Orange na wojennej ścieżce

Właściciel Plus GSM Zygmunt Solorz - Żak, prezes Orange Maciej Witucki, prezes T-Mobile Miroslav Rakowski
Właściciel Plus GSM Zygmunt Solorz - Żak, prezes Orange Maciej Witucki, prezes T-Mobile Miroslav Rakowski Fot. Agencja Gazeta
Gdy w lutym ogłoszono słabsze wyniki finansowe Orange (TP SA) za 2012 rok, różni specjaliści wróżyli firmie koniec. Najwyraźniej nie zauważyli, że rynek telekomunikacyjny w dotychczasowym kształcie odchodzi do historii. W długofalowej wojnie operatorów zwycięzcą będzie nie ten, kto w konkretnym roku pokaże najlepsze wyniki, ale ten, kto za kilka lat w ogóle zostanie na placu boju. W tym wypadku zwycięskie mogą się okazać właśnie barwy pomarańczowe.


Łaska inwestora na pstrym koniu jeździ

W przypadku dużych operatorów w Europie trend od kilku lat jest niezmienny – spadki. Najwięksi w Europie zarabiają dziś średnio 1/3 mniej, niż w 2006 roku. Orange Polska wyjątkowo długo opierał się spadkom. Był klasyczną spółką dywidendową, która wypłacała ją solidnie nawet w apogeum kryzysu finansowego. Za spadki w przypadku Orange odpowiada telefonia stacjonarna. W segmencie mobilnym firma notuje ciągle niewielkie, ale jednak wzrosty.

Pod koniec zeszłego roku operator zaskoczył rynek zapowiedzią zmniejszenia dywidendy o jedną trzecią. Gdy 12 lutego Orange Polska zaprezentował słabe wyniki za rok 2012 i firma po raz drugi obcięła dywidendę – łącznie ze 1,5 zł na akcji do 0,50 zł, na reakcję nie trzeba było długo czekać - kurs spółki spadł w ciągu kilku dni o 30 procent. Mimo, że TP SA to wciąż ponad 14 miliardów złotych przychodu i prawie miliard zysku, to telekom jeszcze pół roku temu wyceniany na 20 miliardów złotych, dzisiaj wedle rynku warty jest 9 miliardów.

– Pokazane przez Macieja Wituckiego wyniki firmy nie były takie złe. Zaskoczyło nas, że prezentowane były w atmosferze porażki – mówi nam anonimowo ekspert rynku telekomunikacyjnego z jednej z największych firm z tej branży. I podkreśla, że do konferencji, na której prezentował wyniki, prezes Orange przygotowywany był przez specjalistów z Londynu. Menedżer z takim doświadczeniem musiał wiedzieć, że odbiją się one na kursie giełdowym. - Ale wszyscy tak naprawdę wiedzą, że dla France Telecom bieżąca wycena akcji nie ma znaczenia - dodaje nasz rozmówca.


Giełda to nie wyrocznia
Francuski gigant ma świadomość, że kurs na giełdzie to wypadkowa pewnych czynników, która na pewno nie odzwierciedla realnej wartości spółki ani tego, jak sobie ona poradzi w przyszłości. Dzisiaj bowiem inwestorzy są nastawieni są na szybki zysk i sute dywidendy. Sytuację podgrzał fakt, że w tym samym czasie Orange został przelicytowany w przetargu na częstotliwość 1800 MHz. Zarówno media, jak i inwestorzy, w gorączce zapomnieli o jednym: Orange to nie drewniana łajba, która tonie przy byle uderzeniu. To solidny pancernik, który może dostać, a i tak będzie płynął dalej. W emocjach niewielu umiało dostrzec, że tak naprawdę Maciej Witucki przygotowuje spółkę do ostrego starcia z konkurencją, z którego Orange ma wyjść mocniejszy.

France Telecom na swoją inwestycję w Polsce patrzy długofalowo. Na naszym rynku pojawił się w 2000 roku i z wypowiedzi Francuzów wynika, że zamierzają tu długo pozostać. Dlatego korzyści doraźne przedkładają nad długofalowe. Plany te realizuje właśnie Maciej Witucki. Jest on najdłużej urzędującym prezesem firmy - zasiada na swoim stanowisku od 2006 roku. I prawdopodobnie dalej będzie śrubował rekord, gdyż szefowie z FT oświadczyli tuż po prezentacji wyników, że są długotrwałym inwestorem i mają wraz z zarządem plan wprowadzenia nowej strategii na najbliższe lata. Zarówno Francuzi zarządzający jedną z większych korporacji telekomunikacyjnych na świecie, jak i sam Maciej Witucki wiedzą, że rynek telekomunikacyjny takim, jakim go znaliśmy do tej pory, po prostu przestanie istnieć. Są świadomi, że czeka ich krwawa wojna, w której zwycięzcą będzie nie ten, kto w konkretnym roku pokaże najlepsze wyniki, ale kto za kilka lat w ogóle zostanie na placu boju. W podobnym tonie wypowiada się także Zygmunt Solorz-Żak.

