O autorze
Jola Sacewicz - dziennikarka, fizyk, matematyk, działaczka LGBTQ. Profesjonalistka korporacyjnego i politycznego PR. Mieszka z żoną w Dallas, Teksas.

Krakowiaczek Jeden

Marek Raczkowski
Na przeciw uzbrojonego szpaleru wojskowej policji, twarzą w twarz, stanął rząd ciot na wysokich obcasach. Objęli się ramionami, jak w Greku Zorbie i zaczęli tańczyć kankana śmierci. A reszta tęczowego tłumu zastygła. W górę lewa noga, w górę prawa owłosiona noga. I do tego śpiewali „We are the Village girls”. Szpaler wojska z karabinami był coraz bliżej. A oni dalej tańczyli unosząc te swoje owłosione nogi na obcasach.


- Nie mam nic przeciwko gejom, ale uważam, że nie powinni obnosić się ze swoim homoseksualizmem na tych swoich Paradach Równości. Nie zgodziłbym się też na to, by mogli adoptować dzieci - mógłby powiedzieć ten ”Krakowiaczek Jeden” z rysunku Marka Raczkowskiego.

To chyba najmniej zrozumiały z rysunków Marka Raczkowskiego choć jakże przenikliwie trafny i genialnie ilustrujący jedną z naszych cech narodowych. Bez obrażania inteligencji czytających pozwolę sobie go opisać. Idzie sobie Krakowiaczek i widzi graffiti. W grafitti widzi plusa, czyli dla Krakowiaczka...znak krzyża. Klęka więc, żegna się i idzie dalej, całkowicie obojętny na fakt, że w grafitti napisano, iż dwa plus dwa równa się pięć.

Krakowiaczku Mój sercu bliski!

Maszerujemy w Paradach Równości równo od 50 lat, od czasu, gdy policja w Nowym Yorku napadła na gejowski bar na ulicy Krzysztofa, w dzielnicy Greenwich Village. To było jedno z bezpiecznych miejsc, gdzie gej mógł trzymać geja za rękę i tulić się do niego w tańcu. Nie mielismy innej przestrzeni do życia, tylko te zapyziałe bary, cuchnące przetrawionym alkoholem i dymem z papierosów.


Prawo wówczas pozwalało nas zamykać do więzienia za trzymanie się za rękę. Nie „afiszowaliśmy” się więc na ulicach ze swoim homoseksualizmem, nie „promowaliśmy” go, bo za to możnaby nas było legalnie zamordować.

Żyliśmy pod ziemią i od czasu do czasu tylko wypełzaliśmy z kryjówek, by pójść do baru i zaczerpnąć łyk człowieczeństwa.

Pięćdziesiąt lat temu nowojorska policja postanowiła nam ten bar, nazywany Stonewall, zabrać. Przyszli wsparci przez wojsko. Szli na nas tyralierą w hełmach, z tarczami, ostrą bronią i pałkami.

I stało się coś czego nikt się nie spodziewał. Te wszystkie cioty, pedały i lesby, które przyparto do muru zabierając im powietrze naszych stęchłych barów, te wszystkie poniżane, opluwane, wyklinane strzępy ludzkiej godności zacisnęły pieści i powiedziały: dość!

Na przeciw uzbrojonego szpaleru wojskowej policji, twarzą w twarz, stanął rząd ciot na wysokich obcasach.

Objęli się ramionami, jak w Greku Zorbie i zaczęli tańczyć kankana śmierci. A reszta tęczowego tłumu zastygła. W górę lewa noga, w górę prawa owłosiona noga. I do tego śpiewali:

„We are the Village girls, we wear our hair in curls,
We always dress with flair, we wear clean underwear,
We wear our dungarees, above our nellie knees,
We ain't no wannabees, we pay our Stonewall fees!"*

Szpaler wojska z karabinami był coraz bliżej. A oni dalej tańczyli unosząc te swoje owłosione nogi na obcasach.

Gdy wojsko zbliżyło się na wyciągnięcie pałki, bracia cioty rozproszyli się, a tłum zawył i chwycił za miedziane grosze w kieszeniach i zaczął nimi obrzucać policjantów. Potem zacisnęły się pięści i na wysokich obcasach poszliśmy się bić z policją, jak prawdziwi ludzie.

Od tamtego dnia maszerujemy co roku na całym świecie. Idziemy by powiedzieć, że jesteśmy. Że świeże powietrze ulicy, niebo, trawa i słońce należy nam się też.

