O autorze
Mirosław z Lublina, Lat 26 - absolwent administracji, obecnie pracownik biura projektowego. Pracuje i mieszka w Lublinie.
Największa pasja: podróże po żelaznych szlakach całego świata, miłośnik kolei. Dotarł nocnym pociągiem m.in. do Portugalii, Hiszpanii, Czarnogóry, Turcji, Węgier, Słowacji.
O WZW C dowiedziałem się w IV 2012 r. przypadkiem - po pierwszym Honorowym Oddaniu Krwi. Dobry uczynek okazał się dla mnie z jednej strony nadzieją, ale i klęską. Bez żadnych objawów (do tej pory), musiałem pogodzić się z informacją o cichym zabójcy i rozpocząć trudną walkę o leczenie. Wizyty i badania rozpocząłem już w IV 2012 r. Na terapię czekałem od X 2012 r. (oficjalnej kwalifikacji, kilkudziesięciu wizytach).
Moją pierwszą terapię (nie leczyłem się wcześniej) rozpocząłem 6 września. Nastawienie bardzo pozytywne.

Moje WZW C: Jest trzeci minus!

Z przyjemnością pragnę poinformować o swoim trzecim minusie! Jest to wynik badania krwi na obecność wirusa, które zostało zlecone po połowie trwania terapii, po dwudziestym czwartym tygodniu, a także po dwunastu tygodniach od zakończenia przyjmowania inhibitora proteazy.


Bardzo miło dostać i zobaczyć na własne oczy małą karteczkę z wyboldowanym napisem NIE WYKRYTO RNA-HCV. Taki mały sukces, na który mamy w pośredni sposób wpływ. To praktycznie cieszy bardziej niż wygrana w totolotka. Wzrusza, cieszy i motywuje.

Szanse na wyleczenie i brak wirusa zwiększają się. Plus mógłby oznaczać mniejsze powodzenie. Nie jest to miejsce do pisania scenariuszy i gdybanie. Trzeba cieszyć się wynikiem i czekać na kolejne badanie.

Za mną już siedem miesięcy, zostało już tylko pięć.

Mam nadzieję, że ta informacja doda Wam sił, zachęci do systematyczności, łykania tabletek i poprawi nastroje. A może doda też sił do walki i zmotywuje do rozpoczęcia terapii niezdecydowanych? Jak widzicie z terapią można żyć normalnie, nie trzeba nic zmieniać, a jej długi czas nie jest wcale taki straszny i dokuczliwy. Nie pozwólcie, aby cichy zabójca WZWC Was dalej męczył.

Trzymam za nas wszystkich kciuki i głowy do góry!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...