O autorze
Wojciech Fułek (rocznik 1957) - człowiek wielu zawodów i umiejętności, z ducha i serca - społecznik, Przewodniczący Rady Miasta Sopotu. Autor historii mola sopockiego, Opery Leśnej oraz wielu innych książek (m.in. wyróżnionego nagrodą Pro libro legendo "Kurortu w cieniu PRL-u"), scenariuszy filmów dokumentalnych, piosenek, wierszy, sztuk teatralnych oraz ojciec trójki całkiem udanych synów. Stale pisuje w "Toposie", "Rivierze" oraz na portalu www.my3miasto.pl. Urodzony w Sopocie, sopocianin od zawsze i na zawsze, jak stąd wyjeżdża - to nigdy na długo.

e-mail: wojciechfulek@kochamsopot.pl


Tadeusz Fułek (rocznik 1986) - absolwent kulturoznawstwa na Uniwerystecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, aktualnie mieszka w Warszawie, swoje teksty drukował m.in. w "Machinie", "Newsweeku", "Wysokich obcasach" i na portalach internetowych (stale publikuje m.in. na www.my3miasto.pl), pracuje w agencji reklamowej "Grey". Sopocianin, ale ciągle rzucany wiatrem zmian w nowe miejsca. Zbieżność nazwisk z Wojciechem - nieprzypadkowa.

e-mail: tadeusz.fulek@gmail.com

Vox dei?


Vox populi?

Świat polityki, mieszając życie parlamentarne z kiepskimi para-kabaretowymi skeczami, tak szybko pędzi przed siebie, że wszyscy już zapomnieli o warszawskim referendum. Mam jednak przekonanie, że warto do tego wydarzenia – choćby na krótką felietonową chwilę – powrócić, aby wyciągnąć odpowiednie wnioski z tej praktycznej lekcji demokracji bezpośredniej. Podobnie jak w starym dowcipie o wojnach słusznych i niesłusznych (słuszne były tylko te, prowadzone przez ZSRR), takie same bywają referenda samorządowe. W tym wypadku słuszne bywają tylko te „nasze” (albo wymierzone w „naszych” wrogów), zaś te skierowane przeciwko „nam” są – rzecz jasna – polityczną prowokacją, podszytą nieczystymi intencjami, mamieniem ludzi, brutalną grą i kłamliwą propagandą. Dziwią mnie jednak liczni dziennikarze, którzy usprawiedliwiali (ba, niektórzy wręcz chwalili) nawoływania głowy państwa czy premiera do bojkotu referendum. Działo się to w tym samym czasie, kiedy działacze PO w zupełnie innym mieście apelowali do mieszkańców, aby ci w referendum odwołali „nie naszego” prezydenta. Rozdwojenie jaźni i polityczna schizofrenia nie powinny nas jednak dziwić, bo są – niestety - niemal na porządku dziennym. Prof. Leszek Balcerowicz, kiedy był „nasz”, stanowił niekwestionowany, największy autorytet i był ekonomicznym guru. Dziś jest niemal wrogiem publicznym nr 1, bo udowadnia, że rząd, sięgający do naszych pieniędzy, zgromadzonych na kontach w OFE, dopuści się usankcjonowanej grabieży i zdemoluje system świadczeń emerytalnych. Nawet Jerzy Buzek, prominentny eurodeputowany PO, też stał się na chwilę „nie nasz”, bo negatywnie ocenił próbę zamachu na OFE. A zdegradowany do szeregowego członka PO potężny niegdyś Grzegorz Schetyna – prawa ręka premiera? Teraz jest głównym chłopcem do bicia i kimś, kto „podpala nasz wspólny dom”, jak usłyszałem w wywiadzie z jednym z polityków PO. Prostuję: to na pewno nie jest „nasz wspólny dom”, tylko mała, zawłaszczona przez partyjnych polityków, piaskownica. Chłopcy, którzy się w niej od dawna bawią, okładają się łopatkami i wiaderkami po głowach bez opamiętania i na pewno interes publiczny im nie w głowie.
Wracając do warszawskiego referendum, zdumiały mnie triumfujące wręcz komentarze poważnych skądinąd publicystów (np. w tygodniku „Polityka”), że to Hanna Gronkiewicz-Waltz jest jednoznaczną zwyciężczynią tego pojedynku. Przy 95% głosów negatywnych?! Moim zdaniem - w tym starciu nie było zwycięzców, a przegrani są wszyscy – zarówno ci, którzy do referendum i odwołania Pani Prezydent nawoływali, jak i ci, którzy określali je mianem politycznej hucpy. Podważanie demokratycznego sensu referendum jest bowiem strzałem w stopę dla tych, którzy chcieliby być reprezentantami wszystkich Polaków. Ale są też i pozytywne aspekty widma referendum. W Warszawie wiele spraw, których do tej pory uchodziły za węzeł gordyjski nie do rozplątania, nagle – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – znajdowało swoje rozwiązanie. Można?! Tylko dlaczego dopiero wtedy? W moim rodzinnym mieście ewidentnie pod wpływem groźby referendalnej Prezydent zmienił forsowaną przez siebie – niekorzystną dla mieszkańców - formę rozliczenia opłat za śmieci (z metody powierzchniowej na tzw. mieszaną). Ostatnio grupa młodych ludzi w ciągu kilku tygodni zebrała wymaganą prawem ilość podpisów w sprawie organizacji referendum, dotyczącego likwidacji Straży Miejskiej Instytucji. Oczywiście już usłyszeliśmy, że to kolejna polityczna awantura (wiadomo, kto za tym stoi!), że to nieodpowiedzialne zachowanie nieodpowiedzialnych działaczy itp.
A ja wciąż czekam na chwilę, kiedy ktoś poważnie potraktuje te tysiące złożonych podpisów jako realny głos mieszkańców, niezadowolonych z takiej formy aktywności miejskich strażników i rozpocznie prawdziwą (nie pozorowaną) społeczną dyskusję nad niezbędnymi zmianami. Tylko czy wśród naszych polityków (także i tych samorządowych) są jeszcze tacy, którzy potrafią się przyznać do własnych błędów i konieczności zmiany decyzji – nie pod groźbą referendum – ale w wyniku vox populi?


