O autorze
Subiektywny blog o energii i energetyce jądrowej – dla nie-inżynierów, ale nie tylko.

Jestem inżynierem-energetykiem z całkiem jeszcze niewielkim przebiegiem. O energetyce uczyłem się na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, na którym dziś zresztą pracuję. Choć nie studiowałem specjalności związanej stricte z energetyką jądrową (nie było jeszcze takiej możliwości), od lat jestem na różne sposoby związany z tą branżą. Brałem udział w różnych szkoleniach specjalistycznych organizowanych przez instytucje krajowe i zagraniczne, z energetyką jądrową związana była także moja praca dyplomowa. Uczestniczyłem w realizacji zadań badawczych mających na celu ocenę możliwości uczestnictwa polskiego przemysłu w rozwoju energetyki jądrowej oraz ocenę przebiegu i skutków potencjalnych awarii elektrowni jądrowych. Od lat prowadzę działalność mającą na celu popularyzację wiedzy o energii jądrowej (rozpoczętą jeszcze w czasach studiów, gdy byłem członkiem a następnie prezesem Koła Naukowego Energetyków). Zajmuję się również kwestiami stabilizacji pracy systemu elektroenergetycznego. Poza uczelnią pracuję w międzynarodowej firmie energetycznej oferującej konwencjonalne maszyny energetyczne.

W roku 2012 przez trzy miesiące pracowałem w charakterze eksperta na rzecz kampanii informacyjnej "Poznaj atom. Porozmawiajmy o Polsce z energią", jednak współpracę tę definitywnie zakończyłem z dniem 31 grudnia tego roku.

Wszystkie opinie prezentowane na tym blogu mają charakter opinii prywatnych i w żaden sposób nie wyrażają oficjalnego stanowiska jakichkolwiek firm lub instytucji dla których pracuję lub pracowałem w przeszłości.

Polityka energetyczna do 2050 roku: niepoważnie, niechlujnie i biernie

Dziś dobiega końca etap „wstępnych konsultacji społecznych" projektu „Polityki energetycznej Polski do 2050 r." Co zatem można powiedzieć o polskich długoterminowych planach w dziedzinie energetyki na podstawie zaprezentowanych dokumentów?


Po pierwsze: niepoważnie
Po pierwsze niestety na krytyczny komentarz zasługuje sposób ogłoszenia i prowadzenia konsultacji. Projekt „Polityki energetycznej Polski do 2050 r.” (dalej: PEP 2050) z załącznikami (nie wszystkimi) opublikowany został znienacka w czwartek, 18 sierpnia. W Dzień Energetyka, więc teoretycznie odpowiednio. Zamieszczono go na stronach Biuletynu Informacji Publicznej wraz ze zdawkową informacją o „wstępnych konsultacjach społecznych”, które miały potrwać nieco ponad dwa tygodnie, do 1 września.

Dwa tygodnie na konsultacje dokumentu tej rangi, który zawiera (a przynajmniej zawierać powinien) szczegółowe analizy, wnioski z obliczeń i symulacji itd. to termin delikatnie mówiąc krótki. Jakby tego było mało, na konsultacje wyznaczono okres wakacyjny, w dodatku obejmujący tzw. „długi weekend”. Nie jest tajemnicą, że jedną z grup specjalistów, którzy z pewnością mieliby coś do powiedzenia w tej kwestii (i pewnie nierzadko konstruktywnego) jest kadra naukowo-badawcza uczelni wyższych. Ale ta akurat kadra w sierpniu niemal bez wyjątku korzysta z przysługujących jej urlopów, bo z uwagi na organizację pracy uczelni poza miesiącami letnimi w zasadzie nie może.

Jakby tego było mało, sam sposób zgłaszania uwag jest zrobiony teoretycznie przyjaźnie dla użytkownika, a w praktyce w sposób skrajnie niewygodny i zniechęcający do korzystania. Otóż na stronie BIP MG jest formularz, gdzie w osobnych polach należy wpisać: swoje dane, podać element, do którego odnosi się komentarz, sam komentarz oraz uzasadnienie. Wygodnie, prawda? Chyba, że ktoś chce wysłać więcej niż kilka komentarzy. Na przykład kilkadziesiąt. W związku z tym, że sam napisałem tych uwag niemało, pozwoliłem sobie w środę (27-go) rano napisać e-mail do jednej z „osób odpowiedzialnych” z pytaniem, czy uwagi można także zgłosić zwyczajnie za pomocą e-maila właśnie. Za potwierdzeniem przeczytania (nie odbioru!). Potwierdzenie doszło po dwudziestu kilku minutach, ale odpowiedzi na tak skomplikowane pytanie się nie doczekałem. Cóż, uwagi pójdą mailem, nie mam czasu by społecznie spędzać czas jeszcze na klikaniu w formularz, najwyżej zostaną zignorowane.
(Aktualizacja: Dosłownie chwilę po publikacji tego tekstu dostałem odpowiedź z Ministerstwa, z informacją, że odpowiedź była przygotowana, ale nie została wysłana z przyczyn technicznych i oczywiście uwagi w innym formacie są dopuszczalne.)


