O autorze
Dziennikarz miesięcznika motoryzacyjnego KATALOG dla kierowców.
Twitter: @R_Lorenc

Całe miasto ze strefą płatnego parkowania?

Kto będzie wiedział więcej o zamiarach, inwestycjach, jak również o paradoksach i niedokończonych planach w mieście, niż dziennikarz na co dzień zajmujący się transportem. Między innymi o płatnej strefie parkowania, metrze, Trasie Łagiewnickiej, wypożyczalni samochodów elektrycznych rozmawialiśmy z Arkadiuszem Maciejowskim, dziennikarzem „Dziennika Polskiego”.


Na co dzień zajmujesz się …
Arkadiusz Maciejowski: Szeroko pojętym transportem, czyli komunikacją miejską, koleją, budową dróg ogólnie szeroko pojętym transportem. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że wszystkim tym, czym zajmuje się Minister Transportu.

Na początek chciałbym, abyśmy wyjaśnili, czym jest tzw. zrównoważony transport?
W teorii powinien on oznaczać pewien parytet między prawami kierowców, rowerzystów i pieszych, a także dbanie o ekologię. Rzeczywistość pokazuje jednak, że musi upłynąć jeszcze trochę czasu, abyśmy mogli powiedzieć, iż w Krakowie mamy taki zrównoważony transport.

Moim zdaniem można by go zdefiniować jako umożliwienie jak najszybszego przejazdu pomiędzy punktem A a punktem B, korzystając z własnego samochodu, komunikacji miejskiej czy roweru. Mam jednak wrażenie, że Kraków jest w tej kwestii podzielony sektorowo, nie mając tutaj, wspólnej polityki.
Faktycznie, istnieje dużo paradoksów. Nawet dobre idee nie zawsze i wszędzie się sprawdzają. Przykład to pomysł stworzenia w Krakowie kilkudziesięciu wypożyczalni samochodów elektrycznych. Od razu pojawia się przy tej okazji pytanie, dlaczego miasto chce, aby były one zlokalizowane w ścisłym centrum. Z jednej strony mówi się o konieczności ograniczenia ruchu samochodowego w tej części Krakowa, a z drugiej strony powstaje plan stworzenia tam bazy dla elektrycznych, bo elektrycznych, ale jednak samochodów, które będą generować ruch. Od razu widać tutaj sprzeczność.


Z tego co pamiętam, to chęć ograniczenia ilości samochodów w centrum była jedną z przyczyn wprowadzenia tam strefy płatnego parkowania, co miało zniechęcić ludzi do wjazdu autem do tej części miasta.
Bardzo wiele osób podkreśla, że idea strefy płatnego parkowania została całkowicie wypaczona. Ja też się z tym zgadzam. Co ma zniechęcić kierowcę do wjechania dosłownie pod Wawel, jeżeli za parking w tym miejscu zapłaci 3 zł, czyli dokładnie tyle samo, co np. na Dębnikach? Jeśli ktoś ma świadomość, że i tak musi zapłacić, to będzie w razie potrzeby chciał dojechać jak najbliżej centrum. Urzędnicy cały czas tłumaczą, że chętnie zróżnicowaliby ceny w różnych podstrefach (im dalej od centrum, tym niższa cena), tylko że blokują ich krajowe przepisy ustawowe, które mówią, iż cena za pierwszą godzinę parkowania nie może być wyższa niż 3zł. Trzeba byłoby więc obniżyć stawkę na obrzeżach, tymczasem oni chcieliby pozostawić ją tam bez zmian, ale za to podnieść w centrum. Pojawia się pytanie, dlaczego nie można pozostawić 3 zł w centrum, a w strefach bardziej oddalonych obniżyć cenę np. do złotówki. Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Mianowicie, część parkomatów, która jest ustawiona w Krakowie nie należy do miasta. Ich operatorem jest firma, która je ustawiła. Dostaje ona ponad 60% pieniędzy wrzuconych do tych urządzeń i nie zgodzi się na obniżenie stawki w niektórych miejscach.

