Podobno bukmacherzy w Londynie przyjmują zakłady, czy Aleksander Kwaśniewski wystartuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego, czy nie. To żart, ale temat jest obecny w debacie publicznej. Sam zainteresowany wypowiedział się w tej sprawie dwa razy: najpierw stwierdził, że nie wyklucza kandydowania, a niedawno, że na dzisiaj nie kandyduje. No i się zaczęło.
REKLAMA
Zamiast wsłuchać się w głos byłego prezydenta, przeciwnicy wydali głębokie westchnienie ulgi. Tymczasem dowiedzieliśmy się rzeczy banalnej – Aleksander Kwaśniewski na dziś nie kandyduje, bo dziś… nikt nie kandyduje.
Były prezydent mógłby zrobić dwa fałszywe ruchy. Pierwszy to potwierdzenie kandydowania – wtedy wszyscy, zamiast wziąć się do roboty, czekaliby na cud. Drugi fatalny krok polegałby na ogłoszeniu, że nie kandyduje – wtedy usłyszelibyśmy, że cały projekt Europa Plus to lipa, i że w ogóle wszyscy zostali oszukani.
Mnie osobiście w zupełności wystarcza fakt, że współtworzenie projektu Europa Plus przez Aleksandra Kwaśniewskiego jest konkretne i materialne. Tak jak uprawia się politykę. Jest obecny tam, gdzie naprawdę go potrzebujemy. Nie będzie go tam, gdzie na tym etapie robotę mogą wykonać inni.
Wszystkim tym, którzy boją się Europy Plus, boją się Aleksandra Kwaśniewskiego w polityce (przecież nie europejskiej, ale krajowej), dedykuję ważny komunikat: przygotujcie się na najgorsze.
