O autorze
lat x>50 - z zawodu pedagog, matka dwójki dzieci i babcia trojki wnucząt. Uwielbiam pracę w ogrodzie, czytać książki. O tym, że choruję na WZW C dowiedziałam się 11 lat temu. W tym czasie przeszłam terapię dwulekową. Na niniejszym blogu dzielę się swoimi spostrzeżeniami dot. choroby WZW C oraz terapii trójlekowej.

Moje WZW C: Po pierwszej terapii. Normalność, czy „cisza przed burzą”?…

Wcale nie było mi wesoło. Mój sublokator HaCeVałek okazał się wyjątkowo upartym osobnikiem (żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie). Jedno, co było pozytywne, co mi się w tym wszystkim bardzo podobało, to to, że zeszczuplałam. Wróciłam do swojej wagi sprzed choroby. To było dużo (i na wadze – 18 kg! i dla mojej psychiki – czułam się „lekka”).


Wróciłam z wypisem i innymi „papierzydłami” (pakiet robił się coraz grubszy…) do mojej pani doktor z przychodni przyszpitalnej. Bardzo się zmartwiła, że nie udało się… Ale jednocześnie niezwykle mnie pocieszyła stwierdzeniem, że jestem w dobrej sytuacji, bo na końcu leczenia nie stwierdzono wirusa. To tak jakbym zaczynała chorobę od początku…

Było to bardzo budujące…Kotłowały się w mojej głowie myśli: A może teraz mój sublokator będzie „grzeczny”? Będzie sobie cały czas spał i nie będzie mi dokuczał? Przecież u tylu osób nie ma żadnych objawów zakażenia HCV. Może i u mnie teraz też tak będzie? Może będę mogła żyć zupełnie normalnie? A tak! Właśnie tak będzie! Nie będę wcale myśleć o tym, że mam sublokatora! Udało mi się wmówić, że go nie ma. Prawie…

Po kilku wizytach dowiedziałam się, że przyznano mi sanatorium. A ściślej - szpital sanatoryjny -„sanatoryjną kontynuację leczenia”. Podeszłam do tego z rozsądkiem – „jest mi to bardzo potrzebne dla regeneracji sił”. Choć wcale nie było mi łatwo. Musiałam załatwić opiekę dla mojej podopiecznej na czas pracy mojej rodziny. Przyznaję, że z dużym trudem, ale udało się. Zgłosiła się chętna osoba. Była to pani, którą moja podopieczna znała i lubiła. Przypadek, czy przeznaczenie? Nieistotne. Ważne było to, że trzytygodniowy pobyt leczniczy bardzo mnie postawił na nogi. Wróciłam znacznie silniejszą. „Syndrom odstawienia leków” ustąpił. Czułam się świetnie! I tak miało być!


Od zakończenia pierwszego leczenia minęło nieco ponad dwa lata. To był czas „normalności”. To dało wytchnienie i czas odnowy sił. Życie jednak płata figle… Trochę mi się w nim znów poplątało… Problemy zdrowotne mojej podopiecznej nasilały się. I choć zabieg kardiologiczny poprawił wyraźnie jej stan, to jednak stan psychiczny mojej chorej pogorszył się (nie mogła zostać nawet na godzinę sama). Spowodowało to, że niezbędna była opieka całodobowa. Mimo dużej pomocy osób z najbliższej rodziny udzielanej w miarę możliwości, sytuacja ta dała mi poczucie „zamknięcia w klatce”… Najtrudniejsze dla mnie było to, że z powodu zniszczenia strun głosowych - skutku ubocznego leczenia „rybką”, nie mogłam pracować czynnie w zawodzie. Z powodu zaistniałej sytuacji rodzinnej nie mogłam też wykonywać pracy zawodowej w domu. To mnie dobiło psychicznie…

Doszłam do wniosku, że potrzebna jest mi fachowa pomoc lekarska. Powędrowałam w stosownym czasie do specjalisty. Diagnoza – nerwica wywołana określoną sytuacją. Na szczęście nic innego. Zalecane „leczenie”: wyjechać poza miejsce zamieszkania na minimum trzy tygodnie, aby się całkowicie oderwać od problemów… „Wiśta wio, łatwo powiedzieć”… Raz zdarzył się cud znalezienia opieki na trzy tygodnie… To było na parę godzin dziennie, a nie na całą dobę! Zalecenia nie były realne!

