O autorze
Pierwszy tekst gazeta opublikowała mi dokładnie 1 czerwca – w Dzień Dziecka. Strasznie mnie to rajcowało, bo miałem 15 lat i „dwóję” z języka polskiego. Trzy lata później Jacek Kmiecik, ówczesny naczelny w „Futbol News”, poinformował mnie, że jadę na Mistrzostwa Świata do RPA zamiast Pawła Zarzecznego…
Od mojego pierwszego tekstu pisałem do „Futbol News”, „Magazynu Futbol”, "Polska The Times”, „Przeglądu Sportowego”, „Gazety Polskiej Codziennie”, „Onetu”. Byłem też szefem działu Sport w naTemat.
Współpracowałem z telewizjami: Orange Sport, Sportklub, oraz z sekcjami największej medialnej korporacji na świecie – BBC (BBC Sport, Radio 5 live, World Service).
Studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Loránda Eötvösa w Budapeszcie. Te dwa miasta uwielbiam. Kocham też Buchwalda, Hłaskę, Tyrmanda i Wilde’a. Lubię Jeremy Clarksona.
Zrobiłem kilka ekskluzywnych wywiadów: Alan Shearer, Frank Lampard, Patrick Vieira, Patrick Kluivert, Daniele de Rossi, Mario Goetze, Dick Advocaat, Avram Grant, Jurgen Klopp, Jean Tigana. Do tego politycy, aktorzy, piosenkarze. Razem wyszłoby pewnie kilkaset rozmów.
Jest na świecie tylko jedna osoba, o wywiadzie z którą marzę – jest to papież. Obojętnie który.

Urugwajczycy zrobili z nas Wacha

Mecz z Urugwajem był kalką niedawnej walki Kliczko-Wach. Profesjonalista obijał niemiłosiernie amatora, z tym, że obijanemu raz jeden udało się odgryźć. W przerwie meczu Jacek Kurowski z TVP pytał: „Co robimy źle?”. Rafał Ulatowski zaczął wyliczać i mnożyć. A mógł odpowiedzieć krótko, ale zgodnie ze stanem faktycznym... Co robiliśmy źle? Źle robiliśmy wszystko.



Lewandowski. Czy on po meczu z Grecją obiecał komuś, że zrobi wszystko, żeby tylko przypadkiem nie strzelić w kadrze kolejnego gola?
Glik. Nie tylko zagrał jak paralityk, ale wpadł ostatnio w taki strzelecki amok, że przestało robić mu różnicę, czy w bramce stoi Anglik Hart, Marchetti z Lazio, czy jego kolega z kadry Przemek Tytoń.
Krychowiak. Miał być odkryciem tej drużyny, a w meczu z Urugwajem jedyne, co odkryliśmy, to jego wybitny brak jakiejkolwiek wybitności.
Mierzejewski. Ten po prostu potwierdził, że ostatnie kilka miesięcy był rezerwowym w dziewiątej drużynie ligi tureckiej.
Polanski. Eee, a on w ogóle grał?


Nie, żeby mnie ta porażka jakoś szczególnie zabolała (właściwie nie zabolała w ogóle), ale szkoda, że przegraliśmy w taki sposób, w takim meczu, z takim rywalem. Wszakże tradycją meczów towarzyskich jest ich towarzyski charakter. Na przykład przed sparingiem z Polską koledzy Drogby z WKS w poznańskim Sheratonie nastrzelali tyle goli, że już na boisku zabrakło im amunicji.


Wycieczkowo podróż nad Wisłę (a właściwie nad Bałtyk) potraktowali także Urugwajczycy. Najpierw odwiedzili swojego ambasadora, później degustowali się winami, pozwiedzali, polansowali się w Sopocie, a wieczorem, kto wie, kto wie, do meczu towarzyskiego przygotowywali się w towarzystwie.


A mimo to zrobili z nas Wacha.

Felieton o tym jak Kliczko zrobił dobrze dziewczynie Wacha

Żeby nie było jednak tak negatywnie, to po raz kolejny najlepszy na placu, z tych, którzy biegali w czerwonych koszulkach, okazał się niegdysiejszy pijak, głupek i hazardzista. Swojska wersja bad boy'a.

Kamil Grosicki.

Widzieliście to? Był najszybszy. Najaktywniejszy. Najchętniejszy do gry. Dodatkowo zaliczył asystę przy asyście Piszczka.