Obecnie strefy płatnego parkowania stanowią przykład klasycznego wyciągania pieniędzy. Opłaty nie wiążą się z bliskością centrum czy obłożeniem miejsc parkingowych. Idźmy więc krok dalej i zróbmy strefę płatnego parkowania w całym Krakowie. Bo dlaczego nie? Czym się różnią np. Dębniki od Prokocimia? Zastanawiam się tylko, czy pozwoliłyby na to przepisy. Byłby to dodatkowy haracz od posiadania samochodu w Krakowie, bo każdy kto parkowałby na ulicy musiałby uiszczać dodatkową opłatę.
Ale w dokładnie takiej sytuacji są już postawieni mieszkańcy dzielnic, w których obecnie obowiązuje strefa płatnego parkowania. Ciężko jest znaleźć z tego wszystkiego rozsądne wyjście. Coraz więcej mieszkańców kolejnych osiedli chce mieć u siebie płatne strefy, aby pozbyć się ze swoich miejsc parkingowych samochodów z sąsiednich dzielnic, w których strefa już obowiązuje. Bo często jest tak, że ktoś, kto nie chce płacić za parkowanie zostawia samochód tam, gdzie opłaty nie obowiązują, zajmując miejsce mieszkańcom „darmowej” dzielnicy. Powstało więc błędne koło, które doprowadziło do wypaczenia kolejnej słusznej teoretycznie idei.

Pytanie tylko, czy to nie jest dobra sytuacja dla miasta, patrząc z finansowego punktu widzenia? Skoro ludzie sami chcą strefy, to pojawia się dodatkowe źródło zasilające miejski budżet. Znam też wiele przykładów pokazujących, że płatna strefa nie jest wcale taka zła. Dzięki niej bardzo skrócił się np. czas załatwiania spraw w urzędach, mieszczących się w centrum, ponieważ nie trzeba już długo szukać miejsca, w którym można zostawić samochód.
To prawda, ale znowu wracamy do tego, o czym już mówiliśmy: skoro strefa ma zniechęcać do przyjeżdżania gdzieś samochodem, to dlaczego paradoksalnie wręcz zachęca? Chciałbym się mylić, ale wydaje mi się, że urzędnicy wykorzystają okazję i nie odmówią mieszkańcom proszącym o strefy płatnego parkowania. Oczywiście, według zapowiedzi mają zostać zrobione odpowiednie analizy, czy rzeczywiście jest to potrzebne. Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, w której urzędnicy z własnej, nieprzymuszonej woli zrezygnowaliby z takiej możliwości.

I z dodatkowych dochodów dla miasta.
Oczywiście, o to przecież chodzi. Inną kwestią jest to, że zawsze najbardziej słychać tych, którzy czegoś chcą lub przeciw czemuś protestują. Pytanie, na ile reprezentatywna jest grupa mieszkańców, która chce rozszerzenia strefy o kolejne obszary Krakowa. Chciałbym, żeby ZIKiT naprawdę to sprawdził.

Przejdźmy do innego zagadnienia. Jak oceniasz sieć krakowskiej komunikacji miejskiej?
Jeśli pojedzie się do innego miasta w Polsce i popatrzy, jakie są gdzie indziej np. tramwaje, a następnie porówna się je z tymi w Krakowie, to można wyjść z założenia, że jest u nas bardzo dobrze. Ale z drugiej strony istnieje w tej dziedzinie bardzo wiele paradoksów, które powodują, że nasza komunikacja nie działa tak sprawnie, jak powinna. Mamy chociażby sztandarowy krakowski szybki tramwaj, który z założenia ma zatrzymywać się tylko i wyłącznie na przystankach. Wiadomo, że istnieje punkt krytyczny, czyli Rondo Grzegórzeckie, na którym nie ma ani tunelu, ani wiaduktu, więc siłą rzeczy ten tramwaj ma tam bardziej utrudnione „życie”. Jednak w pozostałych miejscach nie powinien on mieć przestojów. Niestety, wcale tak nie jest. Jeżdżę nim codziennie i wiem, że ten tramwaj często przepuszcza nawet pieszych. Reasumując, nie jest najgorzej. Nie można powiedzieć, że w Krakowie mamy beznadziejną komunikację, ale jest bardzo wiele rzeczy, które należałoby poprawić i które funkcjonują nie do końca tak, jak chcielibyśmy. Zaznaczam jednak, że patrzę z perspektywy mieszkańca południa Krakowa, a dokładnie Prokocimia, do którego komunikacja miejska dojeżdża sprawnie. Po otwarciu estakady Lipska-Wielicka, do Ronda Grzegórzeckiego, a nawet do centrum dojeżdżam tramwajem w około 20 minut. A to naprawdę bardzo dobry wynik. Ale jeśliby zapytać mieszkańca północy Krakowa, gdzie dopiero te linie tramwajowe są planowane, gdzie autobus często stoi w korku na Alei 29 Listopada, gdzie na dojazd do Dworca Głównego potrzeba kilkudziesięciu minut, to taka osoba powie, że komunikacja miejska jest w Krakowie beznadziejnie zorganizowana. Ciągle więc istnieją w tej kwestii spore różnice pomiędzy różnymi częściami naszego miasta.

