Jeszcze trochę za wcześnie by odtrąbić triumf, ale wygląda na to że przez koleją europejską recesję Polska przeszła bez spadku PKB (choć spowolnienie wzrostu poniżej 1% oczywiście zabolało). Dwa razy się udało, za trzecim wcale nie musi...
REKLAMA
Powoli, ostrożnie, ale jednak coraz wyraźniej zaczynają docierać z gospodarki pocieszające sygnały. Lekko poprawiają się publikowane dane, bardziej zachęcająco zaczynają wyglądać wyniki ankiet prowadzonych wśród przedsiