Premier Donald Tusk kilkakrotnie usuwał ze swego kręgu politycznego innych polityków. Grzegorz Schetyna jest tego przykładem, wprost modelem. Dziś okazuje się, że mogą to robić również media, dziennikarze, telewizja. Nie politycznie, ale jako klasyczna zaczepka o wartości pseudo dziennikarskiej.
REKLAMA
Nie sądzę, aby 6. minutowe nagrania z prawie dwugodzinnego materiału były zrobione w sposób rzetelny. To przecież oznacza, że panowie dziennikarze (?) wybrali to, co miało zrobić wstrząs polityczny. Czołowe strony gazet w poniedziałek o „aferze politycznej” i „aferze taśmowej” przypominały włoski, tabloidowy system. W poniedziałek, po godzinie 15.00, konferencji premiera, okazało się, że balon medialny polskich gazet i telewizji osiadł i puścił smrodek. Donald Tusk nie zakończył jeszcze spraw, ale wyraźnie pokazał; Tak, Sławomir Nowak nie jest rzetelny i wiarygodny – z zegarkami głównie… – ale szef NBP Marek Belka doskonale się obronił. Bartłomiej Sienkiewicz, szef służb specjalnych, czeka na efekty działań polskich służb – i nie ma na to wpływu. Służby wiedzą, że dziś muszą postępować zgodnie z oczekiwaniami premiera…
Dla premiera to oczywiście nie koniec spraw, lecz tak naprawdę ich początek. Ta niby afera polityczna (taśmowa) będzie trzęsła polską polityką długo. Aż do wyborów. Niektórzy politycy, z Jarosławem Kaczyński na czele, ten moment chcą wykorzystać dla kampanii wyborczej, szybkiej, podobnej do tej w roku 2007, kiedy PiS pożegnał się z władzą. Tylko, że Polacy do urn dziś pójść nie chcą. Nie z powodu wakacji, bynajmniej… Z powodu właśnie Kaczyńskiego.
„Bujanie” się nagraniami może, oczywiście trwać jeszcze wielokrotnie. Zatrzymania i już trwające przesłuchania z knajpy na warszawskim Mokotowie mogą pomóc – ale też mogą zaszkodzić. Będą szybko efekty, ale jednak tajne. Dlaczego? Ponieważ politycy innych formacji wykorzystaliby to do destabilizacji państwa. Do tego wielu z nich dąży, choć najczęściej słychać w polskich mediach tylko z takimi pomysłami plankton polityczny…
Dziś kluczem jest informacja na temat, kto i na czyje zlecenie dokonywał knajpianych nagrań. Jeżeli robił to były kelner knajpy, a naiwni dziennikarze tygodnika „Wprost” to kupli i puścili – to pół biedy. Jeżeli jednak okaże się, że takich nagrań jest więcej… ponieważ nie były nagrywane „na handelek”, lecz w celach politycznych – być może nie tylko polskich. Sytuacja może stać się poważna. Bo może oznaczać to pełen reset polskiej polityki – a przede wszystkim polskiej stabilności. Stabilności wobec Unii Europejskiej.
Niewielu jest odważnych, twardych, którzy napiszą, że za nagraniami w często odwiedzanej knajpce „Sowa i przyjaciele” przez polskich polityków mogli stać bracia Rosjanie…
Azrael
