W maju 2019 roku PiS umieścił Polskę w „sercu Europy”. Sezon wyborczy rozpalił sezonową miłość PiS do Unii Europejskiej. Jest w tym rachuba na krótką, ludzką pamięć, okaleczaną przez media publiczne.

REKLAMA
Warto odświeżyć pamięć. Rekordowa europosłanka Szydło, będąc premierem, wyprowadziła flagę Unii z swego urzędu i gdzieś zadołowała. Dla jej partyjnej koleżanki, posłanki Pawłowicz, ta flaga to „unijna szmata” . Teraz Szydło podąża w kierunku Brukseli – miejsca swojej sromotnej porażki (1:27), a posłanka lansuje europosłankę na prezydenta Parlamentu Europejskiego. Podąża do Brukseli także Joachim Brudziński, który w roku 2014 zapewniał: ”zostawiam tę egzotyczna turystykę za pieniądze europejskich podatników naszym konkurentom politycznym, brukselskim neofitom…”
Szczególne miłosne nawrócenie było udziałem prezydenta Dudy. Wcześniej Unia Europejska była dla niego „wyimaginowana wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”. Mówiąc to w Leżajsku, miał za plecami obiekt odnowiony przez fundusz UE, przeczący jego słowom. I wcale nie była to jedyna próba zbrzydzania UE swoim rodakom. Najbardziej skandaliczne słowa wypowiedział 12 marca 2018 roku w Kamiennej Górze. Porównał członkostwo Polski w UE do utraty przez Polskę niepodległości w wyniku zaborów. Insynuował jakoby o naszych sprawach „decyduje się gdzieś daleko, w odległych stolicach”, że „tam zabiera się pieniądze, które my wypracowujemy” i że „tak naprawdę pracujemy na rachunek innych”. Trudno o bardziej zafałszowany obraz naszej obecności w Unii! Nie sądzę, żeby były europoseł był tak źle poinformowany. Była to świadoma próba oczerniania wspólnoty europejskiej przez człowieka, który jako kandydat na prezydenta straszył Polaków euro, chociaż wcześniej zarabiał w euro i swoje oszczędności wolał lokował w euro. I nagle, ten sam człowiek, już jako prezydent, przed eurowyborami proponuje wprowadzenie Unii i NATO do naszej konstytucji! Wprawdzie łamie konstytucję, na którą przysięgał, ale chciałby ją w tak kuriozalny sposób ubogacić!
W kategorii zbrzydzania Unii, prezydent Duda miał poważnego rywala – premiera Morawieckiego. Trochę to dziwne, skoro premier przypisał sobie zasługę wprowadzania Polski do Unii. Ale przejrzał, zrozumiał swój błąd i marne pożytki z członkostwa. „Pomagają nam odnawiać chodniki” – tak podsumował 110 mld euro pozyskanych z Unii na czysto, po odliczeni składki, od roku 2004. Co więcej, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach w roku 2018 nazwał Polskę płatnikiem netto w UE. Pomylił transfery firm zagranicznych, inwestujących w Polsce z bezzwrotnymi funduszami UE. Pierwsze zawyżył, drugie zaniżył - pomijając absurd samego porównania, obnażającego braki wiedzy ekonomicznej.
Politycy PiS chętnie przecinają wstęgi na kończonych inwestycjach, które są zasługą poprzedników. Przez gardło im jednak nie przechodzi, że są to inwestycje, które zawdzięczamy Unii Europejskiej. Tak jest z rozmaitymi, nowymi odcinkami dróg ekspresowych albo z ostatnimi obietnicami „krowa i tucznik plus”. Milczą o tym, bo to nie współgra z codziennym praniem mózgów przez media publiczne, prezentującym Unię jako niewydolny, biurokratyczny twór, nieprzyjazny Polsce.
Wyborcza przebieranka, tak drastyczna, że aż komiczna – od „wyimaginowanej wspólnoty” po „serce Europy” – wyraża pogardę wobec tej części społeczeństwa, której „nic nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. I która ulega codziennemu praniu mózgów w telewizji Kurskiego. Jeśli Polacy dadzą się znowu oszukać, fałszywe, wyborcze wyznania miłości do UE zamienią się w dramat rozwodowy. Niekoniecznie wprost deklarowany. Unia przeszkadza Kaczyńskiemu, urządzać Polskę po swojemu!