O autorze
Mirosław z Lublina, Lat 26 - absolwent administracji, obecnie pracownik biura projektowego. Pracuje i mieszka w Lublinie.
Największa pasja: podróże po żelaznych szlakach całego świata, miłośnik kolei. Dotarł nocnym pociągiem m.in. do Portugalii, Hiszpanii, Czarnogóry, Turcji, Węgier, Słowacji.
O WZW C dowiedziałem się w IV 2012 r. przypadkiem - po pierwszym Honorowym Oddaniu Krwi. Dobry uczynek okazał się dla mnie z jednej strony nadzieją, ale i klęską. Bez żadnych objawów (do tej pory), musiałem pogodzić się z informacją o cichym zabójcy i rozpocząć trudną walkę o leczenie. Wizyty i badania rozpocząłem już w IV 2012 r. Na terapię czekałem od X 2012 r. (oficjalnej kwalifikacji, kilkudziesięciu wizytach).
Moją pierwszą terapię (nie leczyłem się wcześniej) rozpocząłem 6 września. Nastawienie bardzo pozytywne.

Moja trójlekowa walka z WZW C - fryzjerskie dylematy i kolejne zastrzyki


Czas pójść do fryzjera… 15.11.2013 r.
Tytuł może wydawać się śmieszny, ale nie dla osób leczonych/zarażonych WZW C. Odkąd rozpocząłem leczenie interferonem praktycznie przestałem chodzić do fryzjera. Teraz, po dwóch miesiącach, muszę pójść skrócić włosy, ale szczerze? Boję się. Dzięki terapii, mojemu minusowi, zwracam jeszcze bardziej uwagę na drogi zakażenia się chorobą WZW C. Jedną z nich jest przecież wizyta w salonie fryzjerskim. Stwierdzam, że musimy zacząć się pytać czy narzędzia takie jak nożyczki czy maszynka są dezynfekowane i sterylizowane.


Wstyd? Wstyd to kraść. Tu chodzi przecież o nasze zdrowie! Dezynfekcja to przemycie płynem – tak, to często można zauważyć w salonach fryzjerskich. Jednak co ze sterylizacją - zabijaniem bakterii i wirusów?

Nie widziałem nigdy autoklawu u fryzjera. Sama jego obecność podnosi IMHO pewność, że jest on używany (może nie jest), ale w przypadku jego braku ciężko podejrzewać fryzjera/kosmetyczkę, że narzędzia się sterylizuje.

Osobiście chyba zrobię rekonesans po okolicznych salonach i poszukam autoklawu. Może wyślę mailing z tym pytaniem? Wyjdę na dziwaka, ale nie zaprzepaszczę 10 tygodni terapii możliwością ponownego zarażenia się. Czy przesadzam? A może zgadzasz się ze mną i też po przeczytaniu tej notki zwrócisz na to uwagę przy kolejnej wizycie u fryzjera/kosmetyczki?


Robimy 11 zastrzyk 16.11.2013 r.
Jedenasty strzał w brzuch dostałem w dosyć przyjemnej atmosferze. Panie pielęgniarki w gabinecie zabiegowym są bardzo uprzejme, miłe, życzliwe, ze specyficznym, oryginalnym poczuciem humoru. Podziwiam je za ciągły uśmiech, miłe słowo, zapytania o stan zdrowia, cenne rady i wskazówki których udzielają. Widać, że ta praca sprawia im satysfakcję, nie wykonują jej z przymusu, a z misji pomocy pacjentom.


To wszystko sprawia, że chce się do nich przychodzić. Nie ma się obaw, że zostanie się niemiło przyjętym, skrytykowanym czy olanym. Jest to bardzo ważne, jeżeli w tym miejscu nie panowałaby tak przyjazna i przyjacielska atmosfera – wizyty byłyby koszmarem.

Oczywiście są przyjemniejsze miejsca na świecie niż gabinet zabiegowy :)

Jeżeli Pani Halinka i Pani Mariolka czytają moje słowa – dziękuję im za to jakie są, za pełne zaangażowanie, skrupulatność i dokładność w wydawaniu leków, cierpliwość i wyrozumiałość. To również dzięki Wam odzyskuję wiarę w służbę zdrowia, pomyślny finał leczenia i wiem że jako młoda osoba poradzę sobie z chorobą.

Nie żałuję swojej decyzji o braku dłuższego zwolnienia lekarskiego. Jak napisał jeden z komentatorów bloga - praca to jedno z najlepszych rozwiązań na nudę, depresję, brak siły. Praca motywuje do działania gdy widać jej efekty, gdy z naszych działań zadowoleni są klienci i nasi współpracownicy.

