Strona zawiera treści przeznaczone
dla osób pełnoletnich

Aby uzyskać dostęp, potwierdź że masz ukończone 18 lat

Warunki korzystania ze strony oraz polityka prywatności
Archiwum

Boska kuchnia włoska jest tam, gdzie nie ma turystów

Prawdziwa pizza, prawdziwe spaghetti bolognese, prawdziwe risotto pierwsze wakacje we  Włoszech mają być właśnie wyprawą na kulinarne „prawdziwki”. Nareszcie przekonasz się, jak powinny smakować dania, których nazwy brzmią niejednokrotnie bardziej swojsko niż wielu tradycyjnie polskich. Bo które dziecko wczesnych lat 90. nie zajadało się makaronem utopionym w czerwonym sosie, koniecznie z paczki i koniecznie tej najbardziej nachalnie reklamowanej przed dobranocką? I które nie przebierało nogami, kiedy mama z wypisaną na twarzy rodzicielską porażką, godziła się na obiad złożony z pizzy i dokładki pizzy?
Wielu z tych, którzy gdzieś w głębi serca pielęgnują podobnie śmieciowo-kulinarne wspomnienia, kiedy już dorośnie, odczuwa nieodpartą potrzebę skonfrontowania ich z pełnowartościową, realnie odżywczą i przygotowaną ze świeżych, aromatycznych składników rzeczywistością. Na czubek włoskiego buta lecimy więc z przeświadczeniem, że pierwsza lepsza budka z napisem cucina italiana” zaserwuje nam obiad na miarę gwiazdki Michelin.

Rozczarowanie po degustacji rzymskiej pizzy, która smakuje gorzej niż zapiekanka na dworcu Konin Główny, da się porównać chyba tylko z odnalezieniem pod choinką Kena, kiedy w liście do Mikołaja wyraźnie figurował Action Man. Zderzenie z turystyczną rzeczywistością, mimo że spodziewane, jest dość bolesne, ale rozsądek pociesza: spróbuj zboczyć z wydeptanych przez wakacjowiczów ścieżek, a znajdziesz to, czego szukasz.  

– Znam to uczucie – kiwa porozumiewawczo głową Marcin Kuc, bloger kulinarny i szef kuchni restauracji Ruszt. – Kiedy opowiadałem swoim znajomym kucharzom o trasie swojej włoskiej wyprawy, jedyne co słyszałem, to głuchy odgłos stukania palca o czoło. Potem jeszcze kilka inwektyw – śmieje się. Poszukiwanie „prawdziwej włoskiej kuchni” w centrum Rzymu czy Neapolu jest, przynajmniej na początku, skazane na kilka porażek.
– Najgorsze było Rimini. To takie włoskie Mielno – esencja wakacyjnego kurortu. Jasne, jeśli ktoś lubi klimaty w stylu gofry z bitą śmietaną, ziemniaki na patyku i smażona flądra, to będzie w siódmym niebie. Z tą różnicą, że zamiast gofrów będzie musiał przerzucić się na naleśniki z nutellą, ewentualnie cokolwiek innego z nutellą, bo to włoski przysmak narodowy – tłumaczy pół żartem, pół serio Marcin. I dodaje, że choć kolejną wyprawę zaplanuje pewnie bardziej alternatywnie, nie oznacza to że tamta ostatnia była pozbawiona kulinarnych zachwytów.

– Gdzieś z tyłu głowy miałem świadomość, że w centrum dużego miasta trudniej będzie mi znaleźć  ciekawe, niesztampowe miejsca. Ale nie zrażałem się niepowodzeniami i koniec końców udało mi się trafić kilka prawdziwych kulinarnych perełek – zaznacza, wypakowując jednocześnie produkty do przygotowania potrawy, której przepis zainspirowały włoskie wojaże – orecchiette z kurkami i bobem.
– To dla mnie największa frajda z podróżowania: jedziesz gdzieś daleko, odkrywasz nowe smaki, znajdujesz unikalne produkty, a potem miksujesz z tym, co masz w domu – tłumaczy, stawiając na stole kobiałkę pachnących kurek.

