O autorze
Poseł na Sejm RP VII kadencji z wykształcenia prawnik. Wiceprezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Moim priorytetem jest polityka prorodzinna, wyrównywanie szans rozwoju uboższych regionów kraju, wprowadzanie rozwiązań wspierających małą i średnią przedsiębiorczość, praca na rzecz równouprawnienia kobiet oraz ekologia.

Sondaże - blamaże?

Czasem odnoszę wrażenie, że sondaże zbyt często kreują opinię publiczną, zamiast po prostu ją informować. Może więc warto byłoby wprowadzić zakaz publikacji wyników w mediach na przykład na dwa tygodnie przed wyborami?


Bardzo dobrą analizę czterech ostatnich sondaży opublikował niedawno Newsweek. Rozrzut głosów jest naprawdę imponujący. Co prawda we wszystkich wygrywa PiS przed PO, ale w jednym badaniu różnicą 13 proc. głosów, a w drugim - 4 proc. Ugrupowanie Pawła Kukiza balansuje od 5 do blisko 10 proc. poparcia. Podobnie Zjednoczona Lewica - raz ma 5, a raz 8 proc. Niby rozbieżności niewielkie, ale dające dużą różnicę.
Tak więc o ile sondaże można traktować jako opis pewnych trendów, na przykład rosnącego poparcia dla jednego ugrupowania, o tyle z pewnością nie odzwierciedlają prawdziwego poparcia.

Co mnie osobiście cieszy? Stałe poparcie dla PSL, bo wszystkie wspomniane sondaże określają je podobnie - na około 6 proc. Co w rzeczywistości oznacza, że wynik w najbliższych wyborach osiągniemy lepszy. Praktyka pokazuje, że PSL w sondażach zawsze jest niedoszacowane. Pewnie dlatego, że pracownie badawcze skupiają się na elektoracie wielkomiejskim. Tymczasem poparcie dla mojej partii największe jest na wsiach i w mniejszych miejscowościach, gdzie ankieterzy docierają rzadziej.

Publikacje sondaży politycznych przed wyborami niosą jednak za sobą niebezpieczeństwo większe niż w przypadku na przykłąd opinii konsumenckich. Mogą doprowadzić do sytuacji, że wyborca nie zagłosuje na daną partię wyłącznie z obawy, że jego głos będzie głosem straconym. Pomyśli: podoba mi się program, podobają się ludzie, ale przecież i tak do Sejmu nie wejdą, bo tak pokazują sondaże. Zagłosuję więc na inną partię, która mniej mi pasuje, ale zawsze lepiej stawiać na zwycięzców...
Na szczęście nie stało się tak na przykład przed wyborami samorządowymi w 2010 roku. Pamiętam je doskonale, bo część sondaży dawały wtedy PSL poparcie na granicy 3 proc.. W rzeczywistości w skali kraju osiągnęliśmy blisko 16 proc. poparcia. W moim regionie, na Warmii i Mazurach, zdobyliśmy aż 25 proc. głosów. Ale może byłoby więcej, gdyby niektórzy wyborcy nie zasugerowali się wynikami?


Dlatego czasami myślę, że może zasadny byłby zakaz publikacji sondaży w mediach przynajmniej na dwa tygodnie przed wyborami? Wtedy ludzie przy urnach bardziej sugerowaliby się własnym rozsądkiem, mniej wysokością słupków widzianych w telewizji. A na tym z pewnością skorzystają wszyscy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...