Wszystko tworzy jednak wrażenie konsultacji prowadzonych bardzo po macoszemu i na zasadzie „bo tak trzeba”. Warto to odnotować szczególnie w kontekście jakości dokumentu, a ta jest, delikatnie mówiąc, nienadzwyczajna.

Po drugie: niechlujnie
Zaprezentowane dokumenty przygotowane są po prostu źle. Nawet bardzo. I nie chodzi tu wcale o ogólną myśl przewodnią polityki, bo ta jest całkiem poprawna (choć z jedną poważną wadą, o czym dalej). Chodzi natomiast o wielką niechlujność w przygotowaniu opublikowanych dokumentów. Jest ona widoczna na bardzo wielu poziomach. Pierwszy zwiastun jest już w spisie treści, w którym w miejscu jednego z numerów stron pojawia się znany komunikat programu MS Word: „Błąd! Nie zdefiniowano zakładki”. Trudno o bardziej dobitny dowód, że nikt nie przeczytał dokumentu w ostatecznej formie przed publikacją. Ale może to prosty błąd techniczny? Niestety nie: rozdziału, którego rzecz dotyczy w ogóle nie ma w tekście.

Inny przykład: w dokumentach roi się od błędów językowych, nie brakuje także sformułowań niepoprawnych merytorycznie. Elektrochłonność zamiast w kWh/zł jest wyrażana (wielokrotnie) w kW/zł, mimo że przytoczona definicja wyraźnie mówi o energii a nie mocy. Autorom udało się nawet źle zapisać jeden z trzech celów pakietu energetyczno-klimatycznego - w sposób, który zmienia jego znaczenie. Rzec można: drobiazgi. Ale takie drobiazgi nie powinny się zdarzać na masową skalę w poważnym dokumencie rządowym, nawet jeśli to tylko „projekt”. Jest oczywiste, że korektor obok opublikowanych dokumentów nawet nie usiadł.

Ważnym elementem PEP 2050 jest ocena realizacji poprzedniej polityki (zawarta w samym projekcie PEP 2050 i w specjalnym załączniku). Całkiem optymistyczna. Tyle, że bardzo nieprecyzyjna. Czytamy w niej m.in. : „«Program [działań wykonawczych na lata 2009-2012 - przyp. AR]», będący załącznikiem do Polityki energetycznej Polski do 2030 roku (PEP2030), przewidywał realizację 344 działań wykonawczych. Większość działań wykonawczych została zrealizowana, choć nie zawsze w planowanym terminie”. I tyle. Zostawmy już nawet fakt, że działań wykonawczych było niespełna 100 a nie 344 (344 to liczba zadań w ramach tych działań, to błąd w terminologii, którą sformułowało to samo Ministerstwo parę lat temu...). Ale co to znaczy „większość”? 173 z 344? Czy może 343 z 344? To dość istotna różnica, można chyba oczekiwać wykonania tak skomplikowanego rachunku. W całej ocenie niestety trudno też znaleźć szczegółowe informacje o niektórych ewidentnych opóźnieniach i niepowodzeniach oraz ich przyczynach.

Osobna kategoria to cytowanie nieaktualnych danych do opisu stanu istniejącego. W różnych punktach przytaczane są dane z różnych lat, najczęściej 2011 i 2012, ale zdarza się i 2009. Są nawet podpunkty, w których do opisu jednej dziedziny użyto parametrów z różnych lat (np. ocena stanu ciepłownictwa: liczba spółek z jednego roku, udział wśród nich spółek komunalnych z innego). Mimo że mamy już drugą połowę 2014 roku, danych z roku ubiegłego nie ma praktycznie nigdzie. Co świadczy znowu albo o skrajnej niechlujności, albo o tym, że dokument nie został jeszcze uaktualniony i przygotowany do publikacji.