Czy sądzisz, że da się usprawnić komunikację miejską w Krakowie na tych płaszczyznach, które już funkcjonują?
Myślę, że nie unikniemy zejścia do podziemia. Zgadzam się tu z wieloma ekspertami, którzy mówią, że sprowadzenie większej ilości tramwajów, szczególnie w centrum, do podziemia usprawniłoby komunikację. Nie przesądzam, że miałby to być np. tunel od Poczty Głównej do Bagateli czy tunel pod ulicą Lubicz, ale jednak przy takim układzie jaki mamy nie dołożymy więcej tramwajów, bo one już teraz jeżdżą bardzo często stadami, a potrzeby będą coraz większe. Mimo wszystko, w Krakowie w najbliższym czasie nie będzie ubywać ludzi. A jeśli miasto rzeczywiście chce zachęcać ludzi do przesiadania się z własnych samochodów do komunikacji zbiorowej, to musi w tej dziedzinie coraz bardziej rozszerzać swoją ofertę. Dlatego uważam, że dopóki komunikacja miejska nie zacznie funkcjonować lepiej, bardzo ciężko będzie kogoś przekonać do rezygnacji z jazdy prywatnym autem. Mimo wszystko, wielu mieszkańcom Krakowa to się ciągle bardziej opłaca, bo w ten sposób przejadą przez miasto szybciej niż komunikacją zbiorową

Tym bardziej, gdy ktoś ma trakcie dwie-trzy przesiadki.
Dokładnie. Musi dojść na przystanek, spóźni mu się autobus itd. Tramwaje w Krakowie mimo wszystko jeżdżą jeszcze punktualnie, ale z autobusami jest już bardzo duży problem.

Wynika to pewnie z tego, że w niejednokrotnie jeżdżą one po tych samych drogach, co samochody. Mamy co prawda buspasy, ale obecnie mogą nimi jeździć także motocykliści, taksówki, a dodatkowo są na nich jeszcze prawoskręty. Zapytam jednak o inną kwestię. Co według ciebie byłoby lepszym rozwiązaniem: zbudowanie w Krakowie prawdziwego metra czy udoskonalanie istniejącej komunikacji szynowej?
Chciałbym, żeby w naszym mieście było metro, ale biorąc pod uwagę, jakie są koszty jego budowy, to pojawia się pytanie, czy za te pieniądze nie lepiej rozbudować sieć tramwajową, ale z zastrzeżeniem, że w dużej części będzie ona podziemna. Gdyby w kluczowych punktach Krakowa, a przede wszystkim w centrum, tramwaj zszedł do tunelu i mógł sprawnie przejechać, to funkcjonowanie komunikacji miejskiej poprawiłoby się na tyle, że nikt nie oczekiwałby budowy metra.