Zimna wojna telekomów
Na polskim rynku toczą się równolegle dwie wojny: doraźna i długofalowa. Pierwsza to batalia o liczbę nowych klientów. Druga o to, kto zostanie na rynku za kilka lat. Pierwszą obecnie wygrywa Play, który niesamowicie niskimi cenami podbił serca Polaków. Z kolei Polkomtel, prowadzony przez Zygmunta Solorz-Żaka, jako jedyny oferuje internet LTE i w tym upatruje swojej szansy.

Ostatnia bitwa między operatorami rozegrała się podczas przetargu o częstotliwości 1800 MHz. Otrzymali je Play i T-Mobile, obie sieci zapłacą po 500 milionów złotych, o 350 mln złotych więcej, niż spodziewała się prezes UKE, Magdalena Gaj. A to dopiero początek wydatków, bo teraz czekają operatorów gigantyczne inwestycje w budowę sieci. Tymczasem według specjalistów częstotliwość 1800 MHz nie będzie aż tak istotna, jak 800 MHz, o które bój dopiero się rozpocznie i na której pozyskanie nastawia się Orange. Konkurencja może być niewielka, gdyż rywale mogą mieć problemy z pozyskaniem funduszy do aukcji. Już teraz, przy finansowaniu infrastruktury do 1800 MHz Play i T-Mobile szukają partnerów, czyli oszczędności. Zarówno T-Mobile jak i Play dopuszczają możliwość zbudowania sieci wraz z Orange - pozornym przegranym przetargu, który na całej sytuacji skorzysta "przy okazji".

Osoba z którą rozmawialiśmy, przyrównuje sytuację do zimnej wojny i nakręcanego przez Amerykanów wyścigu zbrojeń. Może i ZSRR pierwsze wysłało człowieka w kosmos, wyprodukowało więcej rakiet międzykontynentalnych, ale ostatecznie upadło pod naporem kosztów wojny.

Krajobraz po bitwie
Według naszych rozmówców z branży telekomunikacyjnej, „odpowiednikiem ZSRR” w tej grze są pozbawieni zaplecza finansowego w międzynarodowych korporacjach telekomunikacyjnych Play i Plus. Wojna cenowa dobra jest dla klientów, ale wyniszczająca dla właścicieli firm telekomunikacyjnych. W branży mówi się, że właściciel Play, P4, w zasadzie dokłada do interesu, bo mimo rosnącej liczby klientów ma do spłacenia ogromne kredyty i, jak się plotkuje, problemy z rentownością. Do tego udziałowcy P4, mają własne problemy. Islandczyk Thor Björgólfsson stracił w wyniku kryzysu finansowego 2 miliardy dolarów, a należący do niego bank został znacjonalizowany, zaś interesy drugiego współwłaściciela, Greka Panosa Germanosa cierpią z powodu recesji w Grecji. I niedługo może się okazać, że spłacanie kredytów wcale nie jest takie proste, o ile w ogóle możliwe.

Z kolei Polkomtel Solorza-Żaka, jeśli nie podbije rynku za pomocą LTE, może zostać zdławiony przez 14 miliardów złotych kredytu, które jeden z najbogatszych Polaków zaciągnął, by w ogóle kupić spółkę. Co więcej, duży spadek wyceny Orange Polska to kłopot bardziej dla Zygmunta Solorza-Żaka, niż dla Francuzów. Komórkowe ramię Orange – PTK Centertel, jest przy dzisiejszej wycenie giełdowej spółki warte ok. 5 mld zł. Zaś podobnej wielkości Polkomtel został kupiony za 18 mld zł. Zatem wartość kredytu znacznie przekracza jego zabezpieczenie.

Potencjałem z Orange może się jedynie równać Deutsche Telekom (właściciel T-Mobile), z którym notabene Orange wspólnie buduje sieć poprzez spółkę NetWorks! co przynosi obu podmiotom znaczne oszczędności.