Musiałam znaleźć pomoc w sobie samej… Przestawić się z myśleniem. Nie było to łatwe, bo byłam (i jestem) silnie emocjonalnie związana z moja podopieczną. Zdecydowanie byłoby łatwiej z osobą zupełnie obcą… Wyciągnęłam wniosek: Muszę nauczyć się wszystkiego, co możliwe na temat demencji. Może jak zrozumiem, będzie mi łatwiej… Poza tym szukałam „zajęcia rąk”. Pogaduszki z Manią przypomniały mi, że kiedyś dziergałam różne rzeczy i potrafiłam robić inne „rękodzielnicze fidrygałki”. Dawało mi to kiedyś dużą frajdę (choć w czasach „kartkowych” było raczej koniecznością… Zaczęłam coś „dłubać”. Cieszyłam się z każdej udanej rzeczy… Pomogło… Poczułam się zdecydowanie lepiej.

Jednakże bardzo martwiłam się Manią. Jej stan pogorszył się tak bardzo, że została wpisana na listę oczekujących na przeszczep. Czekałyśmy obie z niecierpliwością na „dar losu” i szansę na życie. Miesiące… tygodnie… dni… Wreszcie: przeszczep. Udało się! Jak bardzo się cieszyłyśmy!!! Miałyśmy tyle planów. Nagle pogorszenie… Sygnały odrzutu… Walka o życie… Mania odeszła… Och, gdyby nie ten „obrzydliwy” HCV, który jej zniszczył wątrobę… To nadal boli, choć to już kilka lat.

I życie pokazało po raz kolejny, że HaCeVałek jest bardzo wygodnym osobnikiem. I nie lubi się denerwować… Sytuacje stresowe: opieka nad starszą osobą z demencją, konieczność zrezygnowania z wykonywania zawodu, odejście dobrej Mani… spowodowały, że zaczęłam się czuć nieciekawie. Pogorszyły się wyniki prób wątrobowych. Zaczęłam mieć bardzo dokuczliwe problemy ze stawami i mięśniami. I znów konieczne kolejne konsultacje lekarskie – tym razem u reumatologa… Oj, to było wcale nie tak, jak miało być…

A może właśnie „tak”, tylko inaczej? Urodził mi się kolejny wnuczek. Radość ogromna.

Do licha, przecież mam dla kogo żyć – jestem potrzebna! Nie dam się!!!!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno
POLECAMY 0 0Nigdy się nie poddawaj – tego uczy kino. 10 tytułów, które powinien zobaczyć każdy mężczyzna
Volvo 0 0W mieście Volvo ci więcej. Kompaktowy XC40 to SUV gotowy na (prawie) wszystko
0 0Modest Amaro otwiera kolejną restaurację. “To będzie coś unikalnego”
INNPoland 0 0Lodowe księżyce i wiatr słoneczny. Człowiek w kosmosie to nic przy tych misjach
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Twardy zawodnik" rezygnuje z prawyborów w PO. Kidawa-Błońska nie ma już rywali
0 0Kaczyński mówił o rodzinie, ale znów podzielił Polaków. "Marginalne zjawiska mają być normą"
DADHERO.PL 0 0"Dziwne spojrzenia, złośliwe komentarze..." Tak wygląda życie ojców samotnie wychowujących dzieci
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Negatywne komentarze na Allegro się opłacają. Za ich usunięcie płacą nawet 80 zł
TYLKO W NATEMAT 0 0"Żenujące". Były sołtys Rytla nie ukrywa, co myśli o reportażu Superwizjera o Beacie Szydło
0 0Afera podkarpacka. Zatrzymano byłych funkcjonariuszy CBŚP i CBA