Nieaktualność nie ogranicza się do danych statystycznych. Zaprezentowane dokumenty nie uwzględniają także wydarzeń z drugiej połowy zeszłego roku i z roku obecnego. Na przykład opis stanu zaawansowania programu energetyki jądrowej kończy się na informacji o wyborze wykonawcy badań lokalizacyjnych, co miało miejsce w styczniu 2013 r. Nie ma nawet wzmianki o formalnym przyjęciu Programu Polskiej Energetyki Jądrowej przez Radę Ministrów (choć sam PPEJ jest wspominany wielokrotnie - jako projekt). Wraz z cytowanymi danymi liczbowymi (we wszystkich rozdziałach) i wyciąganymi wnioskami (nieuwzględniającymi z zasady wydarzeń z ostatniego roku) tworzy to wrażenie, że większej części (całości?) tekstu nie aktualizowano co najmniej od roku.

Nie jest zatem zaskakujące, że miejscami nowa polityka nie jest spójna z aktualnymi działaniami rządu. Widać to szczególnie w dwóch punktach. Po pierwsze projekt zakłada wprowadzenie konkretnej daty jako ograniczenia mechanizmów wsparcia dla odnawialnych źródeł energii. To nic dziwnego, samo wsparcie z założenia zawsze miało być tylko mechanizmem przejściowym, funkcjonującym do czasu uzyskania przez odpowiednie technologie zdolności do konkurowania z energetyką konwencjonalną na równych zasadach. Zapisanie ograniczenia w polityce energetycznej może tu stanowić pewnego rodzaju kotwicę dla przyszłych rządów, w przypadku gdyby pojawiły się naciski na przedłużenie systemu dopłat. Problem tylko w tym, że w projekcie PEP 2050 horyzont ten wyznaczono na rok 2030, podczas gdy aktualny projekt Ustawy o odnawialnych źródłach energii mówi o roku 2035.

Drugi przykład: wśród „organów i instytucji wdrażających politykę energetyczną państwa” wymieniony jest „Pełnomocnik Rządu do spraw Polskiej Energetyki Jądrowej w randze
podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki [...] ustanowiony Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 12 maja 2009 r. (Dz. U. z 2009 r. Nr 72, poz.622).” Pięknie. Tyle tylko, że 11 kwietnia b.r. „wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński wyraził uznanie i podziękował Hannie Trojanowskiej [pełniącej tę funkcję od momentu utworzenia - przyp. AR] za pracę i wkład w budowę Programu polskiej energetyki jądrowej" i poinformował, że „Pełnomocnik zrealizował wszystkie zadania przewidziane w [...] rozporządzeniu" (to ostatnie jest zresztą nieprawdą, więcej pisałem o tym tutaj).

W obu przypadkach zapisy PEP 2050 są same w sobie rozsądne i logiczne, ale jednoznacznie wskazują na brak koordynacji lub aktualizacji zaprezentowanych dokumentów. Zresztą i w ramach samej PEP 2050 zdarzyły się dwie wzajemnie sprzeczne rekomendacje zapisane jedna pod drugą (jedna mająca na celu wyeliminowanie potrzeby budowy nowych mocy wytwórczych, a druga mająca na celu ułatwienie niezbędnej budowy nowych mocy).

Wszystko to (a jest więcej - komplet uwag, które przesłałem do Ministerstwa dziś rano znajduje się tutaj, niestety czepialstwo językowe jest pomieszane z rzeczami merytorycznymi, ale nie wyrobiłem się czasowo z uporządkowaniem) tworzy nieodparte wrażenie, że to co opublikowano, to jest jakaś na wpół ukończona wersja robocza, która w tej formie nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego. Dlaczego więc ujrzała? Tego nie podejmuję się zgadywać. O ile wiem nie istniał żaden obiektywny powód, żaden obowiązujący termin ani nic podobnego. Tak więc zagadnienie trzeba pewnie rozpatrywać w kategoriach bieżącej polityki, a na tym (wbrew insynuacjom, że każdy Polak się zna na polityce, sporcie i medycynie) się zwyczajnie nie znam.

