Niby wszystko można było przewidzieć: wielka demonstracja i biało-czerwone flagi, krzyże i transparenty, spiskowe teorie i tłum gotowy wrogów rozerwać na strzępy. Ale przez ten przewidywalny entourage bardzo wyraźnie przebiła się zdefiniowana przez Jarosława Kaczyńskiego nowa doktryna polityczna PiS-u.

REKLAMA
Jej podstawowym wyznacznikiem jest ostateczne zerwanie z politycznym mainstreamem. Dzisiejszy PiS ma być partią narodowo-katolicką, o silnym i wyłącznym związku z kościołem. Rzecz jasna nie chodzi tu o kościół biskupa Pieronka i księdza Bonieckiego lecz o kościół arcybiskupa Michalika i ojca dyrektora. Stąd ciągłe sięganie po religijną symbolikę i msze rozpoczynające prawie każde polityczne wydarzenie. Stąd wreszcie przyjmowanie z otwartymi ramionami – jak wczoraj na Krakowskim Przedmieściu – księdza, który PiS-owską tezę „smoleńskiego kłamstwa” wzmacniał analogią do Izraelitów, którzy kłamstwem chcieli przykryć prawdę o męce i zmartwychwstaniu Chrystusa. W nowej doktrynie PiS-u partia ta ma się jawić jako jedyny sojusznik i obrońca kościoła. Chodzi tu o stworzenie podobnej polaryzacji, z jaką mieliśmy do czynienia w stanie wojennym: po jednej stronie PiS i wspierający go kościół, po drugiej – państwo zła.
Ważnym instrumentem nowej doktryny PiS-u jest budowanie emocji poruszających tłumy. Tu sięgnąć można po wszystko – najbardziej absurdalne teorie spiskowe czy najdalej idące oskarżenia – byleby tłum to „chwytał” i w przesłaniu PiS-u odnajdywał siebie jako zwykłych „prawdziwych” ludzi, w odróżnieniu od tych, którzy teraz mają władzę.
W tej nowej, wyostrzonej doktrynie PiS stawia wyłącznie na skrajnych sojuszników medialnych – imperium medialne ojca Rydzyka i „Gazetę Polską”. W tej nowej doktrynie nie ma też miejsca na polityków „nijakich” czy „miękkich”. Najważniejszą twarzą PiS-u – obok oczywiście samego Jarosława Kaczyńskiego – jest dzisiaj Antoni Macierewicz, tak gorąco wczoraj na Krakowskim Przedmieściu fetowany.
Na pierwszy rzut oka jest to doktryna słuszna. Bo wzmacnia PiS od wewnątrz. Sprawi, że partia stanie się jeszcze bardziej skonsolidowana i pokaże PiS jako partię z nową dynamiką i nowymi zwolennikami.
Ale w dłuższej perspektywie doktryna ta pogłębi izolację PiS-u i spowoduje, że PiS bezpowrotnie straci nie tylko możliwość wygrania wyborów ale także jakąkolwiek zdolność budowania większościowej koalicji.