O autorze
Zawodowo adwokat. W wolnych chwilach zajmuję się filozofią prawa, etyką, filozofią społeczną i filozofią w ogóle.

Uważam, że światu potrzeby jest kolejny renesans. Nic jednak nie wskazuje, aby miał on nastąpić. Dlatego ze względnym spokojem oczekuję apokalipsy. W jej obliczu większość naszych problemów staje się pozorna. Dotyczy to również problemów prawa i filozofii. Przede wszystkim o tym ma być ten blog, a co z tego wyjdzie..., zobaczymy.

e-mail: jedrek.gasior@gmail.com

Zapraszam również na mój blog związany głównie z przyrodą miejską, problemami samorządności, społeczeństwa obywatelskiego, etc. gasiorowski.e-sochaczew.pl oraz na stronę mojej kancelarii: Adwokat Andrzej Gąsiorowski

Mucho, idź!

Radziecki uczony bada muchę. Wyrywa jej jedną nogę i mówi – mucho, idź! Mucha idzie! Wyrywa drugą, to samo. W końcu wyrywa piątą nogę i znowu swoje – mucho, idź! Ale mucha ani drgnie. Mucha ogłuchła – notuje uczony. Ten stary dowcip dedykuję wszystkim tym, którzy wierzą, że można nauczyć się czytania ze zrozumieniem i pisania atrakcyjnych CV nie pisząc i nie czytając. Względnie zamieniając Kochanowskiego na teksty o tym, kto wykopał dołek – Tomek czy Ania, kto trzymał łopatkę, kto jest chłopcem, a kto dziewczynką.


Oczywiście nie chodzi tylko o to. Chodzi także o oszukańczy podział na humanistów i umysły ścisłe i neurotyczne udowadnianie, że ci pierwsi są tragiczną pomyłką bytu, powinni się zmienić i przekwalifikować na "ścisłych", bo jak nie to… nie znajdą sobie pracy! Podział ten, choćby tylko wobec wieloznaczności pojęcia humanista, wprowadza więcej szkody niż pożytku i jest przeważnie używany nie w kontekście całościowego spojrzenia na daną jednostkę i jej (filozoficznego) usposobienia - jak chyba by należało - a raczej na jej predyspozycje do uczenia się pewnych przedmiotów bądź ich brak.


Ale umówmy się, taśmowa produkcja „humanistów”, z jaką mamy do czynienia wskutek triumfu kapitalizmu etatystyczno-koncesjonowanego w polskiej gospodarce, nie stworzyła jeszcze żadnego humanisty pisanego bez cudzysłowu. My już nie wiemy, kto to jest humanista. Ostatni humaniści wymierają i są skazani na zagładę, jak owa mucha z dowcipu. Humanistą był - dajmy na to - Stanisław Lem, ale nie jest nim absolwent Wyżej Szkoły Obsługi Klienta Korporacyjnego i Indywidualnego w Kamieniu Średnim lub innej zacnej miejscowości. (Jakakolwiek podobieństwo do realnych miejsc przypadkowe). Tacy „humaniści” to raczej owoce owego wielkiego projektu „czytania ze zrozumieniem”, który nawiasem mówiąc miał zniszczyć humanistyczną koncepcję nauczania i... udało się!


Mimo że prawdziwi humaniści już nie istnieją, wkłada się wiele wysiłku w wytępienie ich niedobitków. Jeżeli komuś zjawisko to przypomina antysemityzm bez Żydów, to są to prawidłowe skojarzenia. Kryje się za tym jakiś „anty-humanistyczny” resentyment inżynierów – nie chciało mi się rozkminić Szekspira, to powiem, że Szekspir niepotrzebny, bo i po co. Do pracy mi się to nie przyda! Naturalnie pojęcia „inżynier” używam całkowicie umownie, bo „prawdziwy” inżynier musi być choćby w niewielkiej części humanistą. Z jeszcze innej perspektywy atak na humanistów to swoista zemsta mas nad nieistniejącą już inteligencją.


Jeden z moich wykładowców mawiał, że kiedy słyszy słowo „samorealizacja”, to pojawia mu się wysypka na rękach. Swoje emocje wobec całej tej post-filozofii człowieka ilustrował odpowiednimi gestami i mimiką. Podobne uczucie towarzyszy mi, kiedy ktoś mówi o „czytaniu ze zrozumieniem”, „uczeniu się rzeczy niepotrzebnych” i tym podobnych andronach, sprowadzających rodzaj ludzki do stada owiec, z zastrzeżeniem, że owce są przynajmniej sympatyczne - ludzie nie zawsze.

Propagatorzy minimalistycznych koncepcji rozwoju człowieka nie rozumieją, dlaczego ludzie nie rozumieją. A nie rozumieją dlatego, że rozumienia nie da się sprowadzić do czytania ze zrozumieniem infantylnych tekstów, które nudzą nawet dzieci. Mucha nie idzie, nie dlatego, że straciła słuch, ale dlatego, że straciła nogi. Człowiek nie rozumie, nie dlatego, że nie uczył się czytania ze zrozumieniem, ale dlatego, że nie przyswoił żadnych znaczeń, kodów kulturowych itd. itp. Rozumienia człowieka nie da się sprowadzić do samej tylko logiki.

Można by nawet zgodzić się, że wąska specjalizacja (zaprzeczenie humanizmu) ma swoją względną skuteczność. Problem w tym, że owi wąsko wyspecjalizowani operatorzy maszyn, urządzeń, skalpeli, biurek, komputerów i innych rzeczy, czują się tak pewnie na swoim wyspecjalizowanym gruncie, że bezceremonialnie uznają się autorytetami w każdej dziedzinie i wygłaszają dowolne tezy na każdy temat, ochoczo stawiając się przy urnach wyborczych.

Mało kto zastanawia się również nad życiem psychicznym „wąsko wyspecjalizowanych”. Oderwane od rzeczywistości symbolicznej i kulturowej (czytaj Kochanowski i Kościuszko), życie to staje się specyficzną formą umiarkowanego acz stałego cierpienia polegającego na niemożności wyrażenia czegokolwiek przy użyciu jakiegokolwiek języka.
Za sakramentalnym - a po co mi to!, coś się przecież kryje! Może to zenistyczna pustka, może zwykła pustota, a może zwykły lęk.

Będąc owocem ułatwiania ludziom życia i sprowadzania człowieczeństwa do sprawnego wykonywania prostych czynności i „czytania ze zrozumieniem” (atak wysypki!), cierpienie skutkuje globalnym kryzysem, który nie daje się sprowadzić do kryzysu ekonomicznego. W istocie rzeczy jest to kryzys sensu, kryzys znaczenia, kryzys człowieczeństwa.

Mucha* ogłuchła!

____________________________
*Koan na dziś. Przykład z muchą jest, na gruncie rozważanego problemu, mieczem obosiecznym. Kto pierwszy dostrzeże tę obosieczność? Humanista, czy "ścisły"?