Po trzecie: pasywnie
Mimo tych oczywistych uchybień, najważniejszym (a jednocześnie najtrudniejszym do oceny w krótkim czasie) elementem polityki energetycznej pozostaje jej zasadnicza treść: postawione cele i sposoby realizacji. Te wydają się na pierwszy rzut oka sensowne i nieźle napisane. Oczywiście są bardzo ogólne, ale trudno o precyzję planowania w horyzoncie 35 lat. Bardzo dobrym pomysłem jest analiza scenariuszowa. Jest jednak w całej polityce jeden poważny, a trudny do wychwycenia podczas lektury feler. Jest nim pasywność.

Polityka energetyczna co do zasady powinna wyznaczyć kierunek działań państwa w obszarze zaopatrzenia gospodarki w energię przy uwzględnieniu trzech rodzajów ograniczeń: geograficzno-surowcowych, technicznych i technologicznych oraz prawnych. Na pierwszą kategorię nie mamy żadnego wpływu: w dającej się przewidzieć przyszłości Polska nie będzie prowadzić podbojów obszarów bogatych w surowce i raczej nie będzie ich tracić. Na ograniczenia techniczne też nie mamy wielkiego wpływu. Oczywiście możemy (i powinniśmy) prowadzić działania badawczo-rozwojowe, państwo polskie powinno wspierać rozwój korzystnych dla siebie technologii, ale w dzisiejszych realiach jedno średniej wielkości państwo ogólnego postępu techniki nie przyspieszy w sposób znaczący. Zresztą wsparcie dla badań odpowiednich technologii w projekcie PEP 2050 zapisano.

Przyjrzyjmy się jednak otoczeniu prawnemu. Dla polskiej energetyki najważniejszym elementem tego otoczenia jest oczywiście polityka klimatyczna Unii Europejskiej, która znacząco wpływa na katalog możliwych rozwiązań i stawia przed polityką krajową szereg ograniczeń. To oczywiste i zostało rzecz jasna odnotowane w zaprezentowanych dokumentach. Problem zasadniczy tkwi jednak w postawie jaką przyjmiemy względem tej wspólnotowej polityki. Z PEP 2050 wyłania się, powszechnie zresztą obecny w polskim dyskursie politycznym, obraz Unii Europejskiej jako organizacji zewnętrznej, która „przyjdzie i narzuci”. Obraz, który do pewnego stopnia był prawdziwy dla kraju aspirującego do członkostwa albo nowego członka „na dorobku”, który wciąż jeszcze tkwi w różnych „okresach przejściowych” i pilnie nadgania zaległości. Ale to już było. Jesteśmy członkiem UE od dziesięciu lat. Polityka energetyczna jest planowana na kolejnych trzydzieści pięć. Najwyższa zatem pora, by Polska przyjęła na siebie rolę aktywnego kreatora polityki energetycznej Unii, a nie tylko biernego wykonawcy, dodatkowo postrzeganego jako „główny hamulcowy” postępowej polityki unijnej.

Tymczasem PEP 2050 plany polskiej interakcji z polityką energetyczną Unii streszcza w trzech punktach:

- kreowanie dalszej polityki klimatyczno‐energetycznej w sposób nie przyczyniający się do obniżenia poziomu bezpieczeństwa energetycznego Polski i UE,
- przeciwdziałanie pogarszaniu konkurencyjności gospodarek Państw Członkowskich, dla których węgiel odgrywa kluczową  rolę  w strukturze wytwarzania energii.  
- sprzeciwianie się dalszemu zaostrzaniu polityki klimatycznej UE w drodze promowania projektów nadmiernego ograniczania emisji w sytuacji braku globalnego porozumienia w tej sprawie.  

Wszystkie są rozsądne, ale pierwsze dwa są szalenie ogólne, a trzeci nadal stawia nas w roli „hamulcowego” (choć postulat jest zupełnie słuszny). Wydaje się, że poza propozycją negatywną („sprzeciwianie się”) oraz ogólnikami („kreowanie tak żeby było dobrze”) od kraju tej wielkości co Polska, aspirującego do roli znaczącego gracza w Unii Europejskiej, można i należy oczekiwać więcej aktywności. Oczekuję zatem, że dokument programowy dla polskiej polityki energetycznej, określający jej priorytety na najbliższe trzy i pół dekady, wskaże jasno jakie rozwiązania Polska chciałaby zaproponować Unii Europejskiej i przeforsować na jej forum. Jest to tym bardziej zasadne, że kilka takich priorytetów wynika w zasadzie wprost z zaprezentowanych w PEP 2050 scenariuszy. Co więcej, w przypadku braku forsowania przez Polskę odpowiednich rozwiązań, istnieje groźba przyjęcia rozwiązań prawnych godzących w polską strategię, a nawet uniemożliwiających realizację któregokolwiek ze scenariuszy PEP 2050.

