O autorze
Mam 38 lat, jestem ojcem, psychologiem, amatorsko – biegaczem. W ramach pracy w Falochronie staram się, by szeroko rozumiane środowisko szkolne było nieco przyjaźniejszym miejscem. Prowadzę interwencje w przemocowych szkołach, pomagam poszkodowanym, prowadzę międzynarodowe badania nad zjawiskiem przemocy (program STRONG). Przygotowuję trenerów edukacyjnych do pracy w agresywnym środowisku (STER). Pracuję także w Miejskim Centrum Profilaktyki Uzależnień w Krakowie jako superwizor. Współpracuję z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej i Poradnictwa w Myślenicach, a okazjonalnie z wieloma innymi środowiskami. Jestem trenerem II stopnia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz Przewodniczącym Sekcji Trenerskiej PTP. Prowadzę zajęcia na Psychologii Stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Ścigajmy się dalej...

5 lat temu rząd ogłaszał, że wygrał walkę z dopalaczami, zamykając wszystkie sklepy. Gratulowałem wówczas dobrego samopoczucia. Dlaczego dopalacze to taki problem? Oto garść faktów i interpretacji.


Według doktora Macieja Pileckiego, kierownika Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży UJ, w Krakowie, w tym momencie, "na rynku" funkcjonuje nieco ponad 200 różnych substancji psychoaktywnych, które w różnych proporcjach i różnym składzie stanowią zawartość dopalaczy. W szpitalu tym dostępne są testy na nieco ponad 30 z nich, średnio po ok. 100 złotych za sztukę. Samo badanie "przesiewowe" to więc koszt ponad 3 tys. złotych. A i tak udaje się zbadać obecność około 15% możliwych substancji. Reszta, z różnych względów, nie nadaje się do wykrywania na poziomie laboratoriów uniwersyteckich.

Rodzi to mnóstwo problemów z pomaganiem użytkownikom. Nawet najbardziej współpracujący fan dopalaczy - taki, który nie dość, że się przyzna do używania, nawet poda nazwę specyfiku, który zażył, wcale nie ma zagwarantowanej skutecznej pomocy. Na rynku funkcjonuje bowiem mnóstwo mieszanek o bardzo różnych składach o tej samej nazwie. Po prostu lekarze nie wiedzą czym zatruł się fan dopalaczy, nawet jeśli ten przyniesie ich próbkę. Zostaje leczenie objawowe.

Przykład z „Mocarzem” pokazuje, gdzie nas prowadzi polityka oparta na ściganiu się z osobami, które postanawiają sobie zaszkodzić za pomocą instrumentów prawnych i represyjnych.

A może by tak wziąć przykład z Portugalczyków, którzy dali sobie spokój z wyścigiem z producentami na tworzenie list substancji zakazanych i traktują sięganie po substancje psychoaktywne jako przejaw choroby lub zagrożenia nią? Sukcesy mają większe niż ci, co dalej wsadzają do więzienia za "posiadanie", nie mówiąc już o cenie tego "ścigania się".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...