O autorze
Jako dziecko, po powrocie z lekcji w małej, wiejskiej szkole we wsi Bielkowo k. Gdańska zakładałem uprząż koniom i jechałem w pole orać, bronować, siać. W szkole średniej z zazdrością spoglądałem na dobrze ubranych kolegów i koleżanki z klasy. Mnie nie było na to stać. Studia rolnicze w Krakowie to okres rzeczywistego poznawania i rozumienia powodów realiów w jakich funkcjonował kraj i społeczeństwo. To także pierwsze próby publicznej aktywności w ZSP, w radiowęźle studenckim, w ogólnopolskim tygodniku studenckim „itd”. Wreszcie najważniejsze: dwie „rewolucje” w czasie studiów: marzec 1968 i grudzień 1970. Potem praca w Polskim Radio w Łodzi i od 1973 roku w TVP w Warszawie w redakcjach rolnych. O 1979 roku już życie na emigracji. Najpierw 3 lata w Szwecji / wydawałem tam miesięcznik Sprzeciw/ i od 1982 roku praca na etacie w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w Monachium. W 1994 roku powrót na stałe do Polski. Działalność gospodarcza. Wydaję tygodnik lokalny na terenie powiatów Kluczbork i Olesno. Senator RP VIII kadencji.

IDĄ W ZAPARTE

Dzisiaj Moskwa i Putin nie muszą rządzących w Polsce przekonywać do tego, by wreszcie demokratyczne tęsknoty narodu stłamsili sami swoimi rękami. Oni realizują moskiewskie tęsknoty z własnej nieprzymuszonej woli.