Wojciech Fułek
Vox w niedoli

Zaczynam się powoli zastanawiać, czy jakiś vox populi w narodzie jeszcze jest. Jak pokazują kolejne sondy, np. w sprawie katastrofy w Smoleńsku, prawie połowa ankietowanych nie wie, której stronie ufać. I ja im się nie dziwię, bo jak się w tym wszystkim połapać? Już nikt nie informuje – teraz to już każdy krzyczy. A jak w takim krzyku mieć jeszcze własne zdanie? Doprawdy nie wiem.
Żeby uniknąć, bardzo powszechnego ostatnio, oskarżenia o to, że „czytam tylko jedną gazetę” (mimo że w sumie jej już nawet nie czytam), każdy kolejny news weryfikuję po drugiej stronie. Patrzę co napisali jedni, a potem patrzę, jak drudzy komentują. I szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, żeby jakakolwiek informacja znalazła się po obu stronach prasowej barykady w podobnym formacie. Dosłownie żadna informacja nie jest już publikowana bez wypaczenia światopoglądowego. Żadna. Dla zdrowia psychicznego starał się czytać głównie zagraniczne portale i gazety, bo trudno żyć z rozdwojeniem jaźni.
Budowanie społeczeństwa obywatelskiego – podpisuję się pod tym rękoma i nogami (zresztą kto by się nie podpisał?). Ale społeczeństwo obywatelskie do rozwoju potrzebuje prasy, która będzie w stanie względnie obiektywnie (no dobra – intersubiektywnie) opisać, co dzieje się w kraju, podać chociaż podstawowe informacje, bez narzucania swoich poglądów. W tym momencie nie potrafi tego żadna rodzima gazeta, stacja telewizyjna, radio, czy też portal.
Sami widzicie, że klimat nie sprzyja coś inicjatywom obywatelskim. Co się nie wydarzy, czego obywatele nie wymyślą, to od razu zostaje podchwycone i przechwycone przez jedną z opcji politycznych. Klimat niby umiarkowany, a parno tutaj jak w dżungli. A im bliżej wyborów, tym będzie gorzej. Wątpię nawet, czy cokolwiek uda się zrobić w najbliższym czasie apolitycznego, skoro nawet 6-cio latki upolityczniono.
Spa psychiczne by się przydało całemu narodowi. Albo przynajmniej jakiś taki mały aquapark oczyszczająco-odświeżający, zanim nam zupełną sieczkę z mózgu zrobią. Na razie jednak takiej opcji nie widzę. Dla odpoczynku polecałbym nie angażować się w żadne ruchy ogólnopolskie. Żadne, ale to żadne. Zamiast za krzyżem, czy za związkami partnerskimi latać, można by na początek ogarnąć grządki za rogiem albo zająć się tym krzywym chodnikiem, co o niego się wszyscy przewracają. Zamiast roztrząsać problemy wagi niemalże międzynarodowej, proponuję skupić się na tym, co da się załatwić małym kosztem. A przede wszystkim czymś, co trudno będzie upolitycznić. Bo inaczej się wszyscy po uszy upolitykujemy.

Tadeusz Fułek

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Małgorzata Tusk zadała szyku we Francji. Tak wyglądała obok małżonek Trumpa i Macrona
0 0Ciężarna Joanna Krupa całkowicie naga na okładce "Wprost". Stanęła w obronie LGBT
Unum 0 0Nie wszystkie ubezpieczenia chronią przez całe życie. Jak wybrać polisę, która nie wygasa
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Malkovicha
NEWSWEEK 0 0Polskę czeka kryzys senioralny? Władze ignorują poważną zmianę demograficzną
0 0Kuchciński odnalazł się po aferze samolotowej. Dostał "zadanie specjalne"
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta