O autorze
Piszę bloga, aby się wygadać. My politycy jesteśmy zaprojektowani do tego, by mówić. Zwykle piszę o oczywistych oczywistościach, których nie dostrzegają inni.

Wycieczka czy ewakuacja?

Historia pod roboczym tytułem "Ewakuacja Polaków z Donbasu" może równie dobrze być przykładem tragedii przechodzącej płynnie w tragikomedię. Część tragiczna odbywa się tam, a komiczna tu, w Warszawie. O tym jak jest tam, wiemy niewiele, ale polskim służbom konsularnym, w porozumieniu z rebeliantami, udało się wyłonić grupę osób zainteresowanych przyjazdem do Polski. I od tego momentu zaczęło być żenująco śmiesznie.


O przyjęciu Polaków poinformowała głodna sukcesu pani premier, a gdy pierwotny termin nie został dotrzymany, do jej gardła rzuciła się spragniona porażek rządu opozycja. Dziś dowiedzieliśmy się, że na przeszkodzie całej akcji stoją braki w dokumentach – paszportach, wizach, itd. Ktoś w Polsce pomylił ewakuację z wyjazdem na wakacje.

Gdyby urzędnicy (prawdopodobnie w MSW) mieli więcej wyobraźni, przywieźliby do Polski czekające 200 osób natychmiast, czterema samolotami, w jedną noc, a pani premier miałaby piękny obrazek, witając ewakuowanych. Dopiero później trzeba by im wyrobić brakujące dokumenty, ale tak właśnie wygląda ewakuacja. Ludzi zagrożonych pakuje się z tym, co mają, i już. Niestety, nasze władze postępują jakby kompletowały wycieczkę do Polski. Po przyznaniu wiz będą pewnie chciały jeszcze zrobić szczepienia, no i ewentualnie wtedy wrota do Polski staną otworem.

Z mojej perspektywy wygląda na to, że jedyną instytucją, która w tej sytuacji stanęła na wysokości zadania, była służba konsularna MSZ. Dzięki niej przynajmniej wiemy, kto chce wyjechać z Donbasu. Później zaczęła się farsa.

Opisana historia pięknie wieńczy 100 dni urzędowania pani premier: niezły pomysł, uśmiech na twarzy, totalny brak wykończenia i w końcu strach przed porażką.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu