
Sezon grzybowy 2026 rozkręcił się na dobre. W ostatnich dniach tysiące Polaków ruszyły do lasów, ale zamiast prawdziwka coraz częściej wyjmują ze ściółki intruza z USA, którego dwadzieścia lat temu w naszych lasach w ogóle nie było. Jest jadalny, tylko grzybiarze do dziś nie potrafią się co do niego dogadać.
Pierwsze grzyby wyszły już w sierpniu, ale kolejna fala zrobiła się po ostatnich opadach. Wysyp jest nierówny i bardzo lokalny, więc pytanie, gdzie na grzybobranie się wybrać, wraca co tydzień. W raportach z serwisu grzyby.pl najlepiej wypadają teraz Pomorze, Wielkopolska, Mazowsze i Łódzkie. Obok podgrzybków i koźlarzy do koszyków trafia złotoborowik wysmukły, szerzej znany jako borowik amerykański. To nie to samo co "nasz" prawdziwek.
Złotoborowik wysmukły, czyli borowik amerykański. Skąd wziął się w polskich lasach?
Złotoborowik wysmukły (Aureoboletus projectellus) pochodzi z Ameryki Północnej, gdzie rośnie od wschodniej Kanady po Karolinę Północną i stan Michigan. W Europie odnotowano go po raz pierwszy w 2011 roku na Litwie, dwa lata później dotarł na Łotwę i tam w 2014 roku okrzyknięto go grzybem roku. Do Polski przypłynął jako pasażer na gapę, razem z sadzonkami drzew zza oceanu.
Zobacz także
Polską nazwę dostał w styczniu 2014 roku, po wniosku dr Marty Wrzosek, ówczesnej przewodniczącej Polskiego Towarzystwa Mykologicznego. Potem poszło błyskawicznie. "Potrafi przesuwać granice swojego występowania o kilkaset kilometrów rocznie" – mówiła o tym gatunku dr hab. Marta Wrzosek z Uniwersytetu Warszawskiego.
Grzyb zaczął od wybrzeża, minął Toruń, a w 2018 roku znajdowano go już w lasach świętokrzyskich. Kłopot z nim jest taki, że pakuje się dokładnie tam, gdzie rosną nasze prawdziwki i podgrzybki: w bory sosnowe, na piaszczyste gleby porośnięte mchem i wrzosem.
Pojawiają się obawy, że borowik wysmukły wyprze prawdziwki. "Może być zagrożeniem dla borowikowatych grzybów" – ostrzegał w rozmowie z naTemat Justyn Kołek, grzyboznawca z Międzybrodzia Bialskiego i współautor poradnika "Grzybownik". Chodzi o gatunki, które pod kapeluszem mają gąbkę z rurek zamiast blaszek. Ich grzybnie mogą przez przybysza słabnąć i ginąć.
Jak odróżnić "amerykanina" od prawdziwka i jak on smakuje?
Kapelusz ma jasnobrązowy albo złocistobrązowy, spód gąbczasty i z daleka wygląda jak porządny borowik. Cała różnica siedzi w trzonie, czyli w nóżce. "Ma trzon grubszy od podgrzybka, ale cieńszy od borowika szlachetnego" – tłumaczył Justyn Kołek.

Nóżka amerykanina jest wyraźnie wydłużona, zwęża się ku dołowi i biegną po niej podłużne bruzdy. Prawdziwek ma ją krępą, beczułkowatą, pokrytą delikatną siateczką. Jedno przemawia za przybyszem: rzadko bywa robaczywy, bo owady raczej go omijają. Po prostu za dobrze go nie znają.
Gorzej ze smakiem i to właśnie o niego idzie spór, odkąd złotoborowik wysmukły opanowuje polskie lasy. Na facebookowej grupie fungi.pl jedni chwalili amerykanina w sosach i marynatach i nazywali go "dziką leśną pieczarką XXI wieku". Inni nie zostawiali na nim suchej nitki.
"Grzybowy chwast, bez smaku i aromatu" – napisał jeden z komentujących. Powtarza się przy tym jedna uwaga: po ususzeniu grzyb traci aromat, więc doświadczeni zbieracze, którzy dobrze wiedzą, jak suszyć grzyby, wrzucają go raczej do octu niż na sznurek.
Grzybobranie 2026. Grzybiarze pokazują pierwsze złotoborowiki wysmukłe
W ostatnich dniach amerykanin masowo pojawia się w relacjach z lasu. Autor profilu Koszyk I Wędka policzył po powrocie 317 podgrzybków brunatnych, 31 borowików szlachetnych i 26 amerykaninów oraz garść koźlarzy. "Trafiłem na swoje pierwsze w życiu złotoborowiki wysmukłe" – napisał.
Innemu grzybiarzowi udało się to samo: "Coś tam zaczyna się pojawiać. Pierwsze złotoborowiki wysmukłe w tym roku. Będzie gar grzybowej, dzięki wysypowi gołąbków. 90 proc. zaczerwionych, ale udało się trochę wybornych, zielonawych etc. nazbierać".
Prowadzący profil Zdrowo Grzybnięty pojechał w okolice Inowłodza w Łódzkiem. Koźlarzy i borowików szlachetnych było tam jak na lekarstwo, ale na stanowisku wytypowanym pod złotoborowiki trzy lata wcześniej "było ich tam od groma". Zastał mnóstwo poucinanych trzonków, bo inni grzybiarze byli na miejscu przed nim.
Do rekordów z Pomorza sprzed dwóch lat jeszcze jednak daleko. W okolicach Kopalina, Lubiatowa, Sasina i Łeby meldowano wtedy po 80, 130, a nawet 200 sztuk zebranych w ciągu godziny. Wrzesień dopiero się zaczął, a każda seria opadów oznacza w lesie następną falę. Kto wybiera się po prawdziwki, powinien liczyć się z tym, że w koszyku może wylądować mu też przybysz z Ameryki.






