Manuel Vilas
Ordesa
Manuel Vilas Ordesa Wydawnictwo Rebis

Czasami to książka sama z siebie nas znajduje. Zaczynamy lekturę i po chwili już wiemy, że pozostanie w nas do końca życia. Tak właśnie jest z Ordesą Manuela Vilasa.

REKLAMA
W życiu każdego z nas przychodzi chwila, gdy musimy zmierzyć się z własną przeszłością, bez naturalnego idealizowania jej, bez jakiegokolwiek upiększania. Nie musimy oczywiście spowiadać się całemu światu. Wystarczy, że popatrzymy na siebie, bez usprawiedliwiania swoich czynów, idealizowania ich czy usprawiedliwiania. Uczciwe spojrzenie pozwoli nam zrozumieć samych siebie i samodzielnie ocenić. Szczęśliwi są ci, którzy potrafią zrobić to tak, jak Manuel Vilas.
Wydawca określił tę książkę jako książkę osobistą. I chyba jest nią naprawdę. Vilas rozłożył swoją przeszłość na czyniki pierwsze, analizując swoje dorastanie we frankistowskiej Hiszpanii, nietypowe stosunki panujące w jego rodzinie, te drobne różnice między jego rodzicami, ich wychowawcze metody, które miały wpływ na rozluźnienie stosunków w rodzinie. Czy można przejść do porządku dziennego nad stosunkami w domu rodzinnym i stworzyć szczęśliwy związek, bez alkoholu, używek i kłótni? Czy możliwe jest, bez odrzucenia odium przeszłości stworzyć coś trwałego, niezniszczalnego? Vilas odpowiada przecząco. Jeśli nie sobie z tym nie poradzimy, pozostaną nam przedmioty, jako jedyne świadectwo przeszłości. Jednak przedmioty bywają kapryśne. Czasem nam giną, czasem sami je gubimy, lub powierzamy niegodnym ich dłoniom. Pozostaje wtedy tylko zamknięcie oczu, by poczuć tych, których wspominamy. Vilas jest jednak niekonsekwentny. Wspominając, nadaje osobom ze swojego życia nowe imiona. Brahms, Vivaldi, Bach lub Wagner. I wczuj się tu, zacny Czytelniku w muzykę, by poznać prawdziwe uczucia Autora do jego najbliższych? A może jest to kolejne świadectwo bezradności? Powielamy bowiem wpojone nam zachowania, często nie zdając sobie z tego sprawy. Auto nie potrafi rozmawiać z własnymi dziećmi, nie potrafi nawiązać z nimi kontaktu. Stara się to robić, jak każdy, kto kocha, ale rozmowy te nie prowadzą do niczego. Czy wpoi swym dzieciom umiejętność kochania, okazywania uczuć? Nie, jeśli człowieku nie widziałeś tego w swoim życiu, jeśli nie zaznałeś prawdziwej miłości, to okazywać będziesz to jedynie troską, która po jakimś czasie nikomu nie będzie potrzebna. Stańże twarzą w twarz z samym sobą i zrozum kim właściwie jesteś. To zdaje się nam mówić Vilas. I są to słowa uniwersalne, które wielu rodziców, uważających się za przewspaniałych, może wziąć do siebie.
Tak, Manuel Vilas rozpoczął spowiedź. I ty, Czytelniku, jesteś jego spowiednikiem. Nie będzie to przyjemne zadanie, bowiem wiesz, że Autor nie oczekuje sakramentalnego „ego te absolvo”, nie oczekuje rozgrzeszenia, tylko wysłuchania. A Ty, pozostaniesz z jego słowami i własnymi myślami.