O autorze
Mariusz Grygierczyk - tekst

Codzienne, namiętne słuchanie muzyki jest jak pełna uporu, lecz pozbawiona jakiejkolwiek nadziei chęć wypicia oceanu łyżką.

Wcześniejsze teksty znajdą Państwo pod adresem Tekst linka

Maciej Trzepałka - rysunki

Rysuję - dla prasy, ilustracje tekstów (zdarzają się książki, wiele z nich dla dzieci), żarty, historyjki, felietony obrazkowe i krótkie komiksy. Biorę udział w konkursach i, bywa, dostaję nagrody i wyróżnienia. Lubię humor abstrakcyjny, stronię od polityki, a bohaterami moich rysunków często są zwierzęta. Galeria rysunków

Ojciec i synowie, czyli Wagle na scenie

Mam dwóch dorosłych już synów. I nie ukrywam, że gdy patrzyłem, jak panowie Waglewscy podłączają swoje instrumenty, a potem zaczynają grać, poczułem zazdrosne ukłucie w sercu. Bo to jest pewnie fantastyczne uczucie - móc muzykować z rodziną i to w zupełnie innych rejestrach niż klezmerskie "Sto lat" u cioci Kloci na imieninach.


Muszę także przyznać, że od lat
mam niejaki problem z WW
(a od niedawna z Kim Novak, ale trochę innej natury). Wojciech Waglewski jest jednym z tych artystów, bez których trudno sobie wyobrazić polską scenę muzyczną. Imponujący dorobek, dziesiątki płyt, setki nagrań - w roli najczęściej muzyka, lidera, ale i producenta.
Jednak na jego przykładzie wyraźnie widzę przenikanie się tego, co w muzyce cenię, z tym, co lubię szczególnie. Jego obserwacje dotyczące tzw. życia są mi wyjątkowo bliskie, ale muzykę bardziej doceniam, niż lubię. Zwłaszcza w ostatnich latach, gdy nabrał rozpędu jak żaden inny artysta w Polsce i nagrywa wyjątkowo często.

Jako
gitarzysta
chyba nigdy nie podobał mi się tak jak teraz. Coraz bardziej upodobnia się do czarnych klasyków bluesa, a w tej prostocie zbliża się - o, paradoksie - w niejednokrotnie wirtuozowskich solówkach do mistrzów gitary, np. Hendriksa, którego zresztą zacytował w jednym z utworów. Wyraźnie widać tu fascynację Bobem Dylanem, który od kilkunastu lat podąża taką właśnie drogą.
Mimo to po około trzech kwadransach zaczynam odczuwać pewne znużenie. Czym? Powtarzaniem tego samego schematu. Od kilku lat WW zanurzony jest szczególnie mocno w bluesie i rocku lat 60., a więc piosenkach opartych na jednym, czasem
do bólu prostym riffie.
Jeśli w dawce trzech, czterech, pięciu kawałków to może zachwycić - jakością wykonania, powrotem do szlachetnych źródeł - o tyle w miarę jak koncert biegnie dalej, zaczyna nieco męczyć. Jeden świetny instrumentalista to, zdaje się, za mało. Obsługiwane przez synów bas i bębny zachowują się zbyt liniowo, a klawisze, damski wokal i skrzypce niewiele w moim odczuwaniu zmieniają.

Utwory, które złożyły się na poniedziałkowy występ Waglewskich, pochodziły z dwóch płyt, jakie ci panowie mają we wspólnym dorobku. I może to też jest dodatkowym czynnikiem powodującym taką a nie inną reakcję. We wsłuchiwaniu się w materiał z danej płyty, w spokojnym smakowaniu i wyłuskiwaniu chwytających za serce fragmentów przeszkadza mi świadomość, że za chwilę otrzymam kolejną porcję muzyki. Ta ilość mnie przytłacza.


Publiczność szczególnie ciepło, co oczywiste, przyjęła te numery, które dobrze znane są z radia. Ojciec zabrzmiał dwa razy - na początku i jako czwarty, ostatni bis. Podobnie wyraźnie ożywiła widownię Męska muzyka. Mi wielką przyjemność sprawiły Trafiony ze stylową solówką Mariusza Obijalskiego na harmonijce ustnej, Bóg oraz Chromolę.



Coraz trudniej oddzielić stylistycznie to, co senior Waglewski robi z Voo Voo, a co z synami. Zwłaszcza że głos Fisza z każdym rokiem robi się coraz bardziej podobny do głosu ojca.
Maszynka miele systematycznie,
równo i na poziomie trudnym do osiągnięcia w naszym kraju przez większość wykonawców. Ale jakby zbyt rzadko wydaje z siebie cacka, do stworzenia których WW jest zdolny. Mam wrażenie, że gdyby nagrywał mniej, proporcje byłyby inne. Piosenki "zaledwie" niezłe i dobre zostawałyby w szufladzie, a na świat wychodziły wyłącznie znakomite. Słuchacze, stęsknieni za nowymi nagraniami, tym częściej cmokaliby z zachwytu. Pan Wojciech zdecydował jednak inaczej i postawił na dużą aktywność. A jego synowie najwyraźniej podążają tą samą drogą.

(Oklaski i gwizdy: Waglewski - Fisz - Emade, Teatr Rozrywki, Chorzów, 25 listopada 2013)

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
INN:Poland 0 0Sieć 5G to nie tylko szybszy Netflix. To również ochrona amazońskich lasów deszczowych
0 0To nie będą tanie święta. Polacy w tym roku będą musieli wydać krocie
Diverse 0 0Na pewno masz w szafie ubrania z ich logo. Teraz będą w nich jeździć uczestnicy Rajdu Dakar
INN:Poland 0 014 prostych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Od tego warto zacząć

TYLKO W NATEMAT

0 0Nie możesz pojąć, dlaczego PiS stawia na Pawłowicz i Piotrowicza? Eliza Michalik ma teorię
0 0"Znów muszę bronić Polski". Patryk Jaki w swoim żywiole, sprawdziliśmy jego aktywność w PE
0 0Prof. Jerzy Bralczyk ocenił pierwsze posiedzenia nowego Sejmu
0 0"Kaczyński jest wam wdzięczny". Posłowie Lewicy wsparli PiS w ważnym głosowaniu
0 0Wielka niespodzianka w ostatnim sezonie "Wikingów". Pojawi się w nim mocny, polski akcent
0 0Ważył 900 gramów i... uratował życie swojego brata. Lekarze nazwali to cudem
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Volvo 0 0Ten samochód to fenomen. Wielu próbowało zrobić podobny, udało się tylko jednej marce