Mamy już jeden taki odcinek, biegnący od Ronda Mogilskiego do Dworca Głównego.
To prawda, tyle tylko, że jest on bardzo krótki. Swego czasu było sporo dyskusji, dlaczego ten tramwaj jedzie tak wolno. Urzędnicy zasłaniali się tutaj względami bezpieczeństwa. Wracając jednak do rozwoju komunikacji miejskiej w Krakowie, to ciężko jest odpowiedzieć, na jaką opcję najlepiej się zdecydować. Ja bym tylko oczekiwał od władz miasta, żeby w końcu podjęły konkretną decyzję i rzetelnie ją uzasadniły. Dyskusja o metrze trwa już bardzo długo. Dla mnie największym zastrzeżeniem w stosunku do włodarzy jest to, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi, w którym kierunku miasto pójdzie. A myślę, że każdy mieszkaniec chciałby to jasno wiedzieć.

Obawiam się jednej rzeczy odnośnie planów budowy metra. I nie chodzi mi nawet o gigantyczne pieniądze. Mam na myśli to, że w Krakowie, obojętnie gdzie nie wbiłoby się łopaty, to zawsze znajdzie się jakiś artefakt archeologiczny. Z tego powodu wybudowanie metra bardzo rozciągnęłoby się w czasie, bo budowa posuwałaby się do przodu w bardzo wolnym tempie.
Oczywiście, jest takie ryzyko, szczególnie, że byłaby to największa inwestycja w historii
Krakowa. Obawy pod tym względem są więc jak najbardziej słuszne.

Mam wrażenie, że jest całkiem spora lista inwestycji, które pokazują, że ktoś chciał naprawdę zrobić coś dobrego, ale zostało to przerwane w połowie i na tym koniec. Przykład: Most Zwierzyniecki miał być częścią drogi łączącej Kapelankę z ulicą Armii Krajowej. Brakuje jednak odcinka od Armii Krajowej to tegoż mostu. Rozbijamy się o tunel, który miał być. Nie mam pojęcia, czy ta sprawa już upadała na zawsze, czy jest szansa na dokończenie tej inwestycji. Śmiem twierdzi, że gdyby ją w pełni zrealizowano, to znacznie mniej samochodów byłoby na ulicy Czarnowiejskiej.
To jest kwestia związana z tym, co dzieje się teraz, czyli z dokańczaniem III obwodnicy Krakowa. Tyle tylko, że rozpocznie się to od Trasy Łagiewnickiej, czyli mniej więcej od pętli tramwajowej na Kurdwanowie do Ruczaju. Spółka, która będzie budować tą trasę ogłosiła przetarg i obecnie szuka odpowiedniego wykonawcy.

Są na to pieniądze?

Tak. Budowa Trasy Łagiewnickiej będzie kosztowała około 1 miliarda złotych. Około 250 milionów złotych dołoży miastu na zasadzie pożyczki rządowa spółka, która wspiera budowę infrastruktury drogowej w Polsce. Miasto starało się również o około 100 milionów złotych dotacji unijnej, bo w ramach tej trasy powstanie też linia tramwajowa. Część pieniędzy będzie pochodzić z pożyczki od europejskiego banku. Upraszczając, miasto będzie spłacać budowę tej trasy przez kilkadziesiąt lat. Do realizacji pozostają dwa kolejne odcinki III obwodnicy, czyli Trasa Pychowicka i Trasa Zwierzyniecka. Gdyby udało się je wykonać, to wtedy rzeczywiście większa część samochodów z innych miast nie wjeżdżałaby w ogóle do Krakowa, ponieważ można byłoby go okrążyć. Tyle tylko, że jest to melodia przyszłości. W najbliższych latach, jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, powstanie Trasa Łagiewnicka. Na Pychowicką i Zwierzyniecką trzeba będzie jeszcze długo poczekać.