Zatem obszarów, w których Polska powinna aktywnie proponować rozwiązania jest kilka.

1. Unormowanie kwestii poszukiwania i wydobycia gazu ziemnego ze złóż niekonwencjonalnych, w tym szczególnie łupkowego. Nie jest tajemnicą, że w Unii Europejskiej funkcjonuje ruch sprzeciwiający się wydobywaniu takiego surowca. Polska powinna natomiast (oczywiście w ramach jakiejś grupy sojuszników) dążyć do przyjęcia rozwiązań korzystnych dla nas zanim będzie musiała reagować na propozycje przyjęcia rozwiązań niekorzystnych.

2. Polityczna akceptacja energetyki jądrowej jako równoprawnego środka ograniczania emisji. W tej kwestii nietrudno nawet o sojuszników, od lat frakcję popierającą takie podejście próbują montować Brytyjczycy, a państw zainteresowanych jest kilkanaście. Wśród tych Państw Polska jest jednak druga co do wielkości (zaraz po Wlk. Brytanii właśnie) i musi wziąć na siebie aktywną rolę w rozgrywkach międzynarodowych. Szczególnie w kontekście uznania programu polskiej energetyki jądrowej w obecnym kształcie (tj. dwie elektrownie o łącznej mocy ok. 6000 MW) za fundament polityki energetycznej, niezależnie od scenariusza (a tak właśnie w PEP 2050 założono).

3. Kwestia reformy unijnego rynku energii, która umożliwiałaby finansowanie dużych inwestycji strategicznych, w tym elektrowni jądrowych (ale nie tylko). To jest problem, od którego nie uciekniemy. Obecnie z zagadnieniem tym na forum UE walczą Brytyjczycy, praktycznie samotnie i z konieczności na zasadzie „akceptacji wyjątku” a nie zmiany reguł. Wiele innych krajów, w tym nasz, uważnie te zmagania śledzi. I na tym ich (i nasz) wkład się kończy. Ale Brytyjczycy sami unijnego rynku energii za nas i dla nas nie zmienią. PEP 2050 wielokrotnie wspomina o potrzebie wypracowania odpowiednich mechanizmów finansowania, ale nigdzie nie mówi o tym, że Polska powinna wystąpić z odpowiednimi inicjatywami na skalę międzynarodową. A czas najwyższy, by ktoś otwarcie powiedział: przyjęty model rynku energii jest zły i pora go zmienić (tutaj pisałem dlaczego).

4. Kwestia większej solidarności energetycznej krajów Unii Europejskiej, szczególnie w kwestii importu paliw. To jest zagadnienie trudne, ale dla Polski bardzo ważne i musi być uwzględnione jako jeden z priorytetów, niezależnie od tego czy będziemy realizować scenariusz „odnawialno-gazowy”, czy nie.

Oczywiście rzec można, że wszystkie te punkty mieszczą się w ogólniku o „kreowaniu dalszej polityki klimatyczno‐energetycznej w sposób nie przyczyniający się do obniżenia poziomu bezpieczeństwa energetycznego Polski i UE”. Warto jednak, by polskie stanowisko było wyrażone konkretnie. Ostatecznie dokumenty programowe takie jak polityka energetyczna mają właśnie być wyrazem kierunków rozwoju, pragnień i dążeń, ogłaszanych urbi et orbi. Nie ma zatem lepszego miejsca, by te dążenia w sposób zdecydowany przedstawić. Wydaje się jednak, że ta okazja zostanie zmarnowana.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Skąd ten zachwyt nad Zandbergiem? 12 mocnych cytatów z wystąpienia lidera Lewicy
0 0"Oferta wpłynęła". Schetyna wyjawił, że jest drugi kandydat PO w prawyborach
Żółty Tydzień 0 0Jeden organ, 500 funkcji. Taka jest wątroba. Jakie choroby mogą ją zniszczyć?
0 0Chorujesz na jaskrę i uwielbiasz jogę? To połączenie może nie być dobre dla oczu
WYWIAD 0 0"Zachowanie Klarenbacha było chamskie". Posłanka Wiosny wyjaśnia, dlaczego uparcie chodzi do TVP
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno