Jacek Protasiewicz nie wystartuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Jacek Protasiewicz nie wystartuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta

Wybrany niedawno na szefa dolnośląskiej Platformy Jacek Protasiewicz nie będzie walczył o przedłużenie mandatu posła do Parlamentu Europejskiego. To skutek incydentu na frankfurckim lotnisku. O swojej decyzji polityk poinformował przed zebraniem zarządu regionalnego partii. Ale nie zamierza rezygnować z funkcji partyjnych.

REKLAMA
Półtora tygodnia po incydencie na lotnisku we Frankfurcie Jacek Protasiewicz doszedł do wniosku, że dla zatarcia złego wrażenia nie wystarczy rezygnacja z przewodniczenia klubu PO-PSL w Parlamencie Europejskim oraz kierowania najbliższą kampanią wyborczą PO. Poseł ogłosił, że nie będzie ubiegał się o reelekcję w majowych wyborach europejskich. Dzisiaj zarząd dolnośląskiej Platformy będzie decydował o tym, jaki kształt list przedłożyć do akceptacji centrali partii.
Ale Protasiewicz postanowił oszczędzić swoim koleżankom i kolegom kłopotów – sam zrezygnował z oferowanej mu „jedynki”. Jak tłumaczy, chce oczyścić swoje nazwisko z wszelkich podejrzeń. Utrudniałby to trudny do uchylenia immunitet. – Zależy mi na tym, by Polacy wiedzieli, że nie chowam się za immunitetem. Będę walczył o dobre imię – deklarował Protasiewicz.

Poseł zapewniał, że to jego niezależna decyzja i premier na nią nie wpływał. Przyznał, że spory wpływ miały na to konsultacje z prawnikami z Parlamentu Europejskiego, którzy ostrzegli go, że wyjaśnianie zajścia we Frankfurcie może potrwać dłużej niż pierwotnie sądzono. Z całego bukietu funkcji, które Protasiewicz dzierżył dwa tygodnie temu, został mu jedynie fotel przewodniczącego PO na Dolnym Śląsku i stanowisko wiceszefa PE. Z tego pierwszego rezygnować nie zamierza, drugie leży w gestii posłów w Brukseli.