
W ciągu ostatnich tygodni środowiska LGBT bojkotowały Mozillę za to, że nowy prezes Brendan Eich wsparł kiedyś kampanię przeciwko małżeństwom homoseksualnym. Teraz przeglądarkę FireFox – i jej producenta – bojkotuje z kolei prawica. Za to, że... pod naciskami LGBT Brendan Eich musiał zrezygnować z kierowania Mozillą. To jeden z największych absurdów politycznej poprawności.
"Homolobby", jak naciskających nazywała prawica, odetchnęli z ulgą. Zły prezes ustąpił, możemy znowu używać Firefoxa. Mozilla pewnie też odetchnęła z ulgą – co prawda Eich doskonale nadawał się na stanowisko prezesa, ale przecież nie odszedł całkowicie z firmy, a kogoś na stanowisko CEO zawsze się znajdzie.
Nasze stanowisko powinno być jasne: "Nie wspieramy firmy, która jest przeciwko małżeństwu, wolności wypowiedzi i prawu do postępowania w zgodzie ze swoim sumieniem!".
Brendan Eich, dyrektor zarządzający firmą Mozilla (obecnie już były dyrektor), który utworzył przeglądarkę Firefox został zmuszony przez Zarząd do zrezygnowania ze swojej funkcji po tym, jak wsparł słuszną definicję małżeństwa jako związku jednej kobiety z jednym mężczyzną.
Mozilla niet, czyli #nozilla
Bojkotujący zwolennicy "tradycyjnych małżeństw" stworzyli nawet specjalny hashtag: #nozilla. Na Twitterze aż roi się od wpisów i grafik pokazujących Mozilli, że decyzja o odejściu Eicha wcale nie musiała być trafna.
I took the NoZilla pledge. I refuse to support a company that does not support freedom of speech and conscience rights #nozilla
— Cicero (@leanseissigma) April 13, 2014
STOP USING @MOZILLA (@FIREFOX). Take the #NoZilla pledge and #DumpFirefox. SIGN PETITION: http://t.co/Ja8GJ1WT0f pic.twitter.com/eAvTIUo4fu
— CitizenGO (@CitizenGO) April 7, 2014
Stand against personal political/religious activity becoming employment criteria in corporate America http://t.co/gkivJf3ZPb #Nozilla
— Brent (@BrentLawsonTx) April 4, 2014
Firefox CEO forced to resign because of his beliefs?! What happened to tolerance? #uninstallfirefox #deletefirefox pic.twitter.com/TBCgWcTDQS
— Kara Mone (@kmone) April 4, 2014
Część protestujących nie twierdzi, co prawda, że homoseksualne małżeństwa są złe, ale... przeciwstawiają się zatrudnianiu ludzi lub ich zwalnianiu w oparciu o prywatne poglądy. Wiele osób wskazuje też, że jeśli ci "tolerancyjni" protestujący wcześniej chcą wolności głoszenia poglądów, to powinni też szanować poglądy takie, jak te Eicha z 2008 roku. Oczywiście, od razu odpowiada im druga strona: "Walka z dyskryminacją nie jest dyskryminacją". I koło się zamyka.
No one has to tolerate your intolerance. Fighting against your discrimination is not discrimination. Grow up. #Mozilla #Nozilla
— Luis J. Villanueva (@ljvillanueva) April 8, 2014
We should derail #Nozilla into only using Internet Explorer since Google won't accept ads from hate groups or anti-abortion organizations.
— xfilesfan293@aol.com (@_pincheguevara) April 13, 2014
Polityczna, bzdurna poprawność
Oczywiście, wątpliwe, żeby teraz nagle Mozilla przejęła się prawicą. Mleko się już rozlało, a protesty zwolenników "tradycyjnych małżeństw" nie mają aż tak dużej mocy sprawczej, co środowisk LGBT. Zresztą wiele osób to, co prawica nazywa "obroną małżeństw", określa mianem "dyskryminacji" i "nietolerancji". Światopoglądowo sytuacja nie do rozwiązania, dla Mozilli zaś o tyle trudna, że co teraz się nie stanie, to i tak ktoś na firmę będzie słał gromy.

