W niewoli nerwicy. Kiedy kilkukrotne sprawdzanie zamkniętych drzwi staje się chorobą

W niewoli nerwicy. Kiedy kilkukrotne sprawdzanie zamkniętych drzwi staje się chorobą
W niewoli nerwicy. Kiedy kilkukrotne sprawdzanie zamkniętych drzwi staje się chorobą Fot. Demotywatory.pl
Nie istnieją dokładne badania, ilu z nas cierpi na nerwicę natręctw. Przyjmuje się, że ta choroba dotyka dwie na sto osób. Choć "dotyka" to nie najlepiej dobrane dobre słowo. Bo nerwica natręctw w wielu wypadkach wbija się paznokciami w nasza skórę, świdruje i zagłusza umysł, nie pozwala normalnie funkcjonować. Kiedy nasza mania prześladowcza przestaje być tylko zabawną anegdotą opowiadaną wśród znajomych, a staje się chorobą?


Dziwne przyzwyczajenia? Ma je chyba każdy z nas. Ile razy zawracaliśmy się do mieszkania sprawdzić, czy na pewno zamknęliśmy za sobą drzwi? A ile razy spoglądaliśmy przed snem na kuchenkę, upewnić się, że gaz jest wyłączony? To samo z żelazkiem, z ubraniami w szafie układanymi według kolorów, obsesyjnym sprzątaniem mieszkania, myciem dłoni...


To wszystko jakieś takie... znajome, prawda? Właściwie każdy z nas mógłby stworzyć swój mały prywatny ranking natręctw. Często się do nich nie przyznajemy, są noszą słodko-gorzką tajemnicą. A jeśli się nimi dzielimy, to w formie anegdoty, "śmiesznostki", czegoś, co uważamy za ot, zwykłą drobnostkę.


Kiedy więc zaczyna być to problemem, a wręcz chorobą? Wtedy, gdy te nasze "drobnostki" zaczynają nabierać na sile, a problemy pogłębiają. Kiedy nie potrafimy przez nie normalnie funkcjonować. Zadręczamy się myślami, odczuwamy lęk, strach – np. przed chorobą, zupełnie nieuzasadniony.


Bo najczęściej jest właśnie tak, że chorzy na nerwicę natręctw zdają sobie sprawę ze swoich "słabości". Wiedzą, że ich strach może nie mieć żadnych podstaw. Ale i tak nie potrafią sobie poradzić ze swoim problemem.

***
Troje ludzi, trzy historie. Być może niektórzy z was po części utożsamią się z którąś z nich.

Agnieszka, mieszkanka Bydgoszczy, mama rocznego Franka:
Moja nerwica natręctw jest raczej typowa. Dbam przesadnie o porządek. Układam wszystko etykietkami do przodu. Wszystko w domu ma swoje miejsce, każda rzecz stoi równo, obrazy wiszą prosto. Nie zasnę, jeśli krzesło jest krzywo odstawione.

Robię jeszcze coś, co doprowadza mnie do szału. Ale to już chyba typowo nienormalne... Ja nazywam to "po trzy". Nie mogę wykonać jednej czynności więcej niż trzy razy. Jeśli wykonam więcej albo mniej, to wmawiam sobie, że stanie się coś strasznego, spotka mnie jakieś nieszczęście... Na przykład: przeczesywanie włosów. Jeśli zrobię to raz, muszę jeszcze to powtórzy jeszcze dwa razy, by w sumie wyszło trzy. Nie dwa, nie cztery. Trzy.

To się nasila w momencie stresu, zdenerwowania. Kiedy wszystko jest OK, potrafię tego nie robić.

Kiedy się zorientowałam? Nie wiem, ale od kilku lat zdaję sobie sprawę z tego, że przesadzam. Nigdy się jednak z tego tytułu nie leczyłam. Po prostu staram się panować nad tym, ale wiele rzeczy robię zupełnie naturalnie, bezwiednie. Niestety z roku na rok objawy raczej się pogłębiają niż przechodzą... Zaczynam porządkować nie tylko swój dom, ale robię to też w gościach, czy nawet supermarkecie, czy księgarni, gdzie układam książki. Ma być czysto, równo, wtedy jestem spokojna.

Jak na to reaguje mój mąż? Mówi, że się przyzwyczaił...

Bartek, pochodzi z Mazur, mieszka w Warszawie, 26 lat:
Już jak byłem mały chodziłem przed snem sprawdzać, czy gaz jest zakręcony. Nie wiem dlaczego akurat to. Stawałem przed kuchenką i wpatrywałem się w kurki, a potem sprawdzałem, czy są równo przekręcone. Potem była rundka do drzwi, żeby sprawdzić, czy są zamknięte. To nie koniec. Po drzwiach powrót i zerknięcie na kuchenkę, potem raz jeszcze drzwi. Rodzice nie mogli wytrzymać, bo ruszanie klamką w nocy potrafiło być denerwujące.

To mi trochę do tej pory zostało. Dziewczyna jeszcze się z tego śmieje, ale z czasem pewnie zacznie ją to irytować. Zestaw kuchenka + drzwi to standard przed snem. Czasami sprawdzę, czy wszystko jest OK i, mimo że jestem tego pewien to cofam się z pokoju, żeby zrobić to jeszcze raz. Już nawet mnie to irytuje.

