LONDYN – Z niedawnego sondażu przeprowadzonego dla sieci Global Agenda Councils przy Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) wynika, że rządy reagują na globalne wyzwania gorzej niż firmy czy media. W pewnym sensie to zrozumiałe, zważywszy na to, ilu wyzwaniom muszą stawiać czoło i ile problemów nie ma perspektywicznych rozwiązań, choć są one potrzebne. Z drugiej strony próba oceniania rządu w taki sam sposób jak firmy czy media to zasadniczy błąd: na żadnym sektorze nie ciążą podobne zobowiązania, odpowiedzialność i oczekiwania jak na władzy państwowej.
REKLAMA
Firmy same decydują, w co inwestują i jak się rozwijają. Media pochłania szybki obieg informacji. Rządy nie mają takiego luksusu. Nie mogą po prostu zabrać manatków i iść dalej, kiedy nabawią się strat albo znudzi je jakaś historia. Władza musi trwać – i często musi sprzątać po tych, którzy przetrwać nie zdołali. Przy pomyślnych wiatrach może nawet coś poprawić.
Najczęstszym problemem rządów jest to, że próbują reagować i godzić nierzadko sprzeczne potrzeby poszczególnych ludzi, rodzin i całych narodów oraz że nie są już w stanie osiągać odpowiednich wyników skutecznie i wydajnie. W efekcie zaufanie do władzy mocno spada.
Tuż przed listopadowym szczytem WEF na temat Globalnej Agendy w Abu Zabi spędziłem tydzień w Indiach. Większość ludzi, z którymi rozmawiałem, bez końca narzekała na niedociągnięcia rządu. Władze na poziomie federalnym i stanowym powszechnie uważano za ślamazarne, niezdecydowane, skorumpowane, pozbawione wyobraźni i krótkowzroczne – jednym słowem, bezwartościowe.
Firmom łatwo jest domagać się, by rząd im nie przeszkadzał, zaś mediom równie łatwo jest wytykać palcem i podkręcać wszelkie wydarzenia bez głębszej analizy, a czasem wręcz w oderwaniu od rzeczywistości. Owszem, pod pewnymi względami Indie może nie są najlepszą wizytówką demokracji, zważywszy na to, jak trudno jest tam podejmować perspektywiczne decyzje i wdrażać je bez narażenia się na sprzeciw – i to często skuteczny – zmiennej opinii publicznej oraz bezwzględnych lobby.
Ale alternatywa – dyktatura zamiast rządów prawa – wygląda znacznie gorzej. Poza tym w indyjskim rządzie nie ma zbyt wielu problemów, których nie dałoby się rozwiązać za pomocą finansowania polityki z państwowej kasy. Bo kiedy rządzenie wielką demokracją wymaga niemal stale jakichś wyborów, politycy potrzebują wciąż finansowych dotacji, a od tego krok do wypaczeń.
Zdolność rządów do reagowania na globalne wyzwania to zagadnienie bardziej ogólne. Globalizacja – znoszenie granic narodowych i integracja gospodarek całych kontynentów – owocuje coraz większymi żądaniami wobec władz, a ich możliwość reakcji coraz bardziej się kurczy. Innymi słowy, popyt na władzę zdecydowanie przekracza podaż.
Globalizacja sprawiła, że wielu ludzi czuje się mniej bezpiecznie i potrzebuje rządowego wsparcia, by mimo przeciwności przeżyć i utrzymać jakość życia. Jednak większość działań politycznych niezbędnych, by zapewnić ludziom większe bezpieczeństwo, leży poza zasięgiem i możliwościami rządów narodowych. Zwłaszcza kiedy owe rządy same ledwo wiążą koniec z końcem.
Dlatego właśnie dawno temu kraje Europy zrozumiały, że należy połączyć siły i zasięg działania w ramach Unii Europejskiej. Wspólnota może nie jest doskonała, ale i tak to najlepsza reakcja na globalizację wśród wszelkich organizacji międzyrządowych. Lepiej, kiedy rządy pracują razem niż osobno lub, co gorsza, knują przeciw sobie.
Żyjemy w coraz bardziej wielobiegunowym świecie, w którym duże gospodarki wschodzące i ich liczne społeczeństwa zmieniają międzynarodowy krajobraz. Ale jednocześnie słabną wielostronne porozumienia, przez co trudno dostrzec w tym świecie sens i spójność.
Spójrzmy na międzynarodowy system handlu i jego główny ośrodek – Światową Organizacją Handlu (WTO). Od porażki rundy negocjacji z Ad-Dauhy znaczenie WTO jako forum wielostronnych negocjacji drastycznie zmalało i tylko częściowo ratuje je niedawne porozumienie z Bali. Po Bali trzeba będzie koniecznie poważnie przyjrzeć się kolejnej rundzie rozmów WTO i jej roli w międzynarodowym systemie handlu. Główne finansowe instytucje międzynarodowe: Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, oraz regionalne banki rozwoju z trudem starają się dopasować do wyzwań XXI wieku. Autorytet Organizacji Narodów Zjednoczonych też podupada.
Póki nie odwrócimy trendu marginalizacji wielostronnej współpracy, rządy nie będą w stanie lepiej reagować na globalne wyzwania. Firmy mogą jęczeć, media mogą drwić, jednak odpowiedzią na wiele najważniejszych problemów świata jest nie mniejszy, lecz większy zakres sprawowanej władzy, a przynajmniej sprawniejszy rząd. Potrzeba lepszej podaży rządu, by zaspokoić niesłabnący popyt.
Ronald Reagan powiedział kiedyś słynne zdanie: „Rząd nie stanowi rozwiązania naszych problemów; to rząd jest problemem”. Dziś wiemy, że jeśli części rozwiązań nie zapewni rząd, to nasze problemy będą się pogłębiały.
Peter Mandelson, były komisarz UE ds. handlu i były minister brytyjskiego rządu, jest członkiem Global Agenda Council ds. przyszłości rządzenia przy Światowym Forum Ekonomicznym.
