O autorze
Fundacja DKMS działa od 28 listopada 2008 r. jako niezależna organizacja non-profit. W tym czasie liczba potencjalnych dawców we wszystkich polskich bazach, wynosiła niespełna 40 tysięcy. Dziś sytuacja uległa znacznej poprawie i ogółem w Polsce zarejestrowanych jest ponad 1,5 miliona potencjalnych dawców. Fundacja DKMS jest największą bazą potencjalnych dawców w Polsce.

„DWA WYMAZY & DO BAZY”. Dlaczego warto być Studenckim Ambasadorem Fundacji DKMS

Patrycja Samiec, to dziewczyna, z której inni mogą brać przykład. Studiuje marketing na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego i od ponad roku angażuje się w krzewienie idei dawstwa szpiku w środowisku akademickim. Mimo, że jej głównym celem jest wzorowe ukończenie studiów, poświęca się innym. Opowiada o tym, jakie możliwości daje udział w studenckim projekcie rejestracji potencjalnych Dawców szpiku „DWA WYMAZY & DO BAZY”- przedsięwzięciu zorganizowanym przy współpracy i ogromnym wsparciu Studenckich Ambasadorów Fundacji DKMS Polska, które zaowocowało zarejestrowaniem się ponad 37 tysięcy chętnych, gotowych oddać cząstkę siebie.


DKMS: Patrycjo, jesteś bardzo aktywną, Studencką Ambasadorką Fundacji DKMS Polska. Powiedz proszę, co Cię skłoniło, by tak mocno zaangażować się w te studenckie projekty?

Patrycja: We wrześniu 2013 roku zobaczyłam post na Facebooku, o tym, że Fundacja DKMS poszukuje studenckich Ambasadorów. Od kilku lat obserwowałam działania Fundacji, więc temat białaczki nie był mi obcy i wielokrotnie zastanawiałam się, jak sama mogę wesprzeć ideę dawstwa. Post o rekrutacji do studenckiego projektu pojawił się jak na zawołanie.

DKMS: I tak natychmiast zdecydowałaś, że to jest coś dla Ciebie? Przemyślałaś decyzję, czy była całkiem spontaniczna?

Patrycja: Zastanawiałam się kilka dni, ale to raczej była obawa przed tym, czy dam radę, bo nie wiedziałam do końca, co ten "Ambasador" ma robić. Jak pogodzę obowiązki Ambasadora z trzecim rokiem studiów i pisaniem pracy licencjackiej. No, ale jak to mówią „nie przekonasz się dopóki nie spróbujesz", czy jakoś tak. Jeśli się tylko chce, to wszystko się da pogodzić, więc wysłałam swoje zgłoszenie.



DKMS: Zgłosiłaś swoją aplikację i co się dalej działo?

Patrycja: Wtedy się to wszystko tak naprawdę zaczęło i bardzo szybko potoczyło. Telefony i e-maile od Fundacji z informacjami o konferencji itp. Wszystko zgrabnie poszło. Komunikację z Fundacją oceniam na 6+! A sama konferencja, to wspaniałe przeżycie.


DKMS: Co według Ciebie, było najlepszym przeżyciem związanym z konferencją?

Patrycja: Obcowanie z tak cudownymi ludźmi, którzy mają jeden i ten sam cel - pomóc innym. To samo w sobie jest piękne. Poznanie Dawców i Biorców. Wow! Emocje przybrały formę łez. Nie sądziłam, że przez trzy dni zdążę się tak zżyć z tymi ludźmi. Do tej pory, za każdym razem, gdy wspominam ten weekend w Warszawie, to mam uśmiech na twarzy i ciepło mi się na sercu robi.

DKMS: Jakie miałaś wrażenia po konferencji?

Patrycja: Wiele się nauczyłam i poznałam wspaniałych ludzi, których nigdy nie zapomnę i po części traktuje ich jak rodzinę. Bo z takim odczuciem człowiek wraca do domu po konferencji. Jakby spędzał weekend z dawno niewidzianą rodziną.

DKMS: Czy konferencja rozwiała Twoje wątpliwości: czy podołam, czy dam radę zorganizować dobrą akcję rejestracji?

