczęścia w życiu – ja je realizuję
Szczęście dla mnie oznacza samorealizację. Szczęście uzależniamy na ogół od okoliczności życiowych. Z kolei do samorealizacji możemy dążyć na wielu polach, przez całe życie. I to jest właśnie ten moment, kiedy na horyzoncie pojawia się szczęście. Pieniądze czy miłość – to sprawy ulotne: dostarczają energii, ale nie zawsze, z przyczyn niezależnych, są w naszym życiu obecne. Z samorealizacją jest inaczej: da nam tyle szczęścia, ile wysiłku kosztowało nas dążenie do niego.
Jedyną przeszkodą na drodze do samorealizacji, czyli szczęścia, są ograniczenia, które sami sobie narzucamy – przekonania, że jesteśmy za starzy, za głupi, nieodpowiedni. Kiedy odrzucimy ten sposób myślenia okazuje się, że możemy stać się kim tylko chcemy. Trzeba dbać o to, żeby chęć zawsze była silniejsza od strachu przed tym, że czegoś nie potrafimy. Wiadomo, że czasem będą nachodzić nas wątpliwości, ale myślę, że właśnie ta chęć próbowania nowych rzeczy prowadzi do odkrywania kolejnych etapów podróży.
Można powiedzieć, że właśnie dlatego jeżdżę MINI: łączy nas to, że obaj świetnie trzymamy się raz obranej drogi. Kiedy do niego wsiadam, czuję go jak drugą skórę. Gość ma charakter!
Artykuł powstał we współpracy z MINI.
Tekst: Katarzyna Sołtysik / Karolina Pałys
Video: Mateusz Trusewicz