O autorze
Ekonomista z zawodu, a mol książkowy z wyboru.

Bóg mi świadkiem

Makis Tsitas
Bóg mi świadkiem
Makis Tsitas
Bóg mi świadkiem Książkowe klimaty
Stwierdziłem kiedyś, że Polacy i Grecy są do siebie podobni. I oto grecki pisarz Makis Tsitas wykreował postać, która jak żywo przypomina mi tę część naszego społeczeństwa, której nie darzę zbytnią sympatią. Panie i Panowie, oto przed wami Chrisowalandis.



Wyobraźcie sobie pięćdziesięcioletniego starego kawalera. Mieszka on z rodzicami, nie założył żadnego trwałego związku, nie ma pracy i ma długi. W dodatku nasz bohater cierpi na cukrzycę, Szuka pocieszenia w religii i ucieka w marzenia. Oczywiście to jeszcze nie powód, by kogoś nie lubić, jednak Chrisowalandis ma dość nietypowe przekonania, można powiedzieć, że przypominające filozofię życiową Kalego. Nasz bohater jest bowiem ksenofobem uważającym, że w Grecji powinna być praca tylko dla Greków, sam jednak nie miałby nic przeciwko temu by zamieszkać gdzieś w dalekiej Anglii, zwłaszcza z angielską żoną. Kobiety uważa nasz bohater za istoty pozbawione wyższych uczuć, według niego każda z nich dybie na portfel mężczyzny i chce go ogołocić z dóbr materialnych, kusząc i płacąc swoim ciałem. W swej mizoginistycznej wizji postrzega on kobiety jako trudny do zniesienia dodatek do organów płciowych. Poza tym nasz bohater jest bezwolną, w stosunku do swoich pracodawców, istotą, idealnym pracownikiem, który jest gotowy na każde skinienie swego szefa, a zwolniony z pracy czuje się niczym porzucona kochanka.


Przyznacie chyba, że trudno do kogoś takiego czuć choć cień sympatii, jedynie można zdobyć się na współczucie. Stracić w tym wieku pracę i to w czasie kryzysu, konkurować z młodymi i zdrowymi, nie mieć oparcia w najbliższych to w istocie godna pożałowania sytuacja. Nic więc dziwnego, że mężczyzna zaczyna szukać pocieszenia w religii. Ucieczka w religijność nie upoważnia jednak do narzucania komukolwiek swojej postawy, nawet jeśli czyni się to w rodzinnym kręgu. Nasz bohater próbuje terroryzować swoje siostry, nie znając w tym umiaru. Jak to się skończy?


Makis Tsitas opisał człowieka niezdolnego do funkcjonowania we współczesnym świecie. Jego bohater zbiera żniwa swoich młodzieńczych zaniedbań. Ktoś kto zbyt szybko uznał, że zarabianie pieniędzy lepszym jest od zdobycia dyplomu wyższej uczelni, ktoś, kto poznał Smak szybkiego i nieskomplikowanego seksu, nie poukłada sobie życia w wieku późniejszym. A schorowany pięćdziesięciolatek nie będzie tak samo aktywny fizycznie jak dwudziestolatek. I ktoś taki zaczyna szukać kobiety idealnej, nadając jej wszystkie zalety własnej matki, nie pamiętając o wadach, a brak tych zalet traktować będzie jak rozwiązłość. W dodatku ta roszczeniowa postawa do świata. Wszak banki są od pożyczania pieniędzy, a ich egzekwowanie postrzegane jest jak dręczenie kogoś, kogo wciągnęło się w pułapkę. Największym jednak wrogiem jest ten cholerny cudzoziemiec. Po co taki przyjeżdża do nas? Po co zabiera nam pracę i psuje nam demografię? Że jakiś Anglik mógłby tak pomyśleć o nas? Przecież to niesprawiedliwe, my jesteśmy tymi lepszymi. Oj nie spodoba się niektórym postawa Chrisowalandisa. Nie spodoba, bo zobaczą w nim samych siebie, w nieco zniekształconym odbiciu.


Ale chyba właśnie o to chodzi, by zetrzeć z nas uśmiech pełen samo zachwytu.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...