
Bartłomiej Maślankiewicz, reporter TV Republika, zasłynął materiałem ze Święta Niepodległości ("został po nim tylko szalik"). Teraz w sieci pojawiła się jego relacja z Kijowa, z samego środka protestów. "Wyborcza" już zdążyła opisać jego pracę, ale zrobiła w nieco złośliwym tonie. Niesłusznie. Łatwo jest oceniać pracę reportera, który w 20-stopniowym mrozie relacjonuje wydarzenia z samego centrum wielkiej walki, siedząc w redakcji z ciepłą herbatką u boku.
Nie da się ukryć, że w Polsce – widać to po reakcjach na TT – Maślankiewicz znowu stał się powodem do żartów. Skrytykował go m.in. Jarosław Kuźniar.
Idiotów nie sieją. Recydywa amatorki w TV Republika http://t.co/POkhBt9xKC #media via @leskiewicz
— Jarosław Kuźniar (@jarekkuzniar) styczeń 22, 2014
Reporter Maślankiewicz i jego relacja z euromaidan robi już karierę w Ukraińskich internetach. Widzę tu duży potencjał - kabaretowy :)
— Łukasz Pawłowski (@LukasPawlowski) styczeń 23, 2014
#Maślankiewicz, zasługuje na nagrodę Darwina! :P
— Maks Szczepaniak (@szczepaniakm) styczeń 22, 2014
O ile rozumiem, że przeciwnicy prawicy i TV Republika mogą ze złośliwą uciechą kpić z Maślankiewicza, to mierzi mnie, że w podobny ton uderzają koledzy po fachu, czyli dziennikarze. Rozumiem, że reporter mógł zrobić po prostu lepszy reportaż, zachować się bardziej profesjonalnie. Ale czy na pewno jesteśmy w stanie to ocenić z odległości kilkuset kilometrów od wydarzeń. Czy ktokolwiek z nas wie, jak zachowałby się w chmurze gazu łzawiącego, w deszczu kamieni, albo gumowych, czy prawdziwych, ołowianych kul?
