Odpowiednio dobierając liczby i stosując niecodzienną metodologię (mówiąc delikatnie), można próbować udowodnić każdą tezę. A że nikt inny na świecie tak nie robi? No cóż. Nie pierwszy raz „atrakcyjność przekazu” wygrywa z nudnymi, nieatrakcyjnymi faktami

REKLAMA
Z dużym zainteresowaniem – ale też i sporym zaskoczeniem – przeczytałem wydany przez znaną firmę doradczo-audytorską KPMG raport pt. „Fundusze Europejskie w Europie Środkowo Wschodniej”.
Raport jest reklamowany mocno brzmiącą tezą, że „Polska jest lepsza w wydatkowaniu funduszy europejskich jedynie od Rumunii i Bułgarii” (cytat ze strony internetowej).
Na podparcie tej tezy raport podaje konkretne wyliczenia, m.in. stopień kontraktacji, poziom płatności, przeprowadzone - jak rozumiem - przez ekspertów KPMG.
Kłopot w tym, że podstawą do tych wyliczeń jest kwota 87,872 mld euro. Mówiąc wprost: KPMG oblicza, jak dużą część funduszy europejskich (funduszy europejskich, czyli pieniędzy z budżetu UE!) została wykorzystana, odnosząc się… nie tylko do funduszy europejskich, ale także do tych pieniędzy, które są obowiązkowym, krajowym „wkładem własnym”.
Przyznam, że nigdy z taką metodologią się nie spotkałem. Na co dzień państwa i instytucje stosują inną.
W obecnym budżecie UE (2007 – 13) Polsce przypadła kwota w wysokości 67,3 mld euro. W 2011 r. ta kwota została powiększona o środki w ramach tzw. dostosowania technicznego – dostaliśmy dodatkowe 600 mln euro w nagrodę za lepsze od przewidywanych wyniki gospodarcze. Czyli w sumie na realizację polityki spójności w Polsce mamy 67,9 mld euro.
To są właśnie nasze „fundusze europejskie”. 67,9 miliardów, a nie 87,8. Różnica – mam nadzieję że Państwo się zgodzicie – znacząca. Obliczając poziom „kontraktacji” i „płatności” trzeba się odnosić do rzeczonych 67,9 mld euro, bo to z tej kwoty jesteśmy rozliczani przez Komisję Europejską. Bruksela nie rozlicza nas z tego, jak wydajemy nasz krajowy wkład własny, ale z tego, jak wydajemy pieniądze z budżetu europejskiego.
Żeby nie być gołosłownym, podaję link do oficjalnego dokumentu KE, który pokazuje, jak sama Bruksela szacuje poziom płatności: http://ec.europa.eu/regional_policy/newsroom/detail.cfm?id=165
Z linkowanej informacji wyraźnie wynika, że obliczenie odnosi się do funduszy europejskich, czyli środków z budżetu UE. Widać też, że Polska zrealizowała płatności na poziomie 37,23 proc. – więcej, niż w raporcie KPMG. Przypominam: to są oficjalne informacje Komisji Europejskiej.
Także poziom „kontraktacji” (rozdzielenia na podstawie umów) funduszy europejskich jest inny, niż sugeruje raport. Na koniec 2011 r. w zawartych umowach dofinansowanie unijne (pieniądze z budżetu UE) wynosiło 195,2 mld zł, co oznacza, że mieliśmy 72,6 procentowy poziom „kontraktacji”.
Rozumiem, że gdyby raport podawał takie wyliczenie, to już nie byłby tak atrakcyjny w przekazie. I nie można by było na jego podstawie stawiać ostrych tez. Ale czy naprawdę o to powinno chodzić?