Koniec z refundacją in vitro?

The Webhamster
1 lipca wejdzie w życie program dotyczący refundacji in vitro. Jest to bardzo dobra wiadomość dla par, które starają się o dziecko, ale z powodu niepłodności nie mogą zajść w ciążę. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami Ministerstwa Zdrowia, dzięki temu projektowi przez trzy lata jego trwania z zabiegów będzie mogło skorzystać około 15 tysięcy par.


Czy założenia programowe zostaną osiągnięte?
Głównym celem projektu „Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego” jest zwiększenie liczby urodzeń w kraju. W Polsce niż demograficzny jest coraz bardziej wyraźny, a społeczeństwo się starzeje. Zastosowanie metod sztucznego zapłodnienia docelowo miałoby tę sytuację zmienić. Niestety tego typu prognozy mogą się nie sprawdzić, ponieważ program jest realizowany w czasie największego kryzysu wewnątrz służby zdrowia. Sam program wielu specjalistów ocenia jako kontrowersyjny i źle opracowany, a pieniądze na niego przeznaczone powinny być spożytkowane w inny sposób, np. na leczenie osób z chorobami nowotworowymi. Przeciwnicy projektu uważają, że ratowanie życia jest znacznie ważniejsze niż pomoc w spełnianiu marzeń o posiadaniu dziecka. Ich zdaniem osoby, które zdecydują się na potomstwo powinny na własną rękę finansować leczenie in vitro.


Dla kogo refundacja?
Refundacyjny program skierowany jest jedynie do pacjentów, którzy leczyli się na niepłodność i co najmniej przez rok nie osiągnęli pozytywnych wyników. Każda para, która chce wziąć udział w projekcie musi przedstawić odpowiednią dokumentację medyczną, która ma to potwierdzić. Niestety, program do tej pory nie precyzuje, kto dokładnie ma być odpowiedzialny za wydanie takiego zaświadczenia i w jaki sposób ma być naliczany czas leczenia niepłodności. Takie nieścisłości mogą wprowadzić wiele utrudnień, a nawet doprowadzić do nadużyć. W programie mogą wziąć udział kobiety, które nie ukończyły 40 roku życia. Panie, które w przeszłości miały problemy z donoszeniem ciąży nie będą mogły uczestniczyć w projekcie. Koszt wdrożenia go w życie za okres jednego roku oszacowano na 67 milionów złotych.


Luki w przepisach już teraz próbują wykorzystać pacjenci, którzy bezskutecznie starają się o dziecko. Fora internetowe aż wrą od dyskusji na ten temat. Internauci prześcigają się w pomysłach, w jaki sposób można ominąć ustalone przez ministerstwo kryteria. Największe zainteresowanie rodzi się wokół zamrożonych zarodków, o których przepisy nie wspominają ani słowem. Teoretycznie osoby, które nimi dysponują powinny być wykluczone z udziału w projekcie, ale z drugiej strony – handel zarodkami nie jest zakazany, więc nie do końca wiadomo, jak tę kwestię traktować.


Niedoskonałości programu
Największy problem dotyczy jednak klinik leczenia niepłodności, z którymi Ministerstwo Zdrowia do tej pory nie podpisało żadnej umowy. W programie ma wziąć udział 26 placówek, które szczegóły dotyczące współpracy miały poznać jeszcze przed rozpoczęciem projektu, czyli przed 1 lipca. Jak się okazuje, dokumentacja z tym związana nie dotarła jeszcze do żadnej z klinik. Dyrektorzy są rozczarowani takim stanem rzeczy i mają obawy, czy program ruszy zgodnie z zaplanowanym terminem.

Nie są to jedyne wątpliwości, jakie mają przedstawiciele klinik odnośnie do programu refundacji in vitro. Przepisy w żaden sposób nie określają, jak mają być traktowani pacjenci, którzy w przeszłości na własny koszt korzystali z zabiegów sztucznego zapłodnienia. Kolejne obawy dotyczą terminów, ponieważ zostało zbyt mało czasu, aby wprowadzić korekty do umów i wynegocjować najkorzystniejsze dla obu stron warunki.

Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann jest znacznie bardziej optymistyczny. Jego zdaniem, nie ma żadnych przeciwwskazań, aby rozpoczęcie projektu miało przesunąć się w czasie. Niepodpisanie umów z biorącymi udział w projekcie klinikami tłumaczył procedurami związanymi z odwołaniem placówek, które przegrały w konkursie. Jak twierdzi Neumann, brak porozumienia w tej kwestii jest wynikiem oryginalności projektu, którego nowatorstwo opiera się na ścisłej współpracy Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia z klinikami leczenia niepłodności. Do tej pory żadna tego typu placówka nie korzystała z publicznych pieniędzy i stąd pojawiły się pewne nieścisłości.

Więcej o leczeniu niepłodności znajdziesz na parenting.pl.