Niewątpliwie działalność urzędów pracy przyczynia się do zmniejszenia bezrobocia w Polsce. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że w samych Urzędach Pracy zatrudnienie jest wysokie. Niestety wszystko wskazuje na to, że - jak na razie – pracujący tam urzędnicy zjawisko bezrobocia zwalczają przede wszystkim u samych siebie.

REKLAMA
To jak duża jest skala zaniedbań przy realizacji programów aktywizacji bezrobotnych wykazały szczegółowe analizy Najwyższej Izby Kontroli. Niestety w Polsce raporty NIK-u czytane są dopiero wtedy, gdy media ujawnią odpowiednie taśmy bądź nagrania. Wówczas – tak jak miało to miejsce w przypadku Elewarru –wszyscy gorączkowo wyszukują w archiwach NIK-u sprawozdań, które sygnalizowały nieprawidłowości w danej dziedzinie.
Zalecałbym więc obecnemu Ministrowi Pracy, by już teraz sięgnął po sprawozdanie z działalności NIK-u za rok 2011. W obszernym rozdziale na temat kontroli funkcjonowania urzędów pracy znalazłby zapewne wiele niepokojących informacji. Kontrolerzy NIK-u wyliczyli tam szereg zaniedbań, które ujawniły się w trakcie kontroli programu aktywizacji zawodowej osób przed 30 rokiem życia, przeprowadzonego w województwie lubuskim.
Przykładowo raport wykazał, iż źle były dobierane szkolenia, na które kierowano osoby bezrobotne. Oczywiście w statystykach urzędowych każdy przypadek znalezienia zatrudnienia po odbyciu szkolenia był skrupulatnie odnotowywany. Problem w tym, że jeśli ktoś szkolił się na operatora wózków widłowych, a znalazł pracę jako nauczyciel, to i tak urzędnicy zapisywali w swoich kartotekach, że odnieśli niewątpliwy sukces.
Z kolei, w raporcie NIK-u wskazano dalsze niewątpliwe porażki. Wyliczmy tylko 3 przykłady: urzędy w błędny sposób sporządzały listy zawodów deficytowych, często nierzetelnie przyznawano środki na prowadzenie działalności gospodarczej oraz nie wykorzystywano w pełni możliwości kierowania bezrobotnych do tzw. prac interwencyjnych.
Pewnym pocieszeniem może być to, że wśród urzędników znalazły się także osoby, które wykazywały szczególną dbałość o to, by posiadać odpowiednią wiedzę w zakresie zwalczania bezrobocia. NIK zwrócił uwagę, że zwłaszcza w województwie świętokrzyskim, pracownicy Powiatowych Urzędów Pracy mieli dużą energię do uczestnictwa w międzynarodowych szkoleniach. Dyrektor Urzędu Pracy w Katowicach miał w sobie tyle zapału, że jeszcze na 3 miesiące przed emeryturą zdążył wybrać się do słonecznej Hiszpanii na „ważne” szkolenie w zakresie „aktywnej polityki rynku pracy”. Na szkolenie we francuskiej Nicei pojechała z kolei liczna delegacja osób zatrudnionych w urzędzie pracy w Kielcach. Wprawdzie kontrolerzy NIK-u zauważyli, że wiedza zdobyta na tych szkoleniach nie pokrywała się z zakresem obowiązków pracowników, niemniej jednak urzędnicy zapewne liczyli, że podatnik przymknie oko na tak „drobną” niegospodarność w wydawaniu jego pieniędzy.
Urzędy państwowe mają bowiem ten niemiły zwyczaj, że nie przejmują się specjalnie efektywnością w wydawaniu pieniędzy, które powierzył im jakiś bliżej nieokreślony podatnik. Zamiast jednak biernie przyglądać się temu jak rozwija się opisane przez NIK marnotrawstwo publicznych pieniędzy, ministerstwo pracy powinno jak najszybciej przygotować plan reformy państwowego systemu pośrednictwa pracy.
Oczywiście najskuteczniejszym rozwiązaniem byłaby całkowita prywatyzacja urzędów pracy. Jestem przekonany, że prywatne biura pośrednictwa pracy byłyby w stanie zaoferować lepszą pomoc w znalezieniu pracy od państwowych molochów. Można podejrzewać, że prywatne firmy świadczące usługi pośrednictwa pracy wykazywałyby dużą większą dbałość w gospodarowaniu pieniędzmi oraz bardziej efektywnie zarządzałyby zatrudnioną przez siebie kadrą fachowców.