Uwierzcie mi. Nie lubię buty i arogancji dokładnie tak samo jak Wy. Nie raz spotkałem niemiłego policjanta, parę razy takiego, na którego z miejsca powinienem złożyć skargę. Tak jak Wy nie przepadam za strażą miejską, gdy swoje obowiązki redukuje do kwitków parkingowych. Nie zgadzam się na nieuprzejme traktowanie przez ludzi opłacanych z moich podatków. Ale napiszę Wam jedno: strażniczka miejska z Gdyni powiedziała temu cwaniakowi od waty cukrowej prawdę i powinna dostać nagrodę.
REKLAMA
Pani strażniczka tymczasem dostała upomnienie. Komendant wysłał ją także na szkolenie. Media piszą, że jest to kara i że strażniczka była "impulsywna". OK, nie powinna używać słów uważanych powszechnie za niekulturalne. OK, nie powinna krzyczeć.
Czy wszyscy już widzieli sytuację, o której piszę? Sprzedawca waty cukrowej śmieje się w twarz funkcjonariuszce państwa, która wręcza mu mandat za handel bez pozwolenia. Więc strażniczka wygłasza mu wykład. Właściwie to go wykrzykuje.
- Ludzie biedni muszą zapie... na takich nierobów! - mówi facetowi strażniczka. - Nie po to inni płacą tyle tysięcy, żeby móc stać - dodaje. I przypomina, że podatki są po to, żeby je płacić.
Ta kobieta powiedziała prawdę i samą prawdę. Dziwię się, że ktoś tego faceta na targowisku poparł. Dziwię się, że poparło go tylu internautów. Facet handlował jak rozumiem bez wymaganego zezwolenia. Czyli oszukiwał wszystkich innych na tym targowisku. I oszukiwał wszystkich Was, którzy teraz Straż Miejską krytykujecie. Jak oszukiwał? To proste. Jechał na gapę tam, gdzie każdy powinien zapłacić. Dostał gratis coś, co nas wszystkich kosztuje. Nie wpłacił do wspólnej kasy licząc, że mu się upiecze.
A przepraszam - on rozdawał watę cukrową i brał za nią "co łaska". Czy ktoś przy zdrowych zmysłach wierzy w to tłumaczenie? Czy ktoś wierzy, że ten dobry samarytanin stał cały dzień w słońcu, żeby gratis zrobić dzieciom przyjemność? Jakoś w to nie wierzę. Coś mi się wydaje, że facet brał za watę "co łaska", żeby śmiać się przepisom w twarz. Ale kasa wieczorem musiała mu się zgadzać. Jarosław Kaczyński sformułował kiedyś określenie "imposybilizm". Kaczyński nie ma najwyższych notowań więc został wyśmiany. Ale w jednym miał rację. 99% urzędników państwa mierząc się z panem "rozdającym watę" dałoby mandat, wzruszyło ramionami i odjechało. Nie ich sprawa.
Pani strażniczka zrobiła inaczej.
Mamy wolną Polskę od 24 lat i dość jej oszukiwania. Dość tego cwaniactwa. Autobusem nie jeździ się na gapę (a jak jeździ, to się płaci extra), na egzaminach się nie ściąga, należne podatki się płaci, na listy nakleja się znaczki, nie wyłudza się renty, nie bierze się fałszywych zwolnień lekarskich.
Ludzie w tym kraju, jeśli mogę zacytować strażniczkę, zapie.... nie po to, żeby ileś tysięcy cwaniaków jechało na gapę, tylko żeby zbudować bogaty kraj dla nas i dla naszych dzieci. I nie ma to żadnego związku z biedą, czy z pomocą socjalną. Gdyby facet żebrał tam, prosił o jedzenie i dostał mandat, to na pewno stanął bym w jego obronie.
Ale było inaczej.
Pani strażniczko - bardzo Pani dziękuję, że powiedziała Pani prawdę temu facetowi. Bardzo żałuję, że nie może jej Pani powiedzieć wszystkim, którzy mu klaszczą. Wszystkim, którzy uważają, że cnotą jest oszukać, przejechać na czyichś plecach, wyciągnąć coś. Którzy uważają, że państwo i podatki to coś obcego, cudzego, ale nie naszego. Że nam się tylko należy, ale dawać to już nic od siebie nie będziemy.