Jest jeszcze coś. To mój autorski pomysł, ale nie mam pojęcia skąd mi się wziął. System: lewy-prawy-prawy-lewy-razem. Muszę np. dotknąć czegoś lewą ręką, potem dwa razy prawą, potem raz jeszcze lewą, a na koniec obiema razem. Ten schemat stosuję do masy rzeczy np. mrugnięcie powiekami, machnięcie nogą, dotknięcie zębów językiem itd. Oczywiście nie robię tego notorycznie i nikt tego nie widzi, ale jak komuś to tłumaczę to zawsze ma niezły ubaw.

Michał, pracuje w warsztacie samochodowym pod Warszawą, 30 lat
Jak mam pod "tym" względem gorszy dzień, to nerwice zaczynają się już od momentu wyjścia z domu, a raczej próby, bo wyszykowanie się zajmuje mi pewnie z pół godziny. Muszę mieć wtedy jakiś plan działania, bo inaczej bym nigdy nie wyszedł. Sprawdzam, czy nie zostawiłem zapalonego światła, każdy pokój oczywiście oddzielnie. W łazience – wiadomo, sprawdzam czy woda jest zakręcona. A w kuchni to już koniec świata... Można przecież drzwi od lodówki nie domknąć, światło zostawić włączone, gaz odkręcony... To jest najgorsze! Potrafię 10 razy wrócić sprawdzać ten cholerny gaz... A kiedy już wszystko sprawdziłem wszystko i stoję przy drzwiach do wyjścia, wtedy zapala mi się lampka, że może jednak zostawiłem włączony gaz? I od nowa.

Aha, na koniec muszę wspomnieć o mojej metodzie, która – uwierzcie – pomaga. Robię... zdjęcia. Jeśli w drodze do pracy znów zapali mi się lampka, że być może nie wyłączyłem gazu, uspokaja mnie zrobione wcześniej zdjęcie wyłączonych kurków.

***
Po rozmowie z moimi bohaterami, doszedłem do kilku wniosków. Podzieliłem się nimi z panią mgr Martą Pasternak, psycholog-psychoterapeutką, pracowniczką oddziału psychiatrycznego, pełniącą funkcję biegłego przy Sądzie Okręgowym w Kielcach.

Po rozmowie z moimi bohaterami dochodzę do wniosku, że w każdej z odbytych rozmów przewinęło się słowo "lęk".

Marta Pasternak: Główne objawy zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, czy ogólnie chorób związanych z nerwicą, polegają właśnie na przeżywaniu lęku, odczuwaniu strachu. I nie koniecznie musi to być taki lęk, czy strach, w rozumieniu "normalnych" ludzi.

U osób chorych na nerwicę natręctw objawia się on w formie napięcia – psychicznego i fizycznego napięcia organizmu. Wtedy też pojawia się potrzeba jego rozładowania. I ona najczęściej przybiera postać tzw. czynności natrętnych – czyli mycie rąk, liczenie wykonanych przez nas czynności, tak jak u wspomnianych wyżej bohaterów.

Wspólny mianownik był też taki, że każdy z nich zdawał sobie sprawę ze swoich słabości, ale nie potrafił ich pokonać racjonalnym myśleniem.

Nie nazywajmy tego słabością, a chorobą. Dlaczego? W wielu przypadkach pojawia się bowiem potrzeba leczenia farmakologicznego. A zaburzenia natrętne, obsesyjno-kompulsyjne są najtrudniejsze do wyleczenia, trudniejsze niż pozbycie się fobii.

Kiedy człowiek przeżywa napięcie, musi wykonać pewną czynność. Największy kłopot i męczarnie powoduje fakt, że on nie może wykonać tych czynności. Na zasadzie mechanizmu zakotwiczonego w głowie. To jest warunkowe.

Jak wygląda leczenie konkretnego przypadku?

Bardzo ciężko jest mówić o leczeniu, bo każdy konkretny przypadek wymaga konsultacji psychiatrycznej albo psychologicznej. Czasem wystarczy sama psychoterapia, czasem trzeba dołożyć jeszcze specjalne leki. Kiedy? Gdy dana osoba nie może funkcjonować, a natręctwa nie pozwalają jej normalnie żyć. Leki pozwalają jej wrócić do czynności dnia codziennego.

Jedno jest pewne – to leczenie trwa dość długo. Jak długo? W zależności od głębokości zaburzenia. Od osobowości, charakteru człowieka.

Czy powinniśmy lekceważyć te nasze małe natręctwa?

Wiele osób ma takie delikatne lęki i niepokoje, choćby to wracanie i sprawdzanie drzwi. Ale wydaje mi się, że jeśli to się dzieje sporadycznie, np. gdy jesteśmy w gorszej kondycji psychicznej, to nie ma wówczas powodu do niepokoju.

Jeśli problem się przedłuża, zaczyna dokuczać, warto zgłosić się na konsultację. Specyfika tych zaburzeń jest taka, że osoby, które doświadczają natręctw, długo nie zauważają problemu, nie chcą się do niego głośno przyznać, spychają problem na boczny tor.