Krótka notatka w gazecie: o ponad 5 mld euro ma zostać zredukowany przyszłoroczny budżet UE. Cięcia będą dotyczyć głównie funduszy spójności i strukturalnych. Pod spodem adnotacja, że ograniczeń wydatków domagają się Wielka Brytania, Szwecja i Holandia.

REKLAMA
Nie ma się co oszukiwać: najwięksi płatnicy robią co mogą, by ograniczyć swój wkład do wspólnego budżetu. Jak powinniśmy na to reagować? Oczywiście, trzeba bronić polityki spójności, tak jak to robi unijny komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski. Z drugiej jednak strony musimy uwzględniać sytuację i szukać wsparcia wśród sąsiadów, przede wszystkim, dla projektów ponadgranicznych, które mogą być finansowane z funduszy strukturalnych, jak choćby Via Baltica.
Ważne, by proponować przedsięwzięcia, które łączą, a nie dzielą. Jeśli będziemy kłaść się Rejtanem, rozdzierać szaty i głośno żądać, jest duża szansa, że przegramy. Okopanie się i stawianie tylko na fundusze spójności to nie jest dobra strategia. Jeśli zaproponujemy projekty interesujące również dla sąsiadów, jest szansa, że fundusze uzyskamy. Wiele zależy przy tym nie tylko od rządu. Także od naszych europarlamentarzystów i władz samorządowych. Wspólnoty interesów powinniśmy szukać na wszystkich płaszczyznach. Budowania pozycji Polski w Unii nie możemy opierać tylko na dobrych stosunkach premiera Tuska z kanclerz Merkel. Ważne są także dobre relacje samorządu śląskiego z samorządowcami z sąsiedniej Saksonii. Musimy poszerzać przestrzeń dialogu, tak jak staramy się to robić jako konfederacja z organizacjami przedsiębiorców z BUSINESSEUROPE. Bo walka o polskie interesy to nie wyrywanie pieniędzy z unijnej kasy. Unia jest wspólnym dobrem, a nie miejscem, gdzie każdy ciągnie kawałek sukna w swoją stronę. Musimy pokazać pozostałym członkom, że jest dla nas ważna.
Niemcy rozumieją, że rozwój infrastruktury w Polsce będzie przyczyniał się do wzrostu ich gospodarki. U nas takiego myślenia wciąż brakuje, a w czasach kryzysu jest ono szczególnie istotne. Dzisiaj, kiedy coraz głośniej brzmią głosy podważające sens istnienia Unii, tym bardziej musimy szukać partnerstwa z tymi, którzy są w tym klubie od dawna i najwięcej do niego dokładają. Powinniśmy brać pod uwagę ich sytuację wewnętrzną i pomagać w szukaniu argumentów za solidarnością, a nie dystansować się od ich kłopotów, jednocześnie oczekując wsparcia. Jeśli chcemy, by wspólna Europa przetrwała, musimy myśleć o niej, a nie tylko o naszym indywidualnym interesie.