Przebieramy się, malujemy na takie parady, bo to jest nasza kultura, nasz świat i nikt nie będzie nam mówił, że jest to świat gorszy. Gdy Martin Luther King organizował protesty w walce o prawa człowieka, jego czarni bracia szli z plakatami powieszonymi na piersiach i plecach, które mówiły: I AM A MAN (Jestem człowiekiem). My mówimy to samo w tiulach i na obcasach, w perukach i makijażach. Nie będziemy zmieniać naszego świata, by dostosować się do poetyki konserwatywnego obywatela hetero, któremu wadzi nasza tęczowość.

Jak mielibyśmy „promować” ten nasz homoseksualizm? Pięćdziesiąt lat temu ostrzegano, ze homoseksualizmem można się zarazić od lakieru do włosów. To taki subtelny przekaz podprogowy, że homoseksualizm to choroba. I dziś, w tych krajach, które zostały w tyle, gdy pociag tolerancji, praw człowieka i otwartości odjechał powraca ten sam leitmotive: sianie strachu, że od patrzenia na nas można się zarazić homoseksualizmem.

Dam konia z rzędem, temu który na ochotnika chciałby dołączyć do tych opluwanych, wyszydzanych, kamieniowanych, degradowanych, poniżanych i odczłowieczanych, odtrącanych z kościołów i pozbawianych podstawowych praw człowieka.
Zostawić żonę, łóżko, szafę i zakochać się w sąsiedzie!

Jeśli tego nie rozumiemy, że w marszu, który nazywamy marszem naszej dumy idziemy, by przypomnieć wszystkim, że jesteśmy ludźmi, że mamy w sobie ludzką godność, to długa droga przed nami.

A co się dzieje z dziećmi, które adoptujemy? Robimy im śniadanie rano, wysyłamy do szkoły, pierzemy ich ubrania, strzyżemy im włosy, mierzymy temperaturę, pomagamy odrabiać lekcje, bierzemy na wycieczki rowerowe, wysyłamy na studia, płaczemy ze wzruszenia, gdy się żenią, wychowujemy ich wnuki.

Gdy w Stanach Sąd Najwyższy debatował nad tym, czy małżeństwa gejów powinny być dozwolone, zdecydował głos umiarkowanie konserwatywnego sędziego Kennedy.

Zapytał, ile dzieci jest adoptowanych przez pary gejowskie w Kalifornii. Dostał odpowiedź: ponad sto tysięcy. I to przeważyło szalę. Sędzia Kennedy, w odróżnieniu od naszego Krakowiaczka zobaczył tę piątkę na końcu grafitti i powiedział, że małżeństwa gejów muszą stać się prawem w Stanach, bo nie wyobraża sobie, by te sto tysięcy dzieci żyjących w tęczowych rodzinach miało się czuć dziećmi drugiej, gorszej kategorii.


* Moje własne tłumaczenie, dość luźne:

(Jesteśmy dziewczynami z Village**, mamy włosy w lokach,
Zawsze ubieramy się wyzywająco i mamy czyste majtki,
Nosimy nasze dżinsy powyżej naszych pedalskich kolan,
Nie jesteśmy przybłędami, płacimy nasze rachunki w Stonwall)

(**Greenwich Village)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Nie zawsze musisz być wśród ludzi. Te rzeczy powinieneś zrobić sam przynajmniej raz w życiu
#GRZEJE 0 010 godzin czekał na żonę, która poszła do dentysty. Musiała interweniować Straż Miejska
POLECAMY 0 0Jak mu tak wróżka powie, to zwolni pół firmy. Po 15 latach ujawnia kulisy pracy wróżenia w telewizji
0 0Półtora tysiąca euro za pracę 4 godziny dziennie. Taka oferta czeka na chętne dziewczyny, ale jest pewien szczegół
dad:HERO 0 0Polecamy pięć hitów z Nefliksa i HBO Go do obejrzenia z dziećmi w ten weekend
0 0Wybrano najlepsze seriale dekady. O połowie pewnie nawet nie słyszałeś!
Oknoplast 0 0Na takiej sprzedaży korzystają wszyscy. Polska marka promuje model "na później"
Actina Pact 0 0Albo dobrze, albo tanio? Ta firma potwierdza, że można mieć wszystko i to w bardzo trudnej branży
HYDEPARK 0 0Amatorzy często trenują tak ostro jak zawodowcy. Różnica często się zaciera
0 0Święta to czas (u)dawania. Tomasz Kot w poruszającym spocie, daje cenną lekcję
0 0"Chodziło o to, by mężczyźni odzyskali godność". Tomasz Raczek szczerze o zamknięciu "Playboya"
0 0Była pierwszą polską influencerką, kochała kobiety i seks. Łempicka to dziś ikona