Wiosna. Za oknem piękne słońce, którego promienie nie docierają niestety do wszystkich szarych zakamarków. Gdzieniegdzie, pomimo tego, że od wynalezienia lampy naftowej i elektryczności upłynęło już trochę czasu, panuje ciągłe zaciemnienie. Taką gawrą jest siedziba PZPN-u. Jaskinia, której gospodarz raz na jakiś czas wygramoli się na zewnątrz i ubrany w skórę z mamuta manifestuje wszem i wobec, że tam cywilizacja jeszcze nie dotarła.

REKLAMA
Mamy organizację mistrzostw Europy, chociaż inne kandydatury wydawały się, przynajmniej dla UEFA, rozsądniejsze. Z mniejszymi czy większymi problemami pobudowaliśmy piękne stadiony. Jeden z nich stanął we Wrocławiu. Prezentuje się na tyle godnie, że zasługuje na przyjmowanie zacnych piłkarskich drużyn także poza turniejem, na który to został wybudowany. Trudno wyobrazić sobie, żeby jedyną ekipą po nim biegającą był – z całym szacunkiem - Śląsk Wrocław. Stąd świetny pomysł o rozegraniu meczu towarzyskiego pomiędzy Brazylią i Japonią. Trzeźwość umysłu jego organizatorów jest naprawdę zadziwiająca i godna przyklaśnięcia.
I wtedy ze swojej jaskini wyskakuje PZPN. Zrzuca skórę z mamuta i zamienia ją na dyktatorski mundur.
- W ten sam dzień gra reprezentacja Polski i macie oglądać POLSKĘ. Chcecie Brazylię? Jedźcie do Brazylii!
Najchętniej pewnie ogrodziliby drutem kolczastym wszystkie inne stadiony w całym kraju. Potem pozamykali drogi, rzecz jasna za wyjątkiem tych, które prowadziłyby do Warszawy, gdzie rozegrane zostanie spotkanie reprezentacji Polski z Anglią.
Dla pana prezesa rozegranie spotkań równocześnie we Wrocławiu i w stolicy to „ogromne wyzwanie logistyczne”. Ogromnym wyzwaniem jest zorganizowanie dwóch imprez sportowych w czterdziestomilionowym kraju, w miastach oddzielonych od siebie o 350km. Mało tego. Między meczami byłaby dwu lub trzygodzinna przerwa. Rzeczywiście - istny mission impossible. To co mają powiedzieć w Londynie, gdzie przykładowo w najbliższej kolejce swoje ligowe spotkania grają trzy zespoły – Tottenham, QPR i Fulham?
Nadarza się prawdopodobnie jedyna okazja, żeby jeszcze przed turniejem polski stadion obejrzano na całym świecie. Ludzie uświadomiliby sobie najpierw gdzie w ogóle leży ta Polska, a później, że Polak nie jest taki cep i rzeczywiście potrafi.
Weto chce postawić instytucja, której na tym meczu powinno zależeć najbardziej. Niestety, działania Polskiego Związki Piłki Nożnej kolidują z interesem polskiej piłki i w ogóle Polski jako kraju. To tak jakby w jednym, wielkim mieście monopol na odprawianie niedzielnej mszy świętej chciał mieć tylko jeden kościół.
Paranoja...