O autorze
Dziennikarz i entuzjasta automobilizmu. Prezenter Wiadomości Radia ZET i brzydsza połowa duetu ZET za kółkiem. Wielbiciel aut wszelkich - szybkich i drogich, tanich i wolnych - bo w każdym jadą inne emocje.

instagram.com/michal_adamiuk
twitter.com/MichalAdamiuk
facebook.com/ZETzakolkiem

Royal baby. MINI John Cooper Works

MINI John Cooper Works 2018
MINI John Cooper Works 2018 fot. Michał Adamiuk
MINI. Za coś wyjątkowo mocno kocha się ten nieduży samochodzik. Za styl i sympatyczną mordkę? Za legendę protoplasty? Na pewno. Ale to znacznie więcej niż gadżet modnych 30-latek i nonszalanckich kawalerów z trzydniowym zarostem. Tego, za co naprawdę należy wielbić to auto, nie sposób dostrzec z zewnątrz.


Jeśli ulice są wybiegiem, to to maleństwo jest supermodelką. BMW, które go produkuje nie szczędzi środków, by MINI było najmodniejszym dodatkiem każdego sezonu, a przy okazji, z całych sił podkreśla jego „brytyjskość”. Po ostatnim face liftingu dostało nawet tylne światła z motywem Union Jack, który, oprócz tego, świeci teraz także spod plastików deski rozdzielczej. To detale, w istocie do niczego nie potrzebne, ale miłe. Tak, jak animowana sylwetka MINI, która puszcza do mnie oczko z wyświetlacza na obrotomierzu. Nie da się nie uśmiechnąć. Podobnych błyskotek MINI ma mnóstwo. Nie w nich jednak rzecz.

Jeśli lubisz prowadzić, pokochasz go na zabój, bo MINI JCW to dla kierowcy emocjonalna bomba atomowa. Nie sztuką jest zrobić mały samochód i wsadzić do niego wielki silnik, rzecz w tym, by nadążała za nim cała reszta. Królowa matka z BMW przysposobiła to dziecię w znakomite referencje, a John Cooper Works zasługuje na więcej niż wyświechtane zdanie, że prowadzi się jak gokart.

Kiedy wciskam pulsujący czerwonym światłem przycisk startera, MINI zaczyna do mnie mruczeć. To nie jest grzeczny kotek, dźwięk z centralnego wydechu zdradza jego potencjał. Obroty rosną, a lekko basowy pomruk przechodzi w coraz wyższe rejestry. Im wyżej, tym przyjemniej dla ucha. Pociągam prawą łopatkę bardzo szybkiego automatu (teraz 8-biegowego). Bang! Przeszywa mnie wyścigowe szarpnięcie, a silnik porykuje przeciągle. Przysiągłbym, że właśnie wypuścił z wydechu soczystą, rajdową marchewę! Puszczam gaz, a on – jakby na pocieszenie, że to koniec zabawy – serwuje mi jeszcze cichutkie grzmoty. Raz za razem przyspieszam i odpuszczam, byle tylko usłyszeć ten koncert. Jak odsłuchiwanie ulubionej piosenki, tyle, że tutaj to ja jestem dyrygentem.


Do pierwszej setki JCW wyrywa w tempie 6,1 sekundy, a gdybym był na niemieckiej autostradzie licznik zatrzymałby się niemal na 250 km/h. W modelu 2018 pod ciasno upakowaną maską nic się nie zmieniło, najmocniejsze seryjne MINI nadal ma 231 KM i 320 Nm z doładowanej 2-litrówki. Więcej nie potrzeba, mimo, że to maluch solidnie utuczony (ok. 1300 kg). Kluczowe jest jednak rozłożenie tej masy. Koła rozstawione w narożnikach krótkiej i szerokiej karoserii, dają MINI rzutkość i błyskawiczne reakcje na skręt.