– Najlepsze, co jadłem we Włoszech? Wszystko, co sam sobie ugotowałem – odpowiada z zawadiackim uśmiechem Marcin. Blogerska buta? Może w niewielkim stopniu, bo o tym, że najlepszą jadłodajnią niemal w każdej włoskiej mieścinie jest tamtejsze mercato wypada przekonać się dość szybko, jeśli naprawdę chce się zaznać autentycznego smaku Italii.

– Najlepiej wspominam wypad do Apulii – regionu na południu Włoch. Tamtejsze owoce morza są tak świeże, że miejscowi jedzą je na surowo. Langustynki, ryby – cokolwiek złapią, podają natychmiast. Dla Polaków przyzwyczajonych do smażenia i gotowania może to być na początku lekki szok, ale warto się przemóc, bo ten smak trudno przebić – zapewnia.

Z Bari pochodzi również makaron, który chwilę wcześniej wylądował w garnku z osoloną wodą. Orecchiette to miejscowy specjał, którego ręczną produkcję prowadzą włoskie nonny – gospodynie domowe, które w upalny dzień rozstawiają stolnice na prowizorycznych stolikach przed drzwiami mieszkań i w wąskich uliczkach prowadzą swoiste makaronowe manufaktury. – Za 5 euro można kupić wielką torbę orecchiette, wrzucić  w domu na wrzątek, dorzucić to, co akurat mamy pod ręką i podać autentyczny włoski obiad – zapewnia Marcin.

W polskich letnich realiach pod ręką jest akurat bób. Marcin zdradza, że choć jeść go uwielbia, to przygotowywać z reguły nie znosi. – Mozolne obieranie nie jest moim ulubionym zajęciem, dlatego mam na niego swój sposób – uśmiecha się, przecinając na pół surowe ziarna, zdejmując łupiny i wrzucając do miski. – Do tej potrawy nie musimy bobu wcześniej gotować. Wystarczy, że przesmażymy go na patelni. Będzie sprężysty, nie rozpadnie się na papkę – tłumaczy.

Orecchiette, jak przystało na włoskie danie, wypada oprószyć autentycznym parmezanem. – Włochów szanuję za to, że w pełni doceniają swoje najlepsze regionalne produkty. Parmezan czy pecorino zna dzisiaj cały świat, a do domu bez kawałka nie wróci żaden turysta. Ale jednocześnie nie brakuje go w żadnej włoskiej lodówce. My też musimy nauczyć się doceniać, to co mamy najlepszego – przekonuje, nakładając na talerz słuszną porcję włoskiego makaronu z polskim bobem i kurkami.

Do szklanek nalewamy Książęce Jasne Ryżowe, które dopełni smak włoskiej potrawy, i wznosimy toast za regionalny patriotyzm. I za udane kulinarne podróże.

Orecchiette z kurkami i bobem

Składniki (na 2 osoby)
200g makaronu orecchiette, 100g kurek, 100g bobu, Śmietana 18% – małe opakowanie, parmezan, czosnek, oliwa, masło, pieprz, sól.
Ugotuj makaron według zaleceń producenta. Odcedź, ale zachowaj nieco wody z gotowania. Oczyść kurki i wrzuć je na suchą, gorącą patelnię. Po minucie dodaj łyżkę masła i posól grzyby. Dodaj obrany bób i posiekany czosnek. Smaż wszystko ok. 2 minuty i powoli dodawaj śmietanę, by się nie zwarzyła. Dodaj 1/3 szklanki wody, w której gotował się makaron, zredukuj płyn i wrzuć ugotowane orecchiette. Wykończ wszystko parmezanem i dopraw pieprzem.
Artykuł powstał we współpracy z marką Książęce




Autorzy artykułu:

Karolina Pałys

dziennikarka

Podobają Ci się moje artykuły?
Możesz zostawić napiwek

Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.

Sprawdź, jak to działa

Kwota napiwku

Wiadomość do autora (opcjonalnie)

Twój adres e-mail

Kod BLIK znajdziesz w aplikacji swojego banku