Podobnie jak ostatnio, w związku z moim dobrym samopoczuciem i brakiem skutków ubocznych, ciągle przyjmuję te same leki bez zmniejszania czy odstawiania poszczególnych dawek. Przybliża to mnie do zakończenia terapii w maksymalnym wymiarze, co jednocześnie zwiększa szanse na pozytywne zakończenie terapii.

Koniec 11 tygodnia, 11 wizyta, 12 zastrzyk 22.11.2013 r.
Pierwsze słowa Pani doktor prowadzącej podczas jedenastej wizyty – Już za tydzień kończymy przyjmowanie inhibitora proteazy. Pamiętam jak dziś pierwsze dni i reakcje organizmu, a zwłaszcza wysypkę i piekielne swędzenie całego ciała. Jak historia pokazała nie taki diabeł straszny, dzięki farmaceutykom na receptę udało się bezproblemowo wstrzymać skutki uboczne, nie trzeba było odstawiać głównego leku przeciwwirusowego.

Podobnie jak w ubiegłym tygodniu nie pobierano ode mnie krwi na badania. Krew zostanie pobrana za tydzień i będzie to drugie, bardzo ważne badanie na równi z tym z czwartego tygodnia. Dowiemy się czy dalej w organizmie nie ma wirusa. Dowiemy się czy dzięki minusowi (trzymam za to gorąco kciuki) będzie można skrócić terapię z 12 miesięcy do 6 miesięcy. Byłby to przełomowy moment w historii mojego leczenia. Bardzo duży kop energii oraz kolejny pozytywny prognostyk na finał leczenia. Każde działanie ma sens gdy widać jego rezultaty. Każdy z mojego otoczenia, a także ja, liczymy na kolejny minus i bardzo dobre wiadomości. Oczywiście podzielę się nimi również z Wami :)

Po 12 zastrzyku – czyli dlaczego nie powinno się śmiać podczas zabiegu 23.11.2013 r.

Większych skutków ubocznych po ostatnim zastrzyku nie było. Po raz pierwszy pojawił się jedynie siniak w miejscu iniekcji po poprzednim zastrzyku interferonu. To jednak nie przypadek, spodziewaliśmy się tego, ponieważ podczas wstrzykiwania pracowały moje mięśnie brzucha - śmiałem się z żartu pielęgniarki :) Naruszona została struktura tkanki, stąd brązowy siniak ;)

Trochę bolała mnie głowa. Nie kładłem się spać w ciągu dnia, pracowałem normalnie bez zwolnienia lekarskiego. W związku z tym, że w przyszłym tygodniu kończymy przyjmowanie trzeciego leku, powoli zastanawiam się nad możliwością zabierania zastrzyków do domu i samodzielnego robienia ich sobie. Nie będę już musiał tak często w przyszłych tygodniach oddawać krwi, nie będę więc musiał stawiać się obowiązkowo co tydzień na wizyty jak dotychczas. Jak widać - potrzebowałem dwunastu tygodni, aby dojrzeć do tej decyzji. Czy ktoś z Was zdecydował się na to? W czym transportujecie swoje zastrzyki? Czy polecacie jakieś przenośne lodówki, wkłady, torby termoizolacyjne?

W przyszłym tygodniu chyba odważę się na samodzielne zrobienie zastrzyku w gabinecie zabiegowym :)

Idzie zima 26.11.2013 r.
Krótsza doba, brak słońca, brak gorącej temperatury powietrza, mróz - denerwują wszystkich, a co mówić nas chorych na WZWC i walczących codziennie o dobre samopoczucie i uśmiech na twarzy.

Niestety przyjmowanie leków o godzinie 6.00 rano i godzinie 22.00 wieczorem ogranicza nas mocno w wysypianiu się. Teraz w sezonie jesienno-zimowym czuję się jeszcze bardziej zmęczony niż na początku terapii we wrześniu. Przyjmując leki o tych godzinach nie możemy położyć się wcześniej spać albo pospać dłużej - ja osobiście nie lubię tych sztywnych ram. Lubię pospać, a teraz gdy o godz. 16 za oknem jest już ciemno organizm domaga się snu.

Cieszę się, że już w tę sobotę pośpię dłużej. Pierwszy dzień bez leków spędzę bardzo miło, w przytulnym hoteliku, w spa, w basenach termalnych i w jaskini solnej. Nie będę musiał wstać o 5.40 i robić kanapki do jedzenia. Ufff - cóż za wspaniały plan! Trzeba odpocząć i chwilę zapomnieć o codzienności. Cieszę się na ten moment, bo przez reakcje skórne odmawiałem sobie basenu. Teraz wskoczę, zamknę oczy i przepłynę kilkadziesiąt długości kraulem i żabką ;-)