Wystarczy ruch nadgarstków na kierownicy, a moje biodra już obijają się o boki fotela. To one pierwsze informują, że zmiana kierunku już się dokonała. Lepiej uważać i przemyśleć każdy ruch kierownicą, bo na zmianę decyzji nie ma już czasu. Bezpośredniość i precyzję śmiem porównać do Porsche. Uważam, że pod względem zestrojenia zawieszenia i kalibracji całego układu jezdnego, MINI jest autem wybitnym. Nie zachowuje się jak pierwsza lepsza przednionapędówka. Dwulitrowy motor mocno dociąża przód, podsterowność jest śladowa, a wprowadzenie go w nadsterowny poślizg jest proste jak one, two, three. Kopnij w zakręcie w hamulec i od razu przygotuj ręce do założenia kontry, bo leciutki tył błyskawicznie zacznie ustawiać się bokiem. Skontruj, wypadnij lekkim ślizgiem na prostą, szukaj następnego zakrętu. Repeat. Do znudzenia. Tyle, że to się nie nudzi i jest 100-procentowym, choć nierefundowanym środkiem na depresję. W MINI JCW uśmiech nie schodzi z twarzy.



Zawieszenie nie udaje twardego, ono naprawdę takie jest. Przyciska auto do drogi totalnie, całą robotę przejmują opony, więc Pirelli Cinturato w testowym egzemplarzu piszczą pod byle pretekstem. Przyczepić się mogę do stabilności na hamowaniach z wysokich prędkości. Lepiej mocno trzymać kierownicę, bo rzuca nim jak szatan. Diabeł tkwi w szczegółach, więc w modelu po ostatnim liftingu zmieniły się dosłownie detale. MINI dostało odświeżony infotainment, ekranik HUD może pokazywać uproszczony obrotomierz, a przełącznik trybów jazdy zawędrował z obudowy dźwigni zmiany biegów na centralną konsolę. Pseudokubełkowe fotele w rzeczywistości trzymają lepiej niż wyglądają, wykonaniu wnętrza wciąż niczego nie można zarzucić, a harman/kardon jak zawsze gra wybornie.


MINI John Cooper Works daje mi wszystko, czego oczekuję od samochodu - frajdę z jazdy, prędkość, świeżość i zadziorność, a charakterną prezencję przyprawia jeszcze szczyptą luksusu. W peletonie hot hatchów dla mnie Król jest jeden. W jego kraju powiedzieliby... Drive tastefully. Drive MINI.















Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0"Byłam przed 30, a nie chciało mi się żyć". Patrycja schudła 50 kg, pokonała hashimoto i depresję
MamaDu 0 0"Cesarskie cięcie powoduje problemy dziecka w dorosłości". Wywiad z prof. Ewą Helwich
DADHERO.PL 0 0Nie wiesz jak? Nie przejmuj się, nie ty jeden. Oto nasze rady, jak mądrze wychowywać syna
SAP 0 0Od personalizacji adidasów do zatrzymania powodzi. Oto jak transformacja cyfrowa zmienia nasze życie
#GRZEJE 0 010 godzin czekał na żonę, która poszła do dentysty. Musiała interweniować Straż Miejska
POLECAMY 0 0Jak mu tak wróżka powie, to zwolni pół firmy. Po 15 latach ujawnia kulisy pracy wróżenia w telewizji
MamaDu 0 0"Moja córka żyła 70 minut". Gest mamy po śmierci dziecka poruszył ludzi na całym świecie
POLECAMY 0 0Nie zawsze musisz być wśród ludzi. Te rzeczy powinieneś zrobić sam przynajmniej raz w życiu
0 0Technika sprzed 5 tys. lat pomoże ci popełnić mniej błędów. Mnisi mieli rację
dad:HERO 0 0Polecamy pięć hitów z Nefliksa i HBO Go do obejrzenia z dziećmi w ten weekend
0 0Wybrano najlepsze seriale dekady. O połowie pewnie nawet nie słyszałeś!