Szkoda, że nie da się tego przyspieszyć, bo kompletna III obwodnica w wielkim stopniu przyczyniłaby się do ograniczenia ruchu samochodowego w centrum miasta.
Dokładnie. To najlepszy sposób na pozbycie się tego problemu. Wtedy nikt bez potrzeby nie wjeżdżałby do centrum Krakowa. Jednak jak to zwykle bywa w przypadku takich inwestycji pojawiły się pewne kwestie sporne, a w efekcie także i protesty mieszkańców. Zaczęto mianowicie zadawać pytania, czy trasy wchodzące w skład III obwodnicy muszą być takie szerokie i czy to nie jest przypadkiem tworzenie autostrady w obrębie miasta. Opinie są tutaj podzielone. Urzędnicy twierdzą, że nawet sama Trasa Łagiewnicka trochę odciąży ruch w innych rejonach Krakowa. Z drugiej strony ludzie dostaną nagle pod domem czteropasmową drogę. Coś za coś.

To prawda, można im z tego powodu współczuć, ale zaraz pojawią się na pewno głosy, że mówimy przecież o dobrze wspólnym. Takim jak np. tabor MPK, przypadku którego widać ostatnio bardzo dużo pozytywów. Kupowane są np. autobusy elektryczne i hybrydowe. To cieszy, bo niektórzy twierdzą, że na jakość powietrza w Krakowie największy wpływ ma transport. Czy zgadzasz się z tym? A może jednak to piece węglowe są głównym winowajcom.
Powołam się tu na słowa Andrzeja Guły z Krakowskiego Alarmu Smogowego, który zawsze powtarza, że abstrahując od tego, co jest większym trucicielem w Krakowie, czy to piece, czy samochody, to i tak trzeba z obiema tymi przyczynami zanieczyszczenia walczyć. Z mojego punktu widzenia dyskusja nad tym, co bardziej truje, ma mniejsze znaczenie. Kluczowe jest podjęcie działań, mających maksymalne ograniczenie tego zjawiska w obu przypadkach.

Jeśli chodzi o samochody, to być może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie stref ekologicznych w centrum miasta.
Rzeczywiście, pojawia się pomysł, żeby do centrum mogły wjeżdżać samochody mające nie więcej niż 10 lat.

Nie jest on jednak zbyt trafny, bo niektóre 10-letnie auta spełniają wymogi Euro, a niektóre nie.
To po pierwsze. Po drugie pojawia się pytanie, czy jako społeczeństwo jesteśmy gotowi na coś takiego, czy jesteśmy już na tyle bogaci. Chyba jednak jeszcze nie, skoro większość samochodów w Krakowie ma kilkanaście lat.

Niekorzystne jest również to, że większość inicjatyw, które się pojawiają polega na ograniczeniach, a nie na oferowaniu alternatywy. Zamiast dawać przywileje posiadaczom bardziej ekologicznych samochodów, karze się tych, którzy mają starsze auta.
To jest trochę tak jak z uchwałą o darmowej komunikacji miejskiej podczas smogu. Działa ona w taki sposób, że jeżeli w pewien dzień stężenie pyłów przekroczy przyjęte normy, to następnego dnia właściciele samochodów mogą jeździć za darmo autobusami i tramwajami. Biorąc to na logikę można dojść do wniosku, że jeżeli kierowcy za bardzo nakopcą w jeden dzień, to na drugi dzień w nagrodę mają darmową jazdę. Widać tu więc pewien paradoks. Gdyby miasto posiadało skuteczne narzędzia prognozowania, to darmowa komunikacja byłaby dokładnie w dniu przekroczenia przyjętych maksymalnych stężeń pyłów, a nie dopiero dzień po.

Zastanawiam się tylko, czy komuś we władzach miasta przejdzie przez gardło propozycja dania kierowcom jakiejś zachęty do zmiany samochodów na nowsze, bardziej ekologiczne. Zakazy, dodatkowe opłaty - jak najbardziej tak. Ale jakiś program wspierający to już nie. A odnowienie parku samochodowego przez ludzi spowodowałoby poprawę jakości powietrza.
Zgadzam się. Samo miasto o tym mówi przy okazji zakupu nowych autobusów, bardzo często podkreślając, że spełniają one normę Euro 6. Ma to świadczyć o tym, że pojazdy te są coraz bardziej ekologiczne. Prawdą jest natomiast to, że w Krakowie brakuje handicapu dla kierowców jeżdżących bardziej ekologicznymi autami. Idąc dalej trzeba wspomnieć także o tym, że nadal jest bardzo mało kontroli emisji spalin. Policja dostała od miasta przenośne urządzenia, które umożliwiają wykonywanie takich pomiarów na drodze. Nie jest ich co prawda zbyt dużo, ale to zawsze coś. Dlatego takie kontrole powinny być częstsze. Z drugiej strony należałoby wprowadzić kary dla tych, którzy mocno trują, jeżdżąc samochodami emitującymi bardzo dużo spalin. Ale dla równowagi powinny być także zachęty dla osób chcących wymienić auto na bardziej ekologiczne, a także dla tych, którzy już takie auto posiadają. Tyle tylko, że z znowu wracamy do pytania, czy takie zachęty, szczególnie w centrum, nie spowodowałyby, że kierowcy chcieliby tam wjeżdżać, z czym miasto chce przecież walczyć. Mamy więc błędne koło.