Z Grosickim rozmawiałem w niedzielę, zaraz po tym, jak wrócił z Turcji do Szczecina, żeby odwiedzić rodziców. Kamil opowiadał, jak w czerwcu chciał go kupić Galatasaray. Mówił, że czuje się liderem Sivassporu. Że forma rośnie i że nie boi się rywalizacji z Błaszczykowskim. Mówił szczerze. W głosie słychać było, że całą tą grą w jego klubie jest trochę znudzony i jeżeli tylko pojawi się zimą ciekawa oferta, to Sivas – tamtejszego Białegostoku – wyjedzie choćby rowerem. Również meczem z Urugwajem, krok po kroku, pracuje na dobrą kolażówkę.

Muszę się przyznać, że jestem pełen podziwu dla tego chłopaka. Jest jednym z nielicznych, którego udało się odratować, wyrwać ze szponów hazardu. Dziś Grosik nie musi już pożyczać pieniędzy na ruletę od Radka Majdana (nie dlatego, że ma, ale dlatego, że nie gra), nie pije wódki pod ogórek z Darkiem Czykierem. Nie jest tym samym idiotą – bo tak trzeba to nazwać – który kiedyś w Szwajcarii podpisał bez czytania papier, zrzekając się tym samym pieniędzy zapisanych w kontrakcie.

A bywało niewesoło. Pamiętam, jak kilka lat temu na zgrupowaniu Legii w Austrii, kierownik Irek Zawadzki opowiadał niesamowite historie. Chociażby o tym, jak Legia spłacała długi Grosika, bynajmniej nie grosiki, w Szczecinie. Miesiąc w miesiąc ktoś z klubu jeździł do wyznaczonego hotelu, gdzie wierzyciele, o posturze kombajnu, regularnie odzyskiwali swoje należności.
„Przed pokojem zawsze była kolejka, ale, jako, że ja przyjeżdżałem aż z Warszawy, to do pokoju wpuszczali mnie poza kolejnością” – pysznił się Kiero.


Albo inna historia. Warszawa, lotnisko Okęcie. Trwa odprawa przed lotem do Szczecina. Jan Urban i Jacek Magiera wybierali się akurat nad morze, na jakiś turniej charytatywny. No i na lotnisku spotkali właśnie Grosickiego, który chciał lecieć na ruletę. Wsadzili więc Kamila do taksówki, kazali odwieść go do domu, a sami polecieli do Szczecina. Już na miejscu, po turnieju, wybrali się na drinka, do kasyna, gdzie wpadli na pijanego Grosika, który z Warszawy przyjechał… właśnie taksówką!

Dziś to może śmieszne, ale chłopak nie tylko o mało nie zmarnował swojego talentu, ale może i nie stracił zdrowia. Do końca życia Grosik powinien dziękować Czarkowi Kuleszy, prezesowi Jagielloni, swojemu menadżerowi Mariuszowi Piekarskiemu, i – a słyszałem, że tego Kamil nie docenia – całej Legii, w której opiekę miał wyjątkową, niespotykaną. M.in. dzięki wszystkim tym ludziom Grosicki w meczu z Urugwajem był najlepszy na boisku. Zbierając na ten swój rower, którym wyjedzie z Turcji do Hiszpanii albo Anglii.

Dlatego czy powinniśmy martwić się o kadrę? Nie! Przykład Grosickiego pokazuje, że nawet z najgorszego patałacha mogą wyjść ludzie. A więc skończył się mecz, zaczęła się hibernacja. I co teraz będzie?

A będzie jak w „Psach” Pasikowskiego, kiedy jakiś ubek pyta Franza Maurera, właśnie o to, co teraz będzie. „Co będzie? Będzie tak samo. Albo lepiej”. No więc tak będzie. Albo tak samo, albo lepiej.

Bo gorzej przecież już być nie może.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

NIE TYLKO POLITYKA

WYWIAD 0 0W Sejmie się jej boją. Justyna Dobrosz-Oracz szczerze o "pościgach" za politykami
WYBORY2019 0 0Pierwszy sondaż prezydencki z Kidawą-Błońską! Zaskakujący wynik
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Gliński weźmie artystów za twarz, jak w PRL? Prawda może was zaskoczyć
WYBORY 2019 0 0"Wyborcza": opozycja ma szansę odsunąć PiS od władzy. Jest nowy sondaż

MOTO

0 0Niektórzy wysiadali, bo już nie mieli siły. To najlepsze szkolenie samochodowe w Polsce
0 0Znalazłeś korzystniejsze ubezpieczenie OC? Oto jak bez problemów zmienić firmę ubezpieczeniową
0 0Krótka ławka PiS. Nowy minister finansów debiutował jeszcze u Tuska
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Władza tworzy nam nowy styl życia". Raczek o skandalu z filmem, który przeszkadza PiS-owi
FELIETON 0 0Krucjata krzyżowa Prezesa Kaczyńskiego. Wiem, dlaczego to robi