PILNE Nurkowie odnaleźli w jeziorze ciało Piotra Staraka
O autorze
"Dawid Ciżewski" - (rocznik 1978) absolwent politologii oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Wieloletni współpracownik Telewizji Polskiej S.A., TVN 24 (dziennikarz, autor materiałów informacyjnych, reportaży) oraz Dziennika Łódzkiego. Specjalista w zakresie pracy nad wizerunkiem, PR, marketingu politycznego, coachingu. Prezes zarządu Stowarzyszenia Promocji i Edukacji Społecznej "Pokolenie IDEA".

dawidcizewski@wp.pl

Nie ma Mysiej, ale jest Nowogrodzka

Czy ¾ internautów stanie przed sądem? Sieć zalana jest memami i nie do końca pochlebnymi wpisami pod adresem najwyższej głowy państwa. Teoretycznie w świetle prawa prokuratura z urzędu powinna wdrożyć śledztwo w sprawie o publiczne znieważenie prezydenta RP. Na celowniku śledczych znalazłoby się jakieś kilkanaście milionów Polaków, a w prokuraturach tony papierów, tony analiz, sięgające pod same sufity. Żyjemy przecież w państwie prawa i sprawiedliwości, więc wszystko się może zdarzyć.


A internauci, na których porady na forach dyskusyjnych zawsze można liczyć, nawet w kwestiach od przeszczepu nerki po kupno nowego auta, są wyjątkowo czujni. Wystarczy jedna wpadka rządzących, a już po 15 minutach pojawiają się obrazki, zdjęcia czy rysunki opatrzone komentarzami. Pole do popisu sieciowi szydercy mają jak stąd do San Escobar na Karaibach, ponieważ nie ma dnia, żeby jakiś polityk nie palnął gafy. Podejrzenie o możliwość popełnienia przestępstwa znieważenia głowy państwa przeniosło się z ulicy do Internetu. Zatem teoretycznie specjalnie powołana grupa prokuratorów powinna rzucić swoją robotę jak zabójstwa, gwałty, uprowadzenia, afery i zabrać się za buszowanie po sieci w poszukiwaniu przestępców.


Na szczęście całe dla śledczych są internauci, którzy ich wyręczają. Pojawia się jakiś wpis, mem czy grupa dyskusyjna na portalach społecznościowych i bach. Wyręczający robi kopię i uprzejmie donosi ją do pobliskiej prokuratury. Życzliwy może zaledwie w ciągu godziny zebrać pokaźną stertę „dowodów rzeczowych”. Po drodze może też zahaczyć o jakiegoś felietonistę czy publicystę. A dlaczego nie? Przecież dziennikarz to też internauta i człowiek. I tutaj ciśnie się do głowy mnóstwo pytań. Po pierwsze natury iście technicznej. Kto w Polsce jest głową państwa? Jeden z prominentnych polityków opozycji powiedział, że jedynym organem decyzyjnym w kraju nad Wisłą jest prezes Jarosław Kaczyński. Formalnie prezydentem RP jest Pan Andrzej Duda. Czy aby prezes nie obrazi się, jeśli śledztwo będzie dotyczyło znieważenia prezydenta?

Pójdźmy dalej. Czy za znieważenie można uznać np. to, że minister Macierewicz zamówił świecące nocą długopisy, żeby prezydent mógł bez problemu podpisywać hurtowo ustawy? A owe długopisy miały być strzelające, choćby po to, aby nikt podczas podpisywania nie mógł przeszkodzić Panu Andrzejowi Dudzie? Kolejny dylemat. Czy znieważającym jest jedynie osoba, która udostępniła post – mem na Facebooku, czy również 2,5 tys. ludzi, którzy kliknęli „lubię to”? Czy publiczna zniewaga, to wypowiedziane lub napisane słowa w gronie całych trzech osób? Czy prezydent RP powinien poczuć się urażony po tym, jak Tygodnik Podhalański napisał, że ten jadł kiełbasę? Coś w tym musiało być, ponieważ urzędnicy z kancelarii głowy państwa zażądali sprostowania, twierdząc, że to nie była kiełbasa tylko pomidor...


Z tymi pytaniami zostawmy już śledczych, którzy będą musieli borykać się z „dowodami rzeczowymi” życzliwych. A pamiętajmy, że to nie będą łatwe decyzje. Zgodnie z art. 135 KK § 2. Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Za co siedzisz? Za wpis na Facebooku.

Każda władza od dawien dawna była tematami żartów, inspiracją dla komików. W czasach PRL przemycano zręcznie treści żartobliwe, krytykujące dygnitarzy, w zawoalowanej formie. Wymagało to oczywiście negocjacji z cenzorami z Mysiej. Ale scenarzyści, pisarze, felietoniści czy kabareciarze wzbijali się tym samym na wyżyny błyskotliwości oraz intelektu. Dawało to efekty bardziej piorunujące niż coś powiedziane wprost.

Dzisiaj powracamy do przeszłości. Nie ma Mysiej, ale jest Nowogrodzka. A swoistym zabezpieczeniem przed oskarżeniem jest niepozorny znak przystankowy – „?”, z którego korzysta ostatnio sporo osób. Umiejętnie znak zapytania w jednym ze swoich ostatnich tekstów wykorzystał Roman Giertych.

To nie teza. Ja tylko pytam. Bo warto rozmawiać...

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

AFERA PIEBIAKA

0 0#PiebiakGate to już zbyt wiele. Zbigniewie Ziobro, czas podać się do dymisji!
0 0O co chodzi w aferze z "Emilią" i Piebiakiem? Trzy najbardziej szokujące wątki
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"