Ostatnio czytałem, że wbrew pozorom, jest dość spora liczba dni w roku, kiedy najgorsze powietrze nie jest wcale w centrum, ale na obrzeżach Krakowa.
Cóż, nie ma wątpliwości co do tego, że bardzo często największe zanieczyszczenie powietrza jest w rejonach domów jednorodzinnych ogrzewanych za pomocą pieców węglowych, gdzie natężenie ruchu samochodowego nie jest bardzo duże. Świadczy to o tym, że największym trucicielem w Krakowie są właśnie piece węglowe. Dlatego powinny one jak najszybciej zniknąć. Jednak twierdzenie, że skoro to właśnie one trują najbardziej, to można zostawić w spokoju samochody, jest dla mnie niedorzeczne. Nie pozbędziemy się smogu, jeśli nie podejmiemy działań także w przypadku aut.

Jak wyobrażasz sobie krakowską rzeczywistość np. za rok? Czy coś się zmieni? Bo ja obawiam się, że wszystko pozostanie tak, jak jest.
Nie przypuszczam, żeby w najbliższym czasie nastąpiła jakaś rewolucja. Krokiem w tym kierunku jest na pewno wprowadzanie ruchu jednokierunkowego wokół plant. Na razie mamy go na dwóch odcinkach, czyli konkretnie na Podwalu i na Dunajewskiego. W przyszłym roku, po przebudowie torowiska na Basztowej również tam zostanie wprowadzony ruch jednokierunkowy dla aut. Jest to zalążek ograniczenia ruchu w centrum, ale nie rozwiązuje to problemu całościowo. Teraz mamy np. tydzień mobilności, podczas którego testowane jest np. to, jak wyglądałby Plac Nowy bez samochodów. Na pewno jest to fajna idea. Ale nagle się okazało, że ZIKiT postawił znaki, na których jest napisane, że zakaz wjazdu nie obowiązuje mieszkańców. Tyle tylko, że nie wiadomo jakich: całego Krakowa czy może tylko tej konkretnej dzielnicy? Gdy pojawiły się głosy, że znak jest absurdalny, to ZIKiT zamiast zdjąć tą tabliczkę, poniżej umieścił drugą z napisem „Nie dotyczy mieszkańców z abonamentem”. Jadący kierowca nie jest w stanie z tego nic zrozumieć. Czasami więc ciekawe idee są zabijane przez nieudolną realizację. Dlatego chciałbym, żeby miasto mając pomysły najpierw je we wiarygodny sposób testowało i na podstawie wyników decydowało, co z tym pomysłem zrobić: czy go definitywnie porzucić, czy skierować do realizacji.

Problemem jest też nadmierna liczba znaków. Co więcej, część z nich już od dawna nie obowiązuje, bo np. po zakończonej budowie i przywróceniu normalnej organizacji ruchu ktoś zapomniał je zdjąć.
Dokładnie, ale to jest problem ogólnopolski. Wielokrotnie zwracałem na to uwagę. Jeśli chodzi o znaki drogowe w naszym mieście, to można powiedzieć, że jest to jedna wielka czytelnia. Nie można tego określić inaczej, jak absurd. Najgorsze, że jest on powielany przy nowo wprowadzanych pomysłach, co sprawia, że już na starcie spalają one na panewce.