Patrycja: Wszystkie moje obawy i pytania - czy dam radę? - poszły w niepamięć. Po konferencji ruszyły przygotowania do akcji studenckiej "Dla Ciebie to 5 minut, dla Kogoś całe życie". Na każdym kroku, przy organizacji akcji rejestracji, miałam wsparcie ze strony Fundacji. Rady, których mi udzielili stosuję po dziś dzień.



DKMS: A jakieś problemy, albo niemiłe niespodzianki? Wszystko było takie różowe?

Patrycja: Nie ma, co ukrywać, nie zawsze wszystko idzie tak jak byśmy tego chcieli. Jak to w życiu, są dni, kiedy wszystko jest na „tip top”, a są dni, kiedy nie można nic załatwić. Jednak nie było chwili zwątpienia, tylko szukanie rozwiązania. Musiało się udać. Nie było innej opcji.

DKMS: Co Cię najbardziej motywowało

Patrycja: Z dnia na dzień czułam, że robię coś dobrego. Coś ważnego, coś co… zmieni moje życie. Po kilku przeprowadzonych rozmowach telefonicznych z koordynatorem jeszcze bardziej wyczekiwałam akcji, każdego następnego dnia i kolejnego telefonu. Współpraca z innymi Ambasadorami z mojego miasta, czy z moimi wolontariuszami, była cudowna: szkolenie ich, rozwieszanie plakatów, kontakty z lokalnymi mediami. Wszystko to dawało mi poczucie realizacji jakiejś misji, czułam się potrzebna i w pewnym sensie znacząca. To każdego zmotywuje.

DKMS: Finał Twoich działań – akcja rejestracji potencjalnych Dawców szpiku. Czy wszystko poszło zgodnie z planem?

Patrycja: Tak, w końcu nadszedł ten dzień, pamiętam jak dziś - 11 grudnia 2013r. Spać w nocy nie mogłam z podekscytowania i może z nerwów, bo jednak nie ukrywam, byłam "świeżakiem". W głowie tłukły się pytania: czy wszystko się uda, czy ktoś się zarejestruje, czy dobrze wyszkoliłam wolontariuszy, czy wszystko mam, czy o czymś nie zapomniałam, jak to będzie? I tak całą noc... Z samego rana, na uczelni, zaczęły się przygotowania. Akcja miała rozpocząć się o godz. 11: 00, a my już o godz. 9: 30 mieliśmy pierwszego dawcę. Moja mina była bezcenna. Radość i pozytywne zaskoczenie. To był znak, że się uda! Wszystkim to dało pozytywnego kopa.



DKMS: A co najbardziej utkwiło w Twojej pamięci?

Patrycja: Było kilka takich sytuacji, które utkwiły mi w pamięci. Szczególnie te, kiedy podchodzili do mnie Dawcy i dziękowali za to, że dałam im możliwość zarejestrowania się, bo myśleli o tym od dawna, ale jakoś nie potrafili znaleźć na to czasu. Albo, kiedy wykładowcy, którzy ze względu na swój wiek nie mogli się zarejestrować, gratulowali mi i mówili - Podziwiam Panią. To jest piękne. To, co Pani robi jest po prostu dobre. Jest Pani dobrym człowiekiem.

DKMS: Czułaś się wtedy wyróżniona?

Patrycja: Byłam bardzo wzruszona. To miłe, kiedy ktoś docenia Twoją pracę i zaangażowanie. Szczególnie, kiedy widziałam swoich wolontariuszy, jak po 10 godzinach pracy mieli uśmiech na twarzy i byli pełni energii, bo widzieli, co udało im się zrobić. Wiedziałam przecież, jak ciężko pracowali przez ostatnie tygodnie i ta praca przyniosła efekty. Te iskierki szczęścia w ich oczach i słowa wsparcia. To wszystko razem jeszcze bardziej motywowało mnie do dalszej pracy.

DKMS: A sama akcja? Jaka była? Czy była równie ekscytująca?

