REKLAMA
Czarno białe widzenie świata jest efektem presji, jakiej człowiek jest poddany. Kiedy nas atakują, nie ma przestrzeni na subtelności. Albo ktoś jest przyjacielem, albo wrogiem, a wrogowie naszych wrogów są naszymi przyjaciółmi. Ktokolwiek dogaduje się z naszym wrogiem, też jest wrogiem. Im bardziej kogoś lubimy, tym bardziej nie lubimy tego, kogo on nie lubi. Jeśli dwóch się spiera i jednemu przyznajemy rację, to drugi nie ma żadnej racji. Taka jest rzeczywistość osoby, która przez długi czas musiała zmagać się z zagrożeniem.
Długotrwałe poddawanie dziecka presji skutkować może wykształceniem „konkretnej” mentalności osoby, która myśli w kategoriach albo-albo. Rodzic, który nie wnika w subtelności, tylko „za dobre wynagradza, a za złe karze” rzeźbi przez lata młody mózg, uzyskując umysłowość sprawnie dzielącą świat na swoich i obcych, poglądy na bezwzględnie słuszne i absolutnie błędne, ludzi na winnych i niewinnych, religie na nasze i pogańskie, kobiety na święte i dziwki, a polityków na zbawców i drani. Jeśli dzieci tresuje się, zamiast je wychowywać, rzeczą najwyższej wagi jest być po stronie tresera, a nie tresowanych.
Na poziomie społecznym działają czasem podobne prawidła. Jeśli społeczeństwo poddawane jest presji, z którą nie umie sobie poradzić, zaczyna wykształcać w sobie obraz świata, w którym istnieją tylko dwie możliwości. Ci i tamci, swoi i obcy, skrzydło i brzoza, kościół i gender, roszczeniowcy i postkomuna i tak dalej. W takich warunkach myślenie zostaje zastąpione przez sprawdzanie przynależności. Nie jest istotne, co mówisz. Ważne, w jaki sposób to co mówisz pozwala domyśleć się, po której jesteś stronie. W następnej kolejności – jeśli coś mówisz, najważniejsze jest, jak można użyć tego w walce przeciwko jakimś swoim obcym, lub w jaki sposób tamci mogą użyć tych słów.