Zrobiliśmy ponad 800 km nowymi Audi A6 i A5

Spalanie w trasie mocno nas zaskoczyło, a finał to już kosmos

MATERIAŁ REKLAMOWY
Zaczęło się od prozaicznego problemu, który pewnie znacie z własnych redakcji czy biur. Nasz redakcyjny kolega, Mateusz, miał imieniny. Problem w tym, że to facet, który z niczego się nie cieszy. No, może z wyjątkiem dobrego jedzenia i górskich wędrówek.
Wniosek nasunął się sam: trzeba mu zorganizować świeże, autentyczne oscypki prosto spod Tatr. Tylko jak to zrobić, siedząc w Warszawie? Szybka narada z Łukaszem i zapadła decyzja – skoro i tak mieliśmy w planach test dwóch ciekawych hybryd plug-in, zrobimy z tego epicką wyprawę z celem w tle.
"W poszukiwaniu prezentowych oscypków" – brzmiało dumnie. Ale żeby nie było zbyt nudno, dorzuciliśmy rygorystyczne zasady, które miały zweryfikować, ile warte są obietnice producentów, gdy w grę wchodzi hybryda plug-in (PHEV) na autostradzie. 

Rodzinne kombi z pazurem, czyli czym ruszyliśmy w góry

Założenia były jasne. Potrzebowaliśmy dwóch aut. Miał to być klasyczny samochód rodzinny, ale w wydaniu z solidnym pazurem. Komfortowy, szybki i technologicznie kompletny. Następnego dnia rano zjawiłem się pod firmą, a mój wybór nie mógł być inny. Postawiłem na nowe Audi A6 Avant e-hybrid. Miałem genialnie skonfigurowany egzemplarz w lakierze zielony Midnight metalik, osadzony na potężnych, 21-calowych felgach Audi Sport.
Pod maską drzemał tu sprawdzony, 2-litrowy silnik benzynowy TFSI połączony z jednostką elektryczną. Łączna moc systemowa? Imponujące 367 KM (270 kW) i równe 500 Nm momentu obrotowego. Zasięg na prądzie według cyklu WLTP to solidne 93 km, za co odpowiada akumulator o pojemności brutto 25,9 kWh. Pierwsza setka pojawia się na zegarach po 5,3 sekundy.
Chwilę później podjechał Łukasz. Jego wybór od razu wzbudził u mnie uśmiech uznania – nowe Audi A5 Avant e-hybrid. Specyfikacja niemal bliźniacza pod kątem napędu (również 367 KM i 500 Nm), ale ubrana w mniejsze, lżejsze nadwozie i genialny, ekskluzywny lakier beżowy Karat metalik. Mniejsze gabaryty sprawiają, że A5 przyspiesza do setki w 5,1 sekundy, a deklarowany przez producenta prądowy zasięg wynosi tutaj 97 km.
Na papierze oba auta to wręcz wymarzeni kompani na dalekie podróże. I ciekawie zapowiadał się nasz test, bo mieliśmy auta z tymi samymi silnikami i z bakami paliwa o pojemności 46 litrów. I to był punkt wyjścia dla naszego wyzwania.

Trasa Warszawa-Zakopane na jednym baku (?)

Ustaliliśmy twarde reguły gry. Próbujemy przejechać całą trasę – z Warszawy do Zakopanego i z powrotem – korzystając wyłącznie z tych 46 litrów paliwa i pełnej baterii, z którą ruszyliśmy spod redakcji. Cel był jasny: sprawdzić spalanie w trasie i udowodnić, kto z nas jest królem oszczędnej jazdy oraz kto dojedzie szybciej.
Żeby rywalizacja miała sens, wprowadziliśmy system punktów minusowych. Jeżeli komuś po drodze zabraknie paliwa, każdy dotankowany litr to jeden punkt ujemny. Co więcej, weryfikowaliśmy czas przejazdu i każda minuta spóźnienia względem optymalnego czasu to kolejny punkt na minus. Oczywiście bez szaleństw i bicia rekordów prędkości – od samego początku umówiliśmy się, że jedziemy w 100 procentach zgodnie z przepisami drogowymi.

