O autorze
Jola Sacewicz - dziennikarka, fizyk, matematyk, działaczka LGBTQ. Profesjonalistka korporacyjnego i politycznego PR. Mieszka z żoną w Dallas, Teksas.

Marsz Równych Trumien

- Jeśli jest ktoś żywy, to niech podniesie rękę - powiedział policjant patrząc na taneczny parkiet klubu Pulse zasłany ciałami we krwi. Ci, którzy byli tylko ranni i ci którzy tylko udawali zabitych, podnieśli ręce.


Rzeź w toaletach jeszcze trwała. Kule przebijały wahadłowe drzwi ubikacji i miękko ładowały w dwóch, trzech stłoczonych ciałach jednocześnie. Zabici i ranni osuwali się na ziemię, a na nich stawali żywi, by nie było widać ich stóp.


Zamachowiec musiał przeładować półautomatyczny karabinek. W każdej kabinie, kto był jeszcze żywy, starał się przykryć trupem. W damskiej toalecie, która była nastepna w marszurcie mordercy, mężczyzni w makijażach zakryli swoimi ciałami schowane razem z nimi kobiety. Jeden z nich zginął. Drugi ocalał, bo przez ścianę do toalety wdarł się pancerny łazik ze specjalną grupą policji. Osiem kul trafiło zamachowca i zakończyło jego życie.


Wokół leżało martwych 49 kobiet i mężczyzn, czy też raczej wolelibyście nie nazywać ich ludźmi, lecz LGBTQ?

II.

W tych Marszach Równości moglibyśmy nie być tacy tęczowi, kolorowi, rozśpiewani i roztańczeni, gdyby nie to, że bycie gejem (po angielsku „gay” znaczy „wesoły, radosny”) zobowiązuje.

To jest nasza kultura i 50 lat temu, po policyjnej napaści na bar Stonewall w Nowym Jorku, zdecydowaliśmy, że będziemy walczyć o nasze prawa tacy jacy jesteśmy. I choć naprawdę jesteśmy zwyczajnymi artystami, biznesmenami, nauczycielami, księżmi, naukowcami, niepełnosprawnymi, sportowcami, dziennikarzami, wojskowymi, lekarzami, prawnikami, elektrykami, masażystami i bezrobotnymi to na te parady umajamy się na tęczowo, na obcasach i w tiulach ze sztucznymi rzęsami i ostrą szminką. Nie wszyscy tak się stroją, ale generalnie staramy się być bardziej tęczowi i kolorowi niż hetero.


Ale moglibyśmy zamiast tęczy i kwiatów nieść trumny i portrety zabitych. Każdego dnia roku moglibyśmy iść w Marszach Pamięci, bo każdego dnia umiera na świecie co najmniej jeden gej.

III.

Może to był błąd iść w Białymstoku na wesoło, po gejowemu. Może lepiej zostałby odebrany Pierwszy Marsz Pamięci.

W pierwszym szeregu nieślibyśmy portret Milo, którą zabiła polska procedura zmiany płci, co Milo tylko dopełniła skacząc z mostu do Wisły. Milo była transkobietą. Jej smierć moglibyśmy zadedykować prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

To on zawetował, jako pierwszą, ustawę przygotowaną m.in. przez posłankę Annę Grodzką, która miała wprowadzić cywilizowane standardy procedury zmiany płci. Andrzej Duda wyrzucił ją do kosza pozostawiając osobom transplciowym polską drogę: dehumanizującą i odobierającą godność osobom trans.

Zaraz po wecie Duda pojechał na sesję ONZ w Nowym Jorku i czytał przemówienie, w którym ktoś mu napisał, że domaga się równego traktowania ludzi. Myśmy tego słuchali. Podczas lunchu Dudę posadzono przy stole prezydenta Obamy. I siedzieli tak razem jak obraz dobra i zła. Duda, który w kampanii prezydenckiej mówił, ze nie wyobraża sobie zatrudnienia gejów w swojej kancelarii, bo by mu półnago po niej biegali i prezydent Obama, który ewoluował w poparciu dla środowiska LGBTQ z przeciwnika małżeństwa jednopłciowych do tego, który po decyzji Sądu Najwyższego USA legalizującego małżeństwa jednopłciowe, podświetlił Biały Dom tęczą.

My staliśmy wtedy w Waszyngtonie, patrzyliśmy na to i w większości płakaliśmy, bo to było za wiele jak na nasze gejowskie szczęście.

IV.

W dalszych szeregach nieślibyśmy portrety zamordowanych w masowych rzeźiach. 49 portretów gejów z baru Pulse w Orlando na Florydzie byłoby chronologicznie pierwszych, bo było to tak niedawno, w 2016 roku.

V.

Symboliczne trumny pamięci o gejach upolowanych pojedyńczo musiałyby iść bardzo szeroką ławą, żeby ten marsz mógł się kiedyś skończyć.

Poza Antarktydą byliśmy mordowani na wszystkich kontynentach i we wszystkich krajach świata. Do tej pory legalnie można nas skazać na smierć za seks w kilkunastu krajach, głównie wyznaniowych państwach islamskich takich jak Iran lub krajach Afryki, jak Somalia, Nigeria czy Brunei, gdzie zabija się nas kamieniując publicznie. Podobnie starali się to zrobić członkowie Armii Boga w Białymstoku.

Najbliższe nam, kraje byłego Związku Radzieckiego, Rosja, Czeczenia itp też praktycznie dopuszczają polowania na gejów w majestacie prawa.

VI.

Jak umierali ci, których nieślibyśmy w symbolicznych trumnach pamięci? CeCe, transkobieta, w Minneapolis w 2011 została zadźgana nożyczkami. Marynarz August Provost został zastrzelony i spalony razem z budką wartowniczą, w której pełnił służbę.

Justina Goodwin z Massachusetts pobiło sześciu. Wyszedł z tego z życiem, ale szybko popełnił samobójstwo, bo zmasakrowane ciało nie chciało żyć.

George Duncan i Roger Jones zostali wrzuceni do rzeki w Adelajdzie przez policjantów. Rajmond Keam umarł od skakania skinheadów na jego klatce piersiowej. Kritchikorn Rattanajurathaporn zabito młotkiem. Edivaldo Silva de Oliveira i Jeovan Bandeira zostali spaleni żywcem.

W samej Brazylii, w latach 1980 - 2006 zamordowano 2,680. To byłoby kilkanaście szeregów trumien.

Czternastoletniego piłkarskiego kibica Alexandre Thome Ivo Rajao, w czasie Mistrzostw Świata w Południowej Afryce w 2010 najpierw brutalnie torturowano. Nie napiszę jak, bo są granice. Umarł od doznanych ran.

Gabriel Figueira Lima miał podcięte gardło w 2016, a Wellington Júlio de Castro Mendonça został zakamieniowany w tym samym roku.

Alain Brosseau został zrzucony z mostu, bo wyglądał na geja, choć nim nie był. Aarona Webstera zapałowało trzech młodzieńców z kijami bejsbolowymi. Ritchie Dowrey przypadkiem potrącił ramieniem osiłka, który rozbił mu czaszkę. Ritchie umarł niedawno. Od czasu napaści był rośliną.

Daniel Zamudio zatłuczony na smierć stał się symbolem legislacji przecidyskryminacyjnej w Chile.

Francois Chenu zabity przez 15 latka i dwóch dorosłych. Mer Paryża Bertrand Delanoë uszedł z zyciem z ranami zadanymi nożem.

W Iraku polują na nas specjalne squady, coś na kształt Armii Boga. W 2009 w gejowskiej masakrze w Centrum w Tel Avivie zastrzelono 17 letnia lesbijkę i 26 geja.

Brian Williamson, aktywista z Jamajki został poćwiartowany maczetą, z użyciem 70 porąbań. Gareth Williams nie opuścił strefy wolnej od LGBTQ i został ukamieniowany. W Mandeville msza żałobna za życie geja została zaatakowana butelkami z benzyną i kamieniami.

Nabijano nas na pale, palono, topiono, torturowano obcinaniem genitaliów i duszono wkładaniem ich do ust. Mordowano nas na wszystkie możliwe sposoby i o jeden więcej.

Kto chce niech czyta np. w Wikipedii.

Ten marsz z trumnami byłby nieskończony.

VII.

W specjalnym szeregu powinny iść trumny lesbijek zagwalconych na smierć, korekcyjnie. To popularny sposób dawania nauczki i oduczanie homoseksualizmu w Południowej Afryce, Indii, Kirgistanie, Zimbabwe, Ugandzie itp.

VIII.

W przedostatnim szeregu nieślibyśmy pamięć samobójców. Nasza młodzież zabija się pięć razy częściej niż ich rówieśnicy hetero. Wieszają się już jedenastolatkowie. Na Marszu w Białymstoku, fotoreporterka Marta Bogdanowicz zrobiła zdjęcie przedramion młodego geja, który właśnie też robił zdjęcie. Blizny od chlastów pokrywały oba przedramiona. Paseczek przy paseczku. Całe.

IX.

Pochód powinny zamknąć trumny w pasiakach z różowymi trójkątami. To pamięć o więźniach Dachau, Sachsenhaussen i Oświęcimia.

X.

Doznaliśmy od ludzi wszystkiego złego, jakie można zgotować ludziom. Żadna smierć nie byla i nie jest nam obca. Ale chyba najbardziej boli umieranie za życia od nienawiści i dlatego będziemy szli w Białymstoku w następnych latach, aż do końca, którym może być świat równych ludzi lub tęczowy cmentarz. My zdecydowaliśmy pięćdziesiąt lat temu, że będziemy szli obojętnie dokąd ten marsz prowadzi, bo jak się nie istnieje, to i tak nie ma życia.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...