Trzeba też jednak jasno powiedzieć, że znakomita ilość ludzi jeździ na pamięć, nie zwracając uwagi na znaki.
Cóż, wyjątkowo muszę tutaj stanąć w obronie kierowców, ponieważ jestem w stanie zrozumieć, że natłok znaków jest na drogach już tak duży, że ciężko się zorientować, o co chodzi.

Znaki znakami, ale bardzo wielu kierowców nie zna przepisów ruch drogowego. Dobitnie pokazał to eksperyment na ulicy Krowoderskiej, gdy zrobiono tam skrzyżowanie ulic równorzędnych. Kierowcy nie mieli pojęcia, jak się w takiej sytuacji zachować.
Był plan, żeby między I a II obwodnicą Krakowa zrobić cały rząd skrzyżowań równorzędnych. Ja generalnie uważam, że powinno się je stosować i trochę ubolewam, że ZIKiT nie wprowadził tego rozwiązania na większą skalę. Oczywiście, od razu pojawia się pytanie, czy kierowcy by sobie na takich skrzyżowaniach radzili.

Na przykładzie ulicy Łobzowskiej widać, że chyba nie za bardzo.
Faktycznie, dochodziło tam do absurdalnych sytuacji. Po części dlatego, że zostało to wprowadzone praktycznie z dnia na dzień. Kierowcy nie zwracali uwagi na znaki i chwilami robiło się naprawdę niebezpiecznie. Ale gdyby wcześniej przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję informacyjną o wprowadzeniu takiego rozwiązania, to uważam, że naprawdę miałoby
ono sens, przyczyniając się do usprawnienia ruchu. Co warte podkreślenia, zgodnie z założeniami, takie skrzyżowania mają być też bardziej bezpieczne.

Tak, to prawda. Mi natomiast bardzo podoba się rozwiązanie funkcjonujące w Rybniku, gdzie postawiono na ronda. Muszę przyznać, że świetnie tam się to sprawdza.
Nie chcę kategorycznie oceniać, czy ronda są idealnym rozwiązaniem, czy nie. Ale odpowiadając pół żartem, pół serio, to chciałbym, żeby jeśli w Krakowie już powstaje jakieś rondo, to żeby ono przynajmniej jakoś wyglądało, bo niektóre z nich zakrawają na absurd. Chodzi mi nie tylko o kwestie estetyki, ale także o to, żeby kierowca dojeżdżający do skrzyżowania nie miał wątpliwości, co ma przed sobą. Oczywiście, wiadomo, że informuje o tym także ustawiony wcześniej znak, ale dobrze by było, gdyby sam wygląd jednoznacznie wskazywał, że to rondo.

Pytanie tylko, czy u nas najlepiej nie sprawdzają się przypadkiem testowe rozwiązania, które paradoksalnie funkcjonują bardzo długo.
Ja akurat jestem zwolennikiem robienia czegoś na próbę, bo czasami jest tak, że jeśli już wprowadzi się jakieś rozwiązanie, to ciężko się z niego wycofać. Ważne jest jednak to, aby takie testowanie przeprowadzić „z głową”, profesjonalnie i żeby z niego coś wynikało.

Dla niektórych absurdalne może wydawać się np. to, że czasami wiele korzyści może przynieść wyłączenie sygnalizacji świetlnej.
Tak właśnie było w okolicy Poczty Głównej. Pomysł wyłączenia sygnalizacji świetlnej w tym miejscu pojawiał się od dawna, ale przeciwnicy takiego rozwiązania twierdzili, że będzie tam wtedy zbyt niebezpiecznie ze względu na duży ruch pieszych. Okazało się jednak, że po wyłączeniu świateł wszystko funkcjonuje bezproblemowo. Czasami więc danie większej swobody różnym uczestnikom ruchu i zaufanie im przynosi zaskakująco dobre efekty.