IDĄ W ZAPARTE…

Idą w zaparte. Nie cofną się ani o milimetr. Po prostu tego milimetra wolnej przestrzeni do negocjacji, o których tak często mówią, nie ma. Tu prezes ma rację. Cofnięcie się nawet o ułamki milimetra oznacza kapitulację. On nie jest na nią przygotowany i nie będzie, bo nie chce. Taką ma zachciewajkę i koniec. Używanie w tym przypadku liczby mnogiej czy też zastępczo słowa partia czy PiS jest błędem. Wszystko przecież sprowadza się do decyzji a właściwie grymasów jednego człowieka, naczelnika, wodza, prezesa. Jakkolwiek by go zwał zawsze idzie o tego samego.
Tak jak za okupacji sowieckiej obowiązywało twarde i stanowcze NIET płynące z Kremla, tak teraz obowiązuje to samo NIET wypowiadane i powtarzane przez prezesa. To kopia tamtych lat. Kopia dźwięków i zachowań tamtych lat. Nie ma niczego nowego. Otoczenie i zgromadzeni wokół niego wyznawcy mają jedynie prawo do układania i formułowania odpowiednich argumentów. Członkowie rządu, szefowie sejmu i senatu mają obowiązek stania na straży owego NIET. Muszą szukać takich argumentów, które maja szanse przekonać wątpiących, nie mówiąc już o myślących inaczej, że prezesowskie NIET służy interesowi narodu.
Mamy więc od miesięcy te same treści. Świta prezesa prześciga się w przymiotnikach, obelgach, insynuacjach i kłamstwach. Ostatnie kilka dni to esencja metod jakimi się posługują od pierwszych kłamstw z czasów kampanii wyborczej. Chociaż wtedy głównym wrogiem i obiektem nurzanym obficie w propagandowym błocie był Tusk i rządząca koalicja, a teraz prezes Rzepliński, Trybunał Konstytucyjny i opozycja polityczna. Ta ostatnia wybiórczo. To też jest zrozumiałe. Idzie o rozbicie i skłócenie obozu przeciwnego. Słowa, gesty, metody cały czas te same.
Momentami wydaje mi się, że w gronie najbliższych lizusów prezesa trwa wyścig, rywalizacja kto bardziej zbluzga opozycję, kto bardziej zmyślne i ohydne kłamstwo wymyśli, komu wreszcie jako pierwszemu uda się odpowiednio zmyśloną intrygą skompromitować czy skłócić Petru, Schetynę czy lidera KODu Mateusza Kijowskiego. Przecież takie absurdy po jakie sięgają Ziobro, Błaszczak, Czarnecki trudno inaczej uzasadnić. Z każdej wypowiedzi płynie wielka rzeka słów nienawiści. Gorzej, że wielu ludzi te brednie powtarza.
Przecież tak było w latach stanu wojennego. Był generał, który powtarzał NIET, a służba dobierała słowa i argumenty które w oczach społeczeństwa miały kompromitować , dyskredytować, ośmieszać Wałęsę, Geremka, Michnika, Kuronia, Mazowieckiego itd. Dopiero kiedy sam Jaruzelski po rozmowach z polskim papieżem, po zrozumieniu, że Reagan nie ustąpi ani na krok zrezygnował ze swojego NIET na rzecz rozmów, nastąpiła zmiana. Najpierw jednak wypuścił z więzień Michnika i Kuronia. Dzisiaj na razie nie mamy jeszcze więźniów politycznych. Głosów, że wkrótce się pojawią z każdym dniem przybywa. Nie ma to większego znaczenia. Idzie przecież o przestrzeganie przez rządzących zapisów konstytucji i obowiązującego prawa.
Dzisiaj, jako społeczeństwo, jesteśmy w nieco innej sytuacji. Nie mamy naprzeciwko prezesa prezydenta USA na miarę Reagana. Całą nadzieję pokładamy w komisarzach UE. Ich głos, opinie i zachowania są przez prezesa lekceważone, tak samo jak polscy towarzysze lekceważyli Reagana. Nie ma też najważniejszego towarzysza w Moskwie, który orkiestrą dyrygował. Jest jednak Putin, który zachowania naszego prezesa wystarczy, że obserwuje. Nie musi nic robić. Każdy ruch tu w Warszawie służy przecież interesowi Moskwy. Wtedy mówiło się, że Moskwa usiłuje wywrzeć presje na polskich towarzyszach, by to oni swoimi rękami zaprowadzili w Polsce spokój, porządek i zagwarantowali trwanie pojałtańskiego porządku. Dzisiaj Moskwa i Putin nie muszą rządzących w Polsce przekonywać do tego, by wreszcie demokratyczne tęsknoty narodu stłamsili sami swoimi rękami. Oni realizują moskiewskie tęsknoty z własnej nieprzymuszonej woli.
Jeszcze dwa tygodnie temu, kiedy Bruksela ze swoją opinią się wstrzymywała a pani Szydło błotem, z trybuny sejmowej, obrzuciła Unię Europejską a mimo to rozmowy na linii Warszawa – Bruksela nadal trwały, można było żywić nadzieję, że był to ostatni tak chamski krzyk rozpaczy obozu władzy. Dzisiaj nie ma już nadziei, że zmądrzeją. Apel rzecznika rządu, Bochenka, by opozycja polityczna podjęła współpracę w parlamencie na rzecz rozwiązania kwestii TK, czy tez zapewnienia ministrów prezydenta, że prace trwają i konflikt będzie rozwiązany tu w kraju – to kpina z narodu i jego przyjaciół w świecie.
Opublikowane w środę, a więc dzień po brukselskiej opinii, komentarze w prasie niemieckiej, brytyjskiej czy francuskiej nie pozostawiają złudzeń. Świat doskonale jest zorientowany w sytuacji w Polsce. Dłużej oszukiwać się nie da. Nawet nagłą wymiana wszystkich ambasadorów tego obrazu się nie zmieni. Nie wiem czy znajdą w krótkim czasie 30 posłusznych sobie ludzi z jako takim instynktem dyplomatycznym i mówiących w dodatku językami obcymi.
Samozwańczy naczelnik powtarza wciąż swoje NIET. To jest sedno trwającego konfliktu. Tylko głupiec może dzisiaj jeszcze powtarzać i wierzyć, że to NIET ma służyć społeczeństwu i krajowi. Można jedynie się dziwić, że tak liczna jest grupa Polaków, którzy uważają, że postawa prezesa prowadzi nas do powszechnego szczęścia i dobrobytu. Ja nie mam złudzeń, a trochę już na tym świecie przeżyłem.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Malkovicha
0 0Ciężarna Joanna Krupa całkowicie naga na okładce "Wprost". Stanęła w obronie LGBT
Unum 0 0Nie wszystkie ubezpieczenia chronią przez całe życie. Jak wybrać polisę, która nie wygasa
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
NEWSWEEK 0 0Polskę czeka kryzys senioralny? Władze ignorują poważną zmianę demograficzną
0 0Kuchciński odnalazł się po aferze samolotowej. Dostał "zadanie specjalne"
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta