O autorze
Prowadzę zapiski poświęcone trzem akordom, które cały czas pobrzmiewają w mojej głowie: muzyce, filmowi i literaturze. Dlatego nazwałem je "Trzy akordy na dwie ręce". W zasadzie jest jeszcze czwarty akord, czyli fotografia, ale ten gram trochę rzadziej, co nie zmienia faktu, że jest dla mnie ważny.
Na początku myślałem, że będzie to forma pamiętnika, za pomocą którego za 1000 lat będę mógł odświeżyć poglądy na pewne sprawy. Jednak wiele osób, włącznie z opisywanymi artystami, zasugerowała, żebym starał się pisać dla szerszej i bardziej merytorycznej publiczności, bo teksty są ciekawsze i bardziej autentyczne niż te, które pojawiają się jako suche opisy różnych faktów kulturowych (głównie ulotne recenzje). Uważam, że ocena czyichś dokonań nie powinna zajmować trzech zdań, nawet podrzędnie złożonych. Dałem temu dobitnie wyraz w tekście "Krytyka krytyki".

Zapraszam do lektury moich poprzednich tekstów w pierwszej odsłonie bloga na Facebooku.

____________

Meloman, muzyk, kinoman i czytelnik z zamiłowania.
Dziennikarz z wykształcenia.
Marketingowiec i PR-owiec z zawodu.

#marcinponikowski | #marcin_ponikowski

Jazzmik & saxes story

fot. Marcin Ponikowski
Jazz spowszedniał, jest wszędzie, niemal wszyscy go słuchają, kojarzą muzyków, znają różnicę pomiędzy saksofonem tenorowym i altowym. Wiedzą, że Keith Jarrett oraz Kenny Garrett to jednak dwie zupełnie różne osoby, choć fonetycznie tak sobie bliskie. Fajnie by było…



Trochę ironizuję, jednak jazz ma się dziś dużo lepiej niż 10, a zwłaszcza 20 lat temu. Ogromna w tym zasługa mediów społecznościowych, ale największa młodych muzyków, którzy nie idą na poprockową łatwiznę, tylko są piekielnie ambitni, a przy tym niezwykle kreatywni. I całe szczęście!

Adam Jarzmik Quintet feat. Mike Moreno | On The Way Home | 2019

Adam Jarzmik jest jednym z najciekawszych młodych pianistów w naszym kraju. Szczególnie zachwyciło mnie jego granie na żywo na albumie „Live at Radio Katowice”, które szczerze polecam. Efektem jego muzycznej przyjaźni z Mike’iem Moreno, topowym nowojorskim gitarzystą, jest świeży jeszcze album "On The Way Home". W sesji, oprócz lidera i gitarzysty, udział wzięli także Kuba Łępa (saksofon tenorowy), Paweł Palcowski (trąbka), Maciej Kitajewski (kontrabas) i Piotr Budniak (perkusja).



Ocenę wydawnictwa rozpocznę od końca, czyli właśnie od tytułowego utworu, którego chce się słuchać i słuchać, bez końca. Temat utworu jazzowego, tak generalnie, to kluczowa sprawa, jest jak port, do którego zawijają muzycy po rozbudowanych improwizacyjnych eksploracjach. Jednak temat musi intrygować, zachwycać, nie powinien być lekki, łatwy i przyjemny, choć czasem są wyjątki od reguły, nawet na najwyższej jazzowej półce - wystarczy posłuchać „If I Were A Bell” Milesa Davisa, choć to jest akurat urokliwa rzecz. Wracając do tematu „One The Way Home” to ma on najlepsze cechy motywu przewodniego utworu jazzowego, to znaczy z jednej strony jest wyrafinowany, nieprosty, a z drugiej wciągający, pozostający na długo w głowie. Życzę każdemu takich motywów przewodnich, nie tylko w dziedzinie muzyki.



Płyty „On The Way Home” słuchałem niemal codziennie przez ostatnie tygodnie, głównie dlatego, że po rozstaniu z moim pierwszym i zapewne ostatnim kabrioletem (świeć panie nad jego dachem), w drugim aucie miałem tylko tę jedną płytę. I z przyjemnością włączałem ją rano w drodze do pracy i po południu, wracając z pracy. A ponieważ w obydwu kierunkach są korki, to mogłem skupić się na muzyce. Drugim utworem który zasługuje na szczególną uwagę, zaraz po tytułowym, jest „Lullaby for Michalina” z prostym, lecz efektownym wstępem perkusyjnym, a także z pięknymi chorusami dęciaków. Też mam córeczkę, od pół roku, i muzycznie również poświęcę jej to, co najpiękniejsze – podobnie jak autor utworu swojej córce.



Miałem okazję wysłuchać materiału na żywo, podczas trasy promującej płytę „One The Way Home” z gościnnym udziałem Mike’a Moreno. Mimo że koncert miał skromną publiczność, i z tego względu znacznie lepiej byłoby go zorganizować w klubie, a nie w sali koncertowej, to muzycy byli zaangażowani tak, jakby grali dla tysięcy. Trzeba kochać to co się robi, żeby robić to szczerze.

Tutaj jest galeria z koncertu.