Dwie hybrydy plug-in, dwie różne strategie

Ruszyliśmy na południe. Podróż w takich warunkach to czysta przyjemność. Moje A6 rozpieszczało komfortem, a pokładowy system audio Bang & Olufsen Premium z dźwiękiem 3D zamienił kabinę w salę koncertową. Pomagały też świetne wyciszenie i opcjonalne szyby z izolacją akustyczną.
Szybko okazało się, że przyjęliśmy dwie zupełnie różne taktyki jazdy. Kontaktowaliśmy się ze sobą telefonicznie, sprawdzając postępy. Łukasz, dysponując nieco mniejszym, zwinniejszym autem na 20-calowych kołach i sportowym zawieszeniu S z regulacją amortyzatorów, wybrał strategię bardziej dynamiczną – jechał szybciej, starając się urwać każdą sekundę z czasu przejazdu.
Ja w swoim A6 postawiłem na absolutną płynność. Stała prędkość, przewidywanie sytuacji na drodze, maksymalne wykorzystanie rekuperacji. Rzeczywistość na polskich drogach zweryfikowała nas boleśnie, bo korki oraz zmieniające się warunki atmosferyczne sprawiły, że do Zakopanego dojechaliśmy w tym samym czasie.
Ale za to wjazd do Stolicy Tatr nagraliśmy tryumfalnie. Baterie spisały się rewelacyjnie w manewrowaniu podmiejskim, zrobiliśmy zakupy na Krupówkach, zdobyliśmy świeże oscypki od bacy i kolejnego dnia wypoczęci ruszyliśmy w drogę powrotną. Liczby na komputerach pokładowych były już jednak bezlitosne.

Bolesna prawda przy dystrybutorze. Kto wygrał?

Prawa fizyki okazały się brutalne. Żadne z nas nie zdołało zrobić niemal 800-kilometrowej trasy na 46-litrowym baku. Moje A6 zanotowało średnie spalanie na poziomie równych 6,0 l/100 km, ale za to niesamowicie rekuperowało energię, bo z 2 proc. baterii przy wyjeździe z Zakopanego na zjazdach odzyskało aż 20 proc.!
Zjechałem na stację, gdy zasięg całkowity spadł do 50 km, z czego zaledwie 30 km przypadało na paliwo, a 20 km na resztkę odzyskanej energii. Do Warszawy brakowało mi około 200 kilometrów (potem okazało się, że mniej, bo 140 km zasięgu). Musiałem wlać 12 litrów paliwa, co dało mi 12 punktów na minus.
A jak poradził sobie Łukasz w lżejszym A5? Jego agresywniejsza jazda zaowocowała niewiele wyższym zużyciem na poziomie 6,1 l/100 km. Na stacji zameldował się z zasięgiem 100 km (tylko na paliwie, bateria była "pusta"), ale do mety brakowało mu aż 320 kilometrów (220 km, gdyby pojechał na zero zasięgu).
Zalał równe 20 litrów. Jakby tego było mało, jego strategia szybszej jazdy legła w gruzach przez warunki na drodze, bo wpadł na metę 5 minut po czasie, inkasując kolejne 5 oczek na minus.
Wynik: Łukasz -25 punktów, Adam -12 punktów. Wygrałem, ale zamiast celebrować, wpadliśmy na znacznie lepszy pomysł.

Pojemność bagażnika, która robi różnicę i finał z klasą

Już na redakcyjnym parkingu Łukasz rzucił hasło: "Zamieńmy te nasze punkty na złotówki, dodajmy do tego kwotę, jaką zapłacilibyśmy za przepalone paliwo i kupmy za to karmę dla psów ze schroniska".
I tak, szybka akcja zakupowa i 361 litrów bagażnika w jego A5 było pełne karmy. Pojechaliśmy do schroniska, a radość psów na nasz widok była najlepszym możliwym zwieńczeniem tego testu.
Wniosek z naszej trasy? Nowoczesne, prawie 400-konne kombi w hybrydzie to genialne rozwiązanie na co dzień, jeśli masz dostęp do gniazdka. Regularne ładowanie sprawia, że serio jeździcie o kropelce.
Do tego ważny aspekt, czyli planer tras z asystentem wydajności, który doskonale podpowiada samochodowi, gdzie odzyskiwać energię, a gdzie użyć jej więcej. A w długiej trasie spalanie rzędu 6 litrów przy takich osiągach to świetny rezultat zarówno w A5 i A6. Poniżej tego, co deklaruje producent. W dużym A6 udałoby mi się przejechać, gdybym nie zostawił żadnego marginesu błędu, około 700 km, co jest naprawdę imponujące.
A jeśli chcecie poznać oficjalne dane dotyczące zużycia paliwa modeli Audi, zajrzyjcie tutaj: Dane o spalaniu > Audi Polska | Przewaga dzięki technice
Artykuł powstał we współpracy z Audi




Autorzy artykułu:

Adam Nowiński

Szef redakcji Moto