O autorze
Absolwent Matematyki Stosowanej na PŁ i studiów Menadżerów Samorządu Terytorialnego w SGH. Specjalista ds. funduszy europejskich, polityk i społecznik. Sekretarz Rady Wojewódzkiej SLD województwa łódzkiego.

Głupstwa o Europie cz.1

Parlament Europejski
Parlament Europejski fot. Florian Pircher/ pixabay.com
Znów się rozwiesili. Wybory do Parlamentu Europejskiego za dwa tygodnie (26 maja), więc na miejskich bilboardach, na ulotkach w skrzynkach pocztowych i banerach na ogrodzeniach, znów pojawiło się mnóstwo nic nieznaczących nazwisk i twarzy. Jeszcze do tego wszędzie trąbią „że trzeba iść na wybory”. Tylko po co?


Frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. wyniosła 23,83%. Z uprawnionych do głosowania 30,6 mln Polek i Polaków, jedynie 7,3 mln udało się na wybory. Czy można obwiniać współobywateli za taki stan rzeczy? Czy może raczej to wina systemu edukacji, dziennikarzy i wreszcie polityków, że nie potrafią mówić, czym jest Parlament Europejski?


Wellman na propsie?
Wczoraj przeczytałem ciekawie zatytułowany artykuł: „Po tym wywiadzie nie opuścisz wyborów. Wellman mówi, dlaczego trzeba głosować” .


Sam wywiad już tak ciekawy nie był. Szczerze? Po jego przeczytaniu w ogóle nie chce mi się iść na wybory. Jakieś banialuki i wynurzenia, że iść trzeba, żeby inni nie decydowali za nas. Argumentacja poparta dziecinną historią rodzinną o chodzeniu na wybory niczym chodzeniu do kościoła. Znam wielu ludzi, którzy również tam udają się automatycznie co niedziela, bez żadnej głębszej refleksji. Jeżeli tak ma to wyglądać, to szkoda czasu na jedno, jak i na drugie.

Niech wybiorą mądrzejsi
No bo po co iść na wybory, jak się nie wie „dlaczego?”. Jeżeli jedynym wyznacznikiem jest ogólne przeświadczenie o konieczności uczestnictwa i jako takie przekonanie na jaką partię oddać głos, to szkoda prądu. Może lepiej odpuścić i zostać w domu albo jechać na grilla? A tak naprawdę te wybory są niezwykle istotne. Bo to są wybory pomiędzy tym czy ma dominować i rządzić Europa Ojczyzn czy wspólnoty europejskiej. Czy najbardziej żywotne dla nas decyzje będą podejmowane w Paryżu i Berlinie, w interesie Niemiec i Francji czy w Brukseli, gdzie uwzględniane będą potrzeby wszystkich 28 stolic i ich obywateli.


Chodzi o przyszłość
Od kilku tygodni biorę udział w kampanii premiera prof. Marka Belki, lidera listy Koalicji Europejskiej w województwie łódzkim. Na licznych spotkaniach z mieszkańcami padają pytania o przyszłość Polski w Unii Europejskiej i o kierunki dalszego rozwoju. Pytania są ważne: o wprowadzenie euro, o zyski z korzystania ze środków europejskich, a także o te wynikające z udziału we wspólnym rynku. O wzroście eksportu polskiej żywności do UE i na rynki światowe, sięgającego 125 mld zł . (Dla porównania jeszcze w 2004 roku wartość eksportu polskiej żywności wynosiła 5,4 mld euro). Ale oprócz kwestii ekonomicznych poruszane są tematy o wyzwaniach cywilizacyjnych dla Unii Europejskiej w kontekście przyszłych pokoleń. O przechodzenie gospodarki na odnawialne źródła energii. O dbanie o zasoby wody. To ważne, bo Polska jest jednym z tych krajów, który w związku ze zmianami klimatu narażony jest na gwałtowne stepowienie, czyli przemianę obszarów zalesionych, zarośli i łąk w zbiorowiska trawiaste - step lub, jak kto woli, prerię.

Parlament Europejski ma świadomość wyzwań jakie stoją przed nami, obywatelami Unii Europejskiej. Bruksela nie narzuca nic Warszawie, a jedynie motywuje Polskę do podążania za Europą m.in. w kierunku ochrony środowiska. Czy to źle? Chyba nie, bo odpowiedzialność przed przyszłymi pokoleniami, żeby pozostawić im polską i europejską ziemię w niepogorszonym stanie, spoczywa na nas wszystkich.

To tych wszystkich spraw dotyczą najbliższe wybory. Przed taką decyzją staniemy 26 maja. Wybierając się więc w majowy weekend na grilla pamiętaj, że warto zahaczyć o lokal wyborczy. Warto iść i oddać głos świadomie za tymi kandydatami i kandydatkami, którzy zadbają o Twoją przyszłość!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...