Pomimo refundacji in vitro wciąż za drogie

DavidShutter
Chociaż refundowanym przez rząd zabiegom in vitro poddało się już ponad 8 tys. par, wiele wciąż nie ma szans na skorzystanie z pomocy państwa. Podczas gdy finansowana jest większość elementów zapłodnienia metodą pozaustrojową, pacjenci muszą się liczyć z szeregiem dodatkowych kosztów, które powinni pokryć z własnej kieszeni.


Za co trzeba zapłacić samemu?
Dzięki rządowemu programowi możliwe jest skorzystanie z trzech prób zapłodnienia in vitro. Ministerstwo refunduje większość etapów leczenia, czyli przede wszystkim konsultacje lekarskie, badania i zabiegi – biopsje, punkcje i transfer zarodków. Z własnej kieszeni trzeba jednak dołożyć na kwalifikację do programu, która wymaga wykonania szeregu badań hormonalnych i zakaźnych. Jest to wydatek rzędu nawet 1000 zł. Jak podkreśla Katarzyna Malinowska-Olczyk, rzecznik prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, koszt badań kwalifikacyjnych zależy od tego, który zabieg będzie przechodzić para oraz od uwarunkowań genetycznych. Niektórzy zamiast 1000 zł zapłacą 200-300 zł.


Państwo nie pomaga również w zakupie drogich leków mających na celu pobudzenie owulacji. Ich cena to od 2000 do 4500 zł, a więc ok. 30% kosztów związanych z zapłodnieniem in vitro. Zdaniem dr. Grzegorza Mrugacza z Kliniki Leczenia Niepłodności „Bocian” w Białymstoku, aby zapewnić równy dostęp do zapłodnienia pozaustrojowego, konieczna jest refundacja także leków stymulujących owulację.


Na czym polega zabieg in vitro?
Jak szacuje Światowa Organizacja Zdrowia, problem niepłodności dotyczy ok. 60-80 mln par na całym świecie. Szczególnie wyraźny jest on w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie bezdzietności doświadcza 10-15% par w wieku prokreacyjnym. W Polsce niepłodnych może być nawet 1,2-1,3 mln par, spośród których leczenia metodą pozaustrojową wymagać może nawet 15 tys. par.


Zapłodnienie in vitro stosowane jest wówczas, gdy żadne inne metody nie przynoszą pożądanego skutku. W ramach procedury komórka jajowa i plemnik łączone są w warunkach laboratoryjnych, czyli poza żeńskim układem rozrodczym. Następnie zarodek przenoszony jest do macicy, a ciąża przebiega normalnym tokiem. Zanim jednak będzie można przeprowadzić zabieg in vitro, kobieta przyjmować musi leki wywołujące owulację.

Czy in vitro jest bezpieczne?
Zbiorcze badanie, które miało na celu określenie, czy in vitro zwiększa ryzyko wad rozwojowych u dzieci, ukazało, że zabieg jest generalnie bezpieczny. Jednak pacjenci muszą być świadomi istnienia niewielkiego ryzyka. Karl-Gösta Nygren, profesor położnictwa i ginekologii oraz członek Międzynarodowego Komitetu Monitorującego Technologie Wspomaganego Rozrodu (International Committee Monitoring Assisted Reproductive Technologies), który posiada informacje na temat ok. 75% wszystkich zapłodnień in vitro na świecie, zauważa, że problemy związane z zapłodnieniem pozaustrojowym mogą wynikać z faktu, że przechodzący je pacjenci już wcześniej mieli problemy z płodnością.

Jak dodaje specjalista, nic nie jest w pełni bezpieczne. Nawet naturalna ciąża i poród obarczone są ryzykiem komplikacji. Należy także rozważyć bezpieczeństwo pod kątem tego, co różne osoby uważają za dopuszczalne. Na przykład, transfer jednego zarodka jest bezpieczniejszy dla matki i dziecka niż transfer kilku zarodków. Jednak niektóre osoby chętnie podejmą ryzyko w zamian za większe szanse na posiadanie potomstwa.

Wiadomo, że wszyscy chcielibyśmy, aby bezpieczeństwo dzieci i matek poddających się zabiegowi in vitro było równe bezpieczeństwu każdej innej matki i dziecka. Jednak wcześniejsze badania ukazały, że jest to nieosiągalne. Zapłodnienie in vitro niesie zwiększone ryzyko wystąpienia stanu przedcukrzycowego, zgonu noworodka i wad wrodzonych, takich jak zespół Beckwitha-Wiedemanna – wymienia Karl-Gösta Nygren.

Chociaż w niektórych przypadkach ryzyko może wynikać z charakteru procedury in vitro, przeważnie osoby decydujące się na zapłodnienie pozaustrojowe mają problem z płodnością, a więc reprodukcja jest dla nich trudniejsza. Na pytanie, czy in vitro jest bezpieczne należy więc odpowiedzieć, że jest wystarczająco bezpieczne – mówi specjalista. Ryzyko jest niewielkie, w szczególności w perspektywie większego prawdopodobieństwa zajścia w ciążę.