Rozładowanie dzisiejszego problemu migrantów w największej mierze zależy od kompetencji europejskich polityków i ich uczciwości względem narodów i społeczeństw, które reprezentują.

REKLAMA
Należy jasno - bez cienia najmniejszych wątpliwości - oddzielić dwie kwestie (co musi być wyłożone kawa na ławę):
1) doraźnej pomocy ludziom, którzy znaleźli się w tragicznym położeniu (między wojną, od której uciekli, a zimą, która w Europie nadchodzi).
2) osiedlanie się w Europie na stałe.
W tej pierwszej kwestii Unia Europejska ma prawo, a wręcz obowiązek, wymagać od polityków i państw konkretnej pomocy. I kwoty (czyli liczba tych, którym każdy kraj powinien doraźnie pomóc) są jak najbardziej na miejscu.
Doraźność pomocy ma jednak swoje ograniczenia (terytorialne, finansowe, z zawieszeniem niektórych praw indywidualnych itd.). U jej podstaw stoi również gwarancja, że w miarę stabilizacji sytuacji w miejscach, skąd uchodźcy przybyli, kraj będzie miał praw ich tam odsyłać. Chyba, że postanowi inaczej.
W kwestii drugiej należy pozostawić decyzję o polityce imigracyjnej i kształtowaniu proporcji etnicznych u siebie każdemu krajowi z osobna. W zależności od jego potrzeb, możliwości i woli. Krótko mówiąc, Poznań nie może dyktować Łodzi, kto ma w niej żyć.
Bez jasnego rozdzielenia punktów 1) i 2) bałagan polityczny w Europie będzie się tylko powiększał.