Telekomunikacja z prądem
Tymczasem, gdy konkurencja zaciągała kredyty i biła się o abonentów, Orange w tym roku podpisało umowę z PGE. Póki co o tylko o tym, że firmy mają ze sobą współpracować w kwestii sprzedaży. Ale według ekspertów, to właśnie konsolidacja pewnych usług: energetycznych i telekomunikacyjnych, a także połączenie wiedzy, technologii i możliwości firm tego typu, ma być przyszłością. A nie, jak niektórym się wydaje, niskie ceny połączeń i sms-ów i zagarnianie indywidualnych klientów.

Jak bowiem mówił w wywiadzie dla naTemat prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji dr inż. Wacław Iszkowski: "Cała teleinformatyka – wszystkie urządzenia cyfrowe – komputery, telefony, tablety są zależne od stałego lub okazjonalnego dostępu do prądu. Firmy energetyczne muszą się odpowiednio zinformatyzować”.

Zdaniem prezesa Iszkowskiego, współpraca energetyki z telekomami to już nawet nie pieśń przyszłości, a konieczność biznesowa. Podobnie myśli Zygmunt Solorz-Żak, który pracuje nad projektem inteligentnego domu do którego dostarczałby komplet usług, w tym energię.

Szachy „tepsy”
O długofalowości myślenia operatora świadczą, między innymi, zaprezentowane w lutym plany spółki na najbliższe 3 lata. Orange będzie zwalniać pracowników, ograniczać koszty tam, gdzie może i inwestować w rozwój nowych usług. I z perspektywy lidera atakować rynek nowymi projektami, bo przecież ciągle jest największym podmiotem na rynku stacjonarnym i komórkowym. Nietrudno przewidzieć, że wydarzenia wokół Orange wpłynęły na konkurencję. W lutym, przy wynikach TP SA, na giełdzie rykoszetem dostała Netia - to druga największa po TP firma telekomunikacyjna na GPW i za spadkiem wyceny TP, jej kurs spadł o 13 proc.

TP SA jest benchmarkiem dla branży i jej słabe wyniki to złe wieści dla akcjonariuszy innych spółek z sektora. Dla konkurenta Orange to był duży cios. Bo o ile, jak wspomniałem wyżej, dla FT, bieżąca wycena akcji TP SA nie ma za bardzo znaczenia, to już dla Netii, która wsparcia międzynarodowego nie posiada, jest to zdecydowanie bardziej istotne. Sytuację inwestorów Netii dobrze obrazują ostatnie informacje – zarząd spółki otrzyma blisko 30 mln zł premii, jeśli do 2015 roku znajdzie inwestora gotowego przejąć firmę.

Globalna telekomunikacja
W ślad za zmianami w spółkach, zmienia się cały rynek telekomunikacyjny. Zauważyła to także Komisja Europejska, która dotąd za wszelką cenę dążyła do zwiększania liczby podmiotów telekomunikacyjnych na rynku i zaostrzania konkurencji między nimi - licząc na to, że doprowadzi to do niższych cen dla konsumentów.

Rzeczywistość okazała się mniej kolorowa. Co prawda, telekomy faktycznie zmniejszyły ceny, ale koncentracja na bieżącej rywalizacji o klienta stłamsiła inwestycje w nowoczesną infrastrukturę telekomunikacyjną. W efekcie UE pod tym względem znacznie odstaje od Stanów Zjednoczonych, Japonii, czy Korei Południowej. W budowie światłowodów wzorem dla UE może być nawet Rosja. Dlatego Komisja Europejska dąży do jednolitego rynku telekomunikacyjnego w UE, który ma pomóc Unii w gospodarczym wyścigu z USA i Japonią. A to nieuchronnie prowadzi do konsolidacji w branży. W USA jest raptem czterech operatorów i obsługują oni 300 mln ludzi. W UE też jest po 3-4 operatorów, ale w każdym kraju. Łącznie blisko stu.

Na uwadze ma to też France Telekom, który wie, że zmiany nadchodzą nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Francuskiego operatora na pewno nie zabraknie wśród głównych zainteresowanych konsolidacją na rynku europejskim. Patrząc na działania Orange z tej perspektywy, wszystko nagle wygląda inaczej. Może się bowiem okazać, że odpuszczając doraźną walkę, patrząc długofalowo i kalkulując nie na rok czy dwa, ale na najbliższe pięć lat, to "tepsa" wyjdzie zwycięsko z "dużej" wojny. Trzymając się porównania wojennego - wygląda na to, że podczas gdy inni próbują wygrać bitwę, Orange buduje plan na zwycięstwo w wojnie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

POWYBORCZY PORANEK

WYNIKI, ANALIZY, KOMENTARZE