Piotr Schmidt | Tribute To Tomasz Stańko | 2018

Piotr Schmidt, podobnie jak Adam Jarzmik, także należy do pokolenia młodych, ale już cenionych i oryginalnych muzyków. Najbardziej znany jest ostatnio ze współpracy z czołowymi polskimi saksofonistami, z którymi nagrał album „Saxesful”, a są to Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Henryk Miśkiewicz, Grzech Piotrowski, Maciej Sikała, Piotr Baron oraz Adam Wendt. Muzycy wzięli na warsztat popularne standardy, ale tchnęli w nie nową jazzową jakość. Oprócz saksofonistów w sesji udział wzięli Wojciech Niedziela (fortepian) oraz Maciej Garbowski (kontrabas) i Krzysztof Gradziuk (perkusja), którzy tworzą rytmiczne filary trio RGG. I właśnie z tymi trzema muzykami Piotr Schmidt nagrał materiał w całości poświęcony pamięci Tomasza Stańki. Album powstawał niemal równolegle w ramach sesji „Saxesful”, trochę przez przypadek, bo muzycy improwizowali w tzw. międzyczasie, czekając głównie na spóźnialskiego Henryka Miśkiewicza. I te improwizacje okazały się na tyle ciekawe, a zwłaszcza uduchowione, że w zderzeniu z tragiczną informacją o śmierci najsłynniejszego polskiego trębacza stały się punktem wyjścia do nagrania longplay’a.

Pewne tematy na płycie wydają się oczywiste w kontekście twórczości Stańki, jak choćby „Rosemary’s Baby” - prawdopodobnie najpiękniejsza polska ballada jazzowa, nad czym już kiedyś się rozwodziłem w kontekście komedowej płyty WMQ. O hołdzie Piotra Schmidta dla Tomasza Stańki napisano już sporo bardzo pochlebnych opinii. Nie zamierzam z nimi polemizować, zwłaszcza że ich autorzy zawodowo zajmują się oceną jazzu. Będę przewidywalny i dołączę się do peanów, bo także dla mnie jest to wyjątkowy materiał. Piotr Schmidt niewątpliwie ma swój sound, wynikający zapewne z tych samych czynników, jakie wpłynęły na brzmienie jego mistrza, a mianowicie z wrażliwości i inteligencji. I tak opisałbym każdy element tego wydawnictwa, jako symbiozę pewnej jazzowej mądrości i eksperckości oraz nostalgii, zadumy, czasem smutku, a nawet rozpaczy – elementów, które w największym stopniu decydują o tym, że jesteśmy wrażliwi. Moją szczególną uwagę podczas koncertu zwrócił także Krzysztof Gradziuk – mistrz subtelnych, wyszukanych i nieoczywistych dźwięków. Życzę każdemu perkusiście, włączając zwłaszcza mojego syna, takiej wyobraźni i subtelności.


Wrocławski Klub Formaty

Niemal każdy z moich wpisów nie może obejść się bez elementów autobiograficznych. Tak będzie i tym razem, zwłaszcza że koncert Piotra Schmidta miał miejsce kilkaset metrów od mojego domu, tym samym w mojej dzielni. Ale od początku, czyli od Młodzieżowego Domu Kultury w Muchoborze Wielkim we Wrocławiu. Jako gówniarz spędzałem w nim wiele czasu, oglądałem filmy, grałem w gry komputerowe, czasem wypożyczałem książki. To było mniej więcej na przełomie lat ’80 i ’90 ubiegłego stulecia. Kilka lat później spotykałem się tam z kolegami na rozmowach o muzyce przy piwie. Kilka lat temu ten stary poczciwy budynek „Klubu”, jak wszyscy nazywali obiekt, został zrównany z ziemią, a w tym miejscu powstało nowe centrum kulturalne z prawdziwego zdarzenia. W nim właśnie mniej więcej co pół roku jest organizowany koncert „Jazz Time”. Rekomendacją wydarzenia i obiektu niech będzie stwierdzenie Piotra Schmidta, który powiedział że naprawdę dobrze mu się w Formatach grało.

Zachęcam do odwiedzenia Formatów chociaż raz. A na pewno będziecie wpadać częściej :)


Łycha dziegciu

Piszę te słowa w trakcie festiwalu Jazz nad Odrą, ze świadomością, że nie wezmę udziału w większości topowych koncertów tej edycji wydarzenia. Trochę za dużo gwiazd jak dla mnie, zwłaszcza tych śpiewających. Tę edycję spędzę głównie na placu Społecznym, gdzie brzmienia będą młodsze i świeższe. Idąc jeszcze dalej... nie do końca podoba mi się, że w formule wydarzenia zabrakło choćby jednego z opisanych powyżej muzyków, a także formacji EABS, która również ma premierowy materiał do zaprezentowania na żywo. Wielka szkoda. Może główna gwiazda festiwalu, która występuje w wielu konstelacjach podczas wydarzenia, odpuściłaby jedną z nich na korzyść młodszych kolegów? To taki apel na przyszłość :)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Renault 0 0Łatwiejsza jazda. W tym modelu kierowca poczuje, co to znaczy prawdziwe wsparcie
0 0Królowa wróciła. Trzeci sezon "The Crown" udowadnia, że to wciąż serialowa śmietanka Netflixa
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno
POLECAMY 0 0Nigdy się nie poddawaj – tego uczy kino. 10 tytułów, które powinien zobaczyć każdy mężczyzna
Volvo 0 0W mieście Volvo ci więcej. Kompaktowy XC40 to SUV gotowy na (prawie) wszystko
0 0Modest Amaro otwiera kolejną restaurację. “To będzie coś unikalnego”
INNPoland 0 0Lodowe księżyce i wiatr słoneczny. Człowiek w kosmosie to nic przy tych misjach
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Twardy zawodnik" rezygnuje z prawyborów w PO. Kidawa-Błońska nie ma już rywali
0 0Kaczyński mówił o rodzinie, ale znów podzielił Polaków. "Marginalne zjawiska mają być normą"
DADHERO.PL 0 0"Dziwne spojrzenia, złośliwe komentarze..." Tak wygląda życie ojców samotnie wychowujących dzieci
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam