Prezes UKE zawiesza wojnę telekomów i odwołuje przetarg na częstotliwości

Maszt telekomunikacyjny
Maszt telekomunikacyjny
Telekomy w napięciu czekały na wyniki tego przetargu. Wieczorem jednak bój o częstotliwości odwołała prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Magdalena Gaj uznała, że przetarg należy powtórzyć. Przy okazji uspokajając rozgrzane głowy w telekomach. Jeden z nich publicznie alarmował ostatnio, że "zagrożone są narodowe dobra".


Urząd Komunikacji Elektronicznej informuje, że powodem odwołania przetargu jest „troska o zapewnienie stabilności i pewności obrotu prawnego i wyeliminowanie jakichkolwiek wątpliwości formalno-prawnych mogących towarzyszyć postępowaniu aukcyjnemu”. Wątpliwości w organizacji dotyczyły spraw technicznych. Przez ludzki błąd nie można było otworzyć ważnych dla procesu załączników. Stało się to możliwe dopiero po północy tego dnia, a prawo nie precyzuje, czy z takiego powodu prezes UKE może wydłużyć przetarg. Dlatego Magdalena Gaj odwołała go i rozpisze kolejny. Zrobiła to w ostatniej chwili. W najbliższych dniach miały zacząć wpływać oferty na częstotliwości 791-816 MHz oraz 832-857 MHz, a także z zakresu 2500-2570 MHz oraz 2620-2690 MHz.


- Nie było jeszcze w historii Polski przetargu na częstotliwości, którego rozstrzygnięcia nie byłyby oprotestowywane – czasem z powodów poważnych, czasem z błahych, jak brak parafki na jednej ze stron. Niezadowoleni z wyników aukcji bez wątpienia wykorzystaliby każdy pretekst, a podmioty zwycięskie w aukcji działałyby w bardzo niestabilnym otoczeniu: z jednej strony musiałyby wydawać miliardy złotych na infrastrukturę, a z drugiej – czekać na rozstrzygnięcia sądów - powiedziała Magdalena Gaj w wywiadzie dla "Pulsu Biznesu".


O częstotliwości, które są rzadkim i bardzo cennym dobrem, operatorzy telekomunikacyjni prowadzą prawdziwe boje. Ostatni przetarg był kontestowany długo przed unieważnieniem. P4, właściciel Play, oskarżał UKE o niewłaściwe przygotowanie dokumentów. Polkomtel oskarżał urząd o faworyzowanie Orange oraz T-Mobile. Polkomtel rozpoczął prawdziwą PR-ową wojnę o tę sprawę. W ostatnich dniach firma Zygmunta Solorza wysłała do mediów komunikat informując dziennikarzy, że państwo utraciło kontrolę nad przydziałem częstotliwości. A nawet, że interes wszystkich Polaków jest zagrożony. Rzecznik prasowy jednego z konkurencyjnych telekomów nazwał publicznie ten komunikat "PR-ową hucpą".


Atmosfera była naprawdę gorąca. Odwołanie przetargu jest w tej sytuacji być może najlepszą możliwą decyzją. Przełożenie aukcji o kilka miesięcy ma szanse ochłodzić emocje i sprawić, że przetarg nie będzie wojną działów PR, ale merytorycznym rozstrzygnięciem przydziału wyjątkowo cennego dobra. Częstotliwości, to prawda, są narodowym dobrem i powinny być przydzielane sprawiedliwie, bezstronnie, raczej w ciszy niż w atmosferze medialnych oskarżeń. Zawsze w takiej sytuacji bowiem rodzi się podejrzenie o próby wpływania na rozstrzygnięcie konkursu.

Polkomtel jest w tej chwili w korzystnej sytuacji, gdy chodzi o częstotliwości. Operator sieci Plus posiada najwięcej częstotliwości umożliwiających dostęp do super szybkiego internetu LTE. Im więc dłużej nie ma ich konkurencja, tym w lepszej sytuacji jest Zygmunt Solorz. A przypomnijmy, że na przejęcie Polkomtela twórca Polsatu wziął ogromny kredyt, na kilkanaście miliardów złotych. Oczywiście zawsze pojawia się pytanie, czy gdyby więcej firm miało dostęp do częstotliwości LTE, to czy ceny nie byłyby niższe. Doświadczenie każdego rynku uczy, że gdy pojawia się rywalizacja, tam pojawiają się obniżki i lepsze oferty dla konsumentów.

Prezes UKE Magdalena Gaj zapowiada, że nowy przetarg rozpisze tak szybko, jak będzie w stanie.