Patrycja: W chwilach, kiedy rejestrujących się Dawców było mniej, nie było mowy o nudzie. Rozrywki dostarczały nam tańce i śpiewy. Każdy Dawca był dla nas bardzo cenny, więc każdej zarejestrowanej osobie gratulowaliśmy i biliśmy brawo. Przy co dziesiątym nawet robiliśmy happeningi: śpiewaliśmy sto lat, biliśmy brawo, obsypywaliśmy balonami, albo wszystko inne, co przyszło nam do głowy. Nie jestem w stanie opisać tego, co się działo przy setnym Dawcy. Pamiętam jeszcze piękną sytuację z przemiłym konserwatorem mojego wydziału na Uniwersytecie Łódzkim, panem Janem. Pomagał nam na każdym kroku m.in. ustawiał ławki, krzesła, podłączał kable. Drugiego dnia zapytał mnie, czy może nam jeszcze jakoś pomóc. Odpowiedziałam, że zrobił już wystarczająco wiele, ale może jeszcze sam się zarejestrować. Uśmiechnął się i powiedział -pewnie, tylko ja teraz muszę wyjść, ale wrócę za godzinę lub dwie. Pomyślałam sobie, że pewnie nie wróci, ale wrócił. I jak się okazało tego dnia (12.12.2013r.) obchodził urodziny. Po przyklejeniu mu na piersi puzzelka Fundacji włączyliśmy piosenkę "Happy Birthday" w wykonaniu Marilyn Monroe. Obsypaliśmy go balonami i zaczęliśmy śpiewać sto lat. Każdy z nas złożył mu życzenia i zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Reakcja Pana Jana to łzy spływające mu po policzkach. Na długo zapadły nam wszystkim w pamięci. Podziękowaliśmy mu za rejestrację, a on nam tylko odpowiedział - Mam jedno życzenie. Chciałbym jeszcze za swojego życia móc przydać się i uratować życie komuś innemu.

DKMS: Czy warto zostać Ambasadorem Fundacji DKMS Polska?

Patrycja: Warto. Pomagając innym, pomagamy sobie. Jestem tego najlepszym przykładem. Fundacja zmieniła moje życie. Na lepsze. Cieszę się tym, co mam, a najlepszą nagrodą jest świadomość, że naprawdę komuś pomagam, a przy okazji „zarażam” ludzi promowaniem idei dawstwa i pomocy innym. Poznałam cudownych ludzi i nawiązałam nowe przyjaźnie. Czego chcieć więcej?!
Ambasadorem Fundacji nie jest się na chwilę. Jest się nim cały czas. Do tej pory przeprowadziłam już sześć akcji. I szczerze powiem: nie mogę się doczekać następnej!

DKMS: My również! Musimy tylko zaczekać do 26 listopada :)

Jeśli i Ty chciałbyś zostać studenckim ambasadorem Fundacji DKMS i dołączyć do akcji DWA WYMAZY & DO BAZY, odwiedź nas na www.dkms.pl/student, dowiedz się więcej, wypełnij aplikację i wyslij ją do nas na student@dkms.pl . Na Twoje zgłoszenie czekamy do 13 października
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Wyślij kartkę do 5-letniej Natalki! Mama przekłada święta i prosi internet o pomoc
POLECAMY 0 0"Watchmen" to telewizyjne wydarzenie na miarę "Czarnobyla". Ale serial HBO wkurzył Amerykę
MamaDu 0 0Szkolne konkursy plastyczne to farsa. Psycholożka opisała jeden z nich i się zaczęło...
MOTO 0 0Skoda Kodiaq, Karoq, Kamiq. Nazwy podobne, ale auta różne. Najlepiej wyjaśnia to… Krystyna Czubówna
0 0O pracy w tym miejscu marzą tysiące. Właśnie ruszyła rekrutacja dla Polaków
0 0Możesz się pozbyć boomboxa. Ten niezniszczalny głośnik stanie się sercem każdej imprezy
0 0Przebranie Tosi na szkolny konkurs na ustach wielu Polaków. Zareagowała sama Tokarczuk
FELIETON LIBERSKIEGO 0 0Co po Tusku? Jeśli opozycja nie wyłoni jednego kandydata, przegra po raz kolejny
0 0"Niewykluczone, że będzie to Senat trudny". Tak Duda otworzył posiedzenie izby wyższej
0 0101 lat polskiej muzyki w 7 minut. Film uczniów z Dąbrowy Górniczej trzeba zobaczyć!
dad:HERO 0 0"Trzeba mieć do kogo wracać..." płk Kruczyński z GROM o tym, jak być komandosem i ojcem