Dokładnie. Niepokoi mnie tylko zapalczywość i zaciekłość urzędników w stosunku do konkretnego rozwiązania, które już funkcjonuje w jakimś miejscu. Nie przyjmują oni do wiadomości, że jakaś zmiana mogła by przynieść wiele korzyści.
Tyle tylko, że urzędnicy mają czasami problem z zachęceniem kierowców do pewnych rzeczy. Przykładem może być parking pod Muzeum Narodowym, który przez pewien czas stał praktycznie pusty. ZIKiT ograniczył więc możliwość parkowania wokół parkingu, co siłą rzeczy zmusiło kierowców do korzystania z niego. Jednak gdyby nie ograniczenia dotyczące parkowania na chodnikach, to użytkownicy samochodów z własnej, nieprzymuszonej woli nie pozostawialiby swoich pojazdów na parkingu. Jak widać, czasami ludzie wcale nie mają ochoty korzystać ze stworzonych dla nich udogodnień. Nie jest to na pewno pozytywne zjawisko.

Wybiegnijmy myślami w przyszłości. Czy uważasz, że będziemy mieli np. strefę płatnego parkowania w całym mieście?
Myślę, że strefa zostanie poszerzona, ale absolutnie nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Obawiam się jednak, że pewna granica została już przekroczona i wiele wskazuje na to, że nie da się tego zatrzymać.

A czy w przyszłym roku ruszą jakieś inwestycje?
Na pewno dużo zacznie się dziać w przypadku Trasy Łagiewnickiej, jeżeli oczywiście nic niespodziewanego się nie wydarzy. Jeśli nawet jej budowa nie ruszy pod koniec przyszłego roku, to już na pewno stanie się to na początku 2018 roku. Chciałbym, aby bardzo mocno posunęły się do przodu prace przygotowujące do budowy nowych linii tramwajowych m.in. na Górkę Narodową i Azory. Podsumowując, mam nadzieję, że w przyszłym roku najważniejsze dla miasta inwestycje będą już na takim etapie, że lada dzień będzie mogła ruszyć budowa.

Dobrze by było, bo ostatnie lata to praktycznie tylko same remonty.
Mimo wszystko miasto można pochwalić za to, że stan dróg trochę się poprawił. Program remontów nakładkowych trwa już od 3 lat i rzeczywiście przynosi to efekty. Wiele jest jeszcze do zrobienia, ale tak czy inaczej, w Krakowie mamy coraz lepsze drogi.

Autor na Twitterze
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Olga Bołądź rzuciła wyzwanie koleżankom z branży. Teraz kobiety dołączają do #boladzchallenge
0 0Czekasz, aż ostygnie, zanim włożysz do lodówki? 3 kulinarne błędy, które popełnia każdy Polak
WYWIAD 0 0"Byłam przed 30, a nie chciało mi się żyć". Patrycja schudła 50 kg, pokonała hashimoto i depresję
MamaDu 0 0"Cesarskie cięcie powoduje problemy dziecka w dorosłości". Wywiad z prof. Ewą Helwich
DADHERO.PL 0 0Nie wiesz jak? Nie przejmuj się, nie ty jeden. Oto nasze rady, jak mądrze wychowywać syna
SAP 0 0Od personalizacji adidasów do zatrzymania powodzi. Oto jak transformacja cyfrowa zmienia nasze życie
#GRZEJE 0 010 godzin czekał na żonę, która poszła do dentysty. Musiała interweniować Straż Miejska
POLECAMY 0 0Jak mu tak wróżka powie, to zwolni pół firmy. Po 15 latach ujawnia kulisy pracy wróżenia w telewizji
MamaDu 0 0"Moja córka żyła 70 minut". Gest mamy po śmierci dziecka poruszył ludzi na całym świecie
POLECAMY 0 0Nie zawsze musisz być wśród ludzi. Te rzeczy powinieneś zrobić sam przynajmniej raz w życiu
0 0Technika sprzed 5 tys. lat pomoże ci popełnić mniej błędów. Mnisi mieli rację
dad:HERO 0 0Polecamy pięć hitów z Nefliksa i HBO Go do obejrzenia z dziećmi w ten weekend
0 0Wybrano najlepsze seriale dekady. O połowie pewnie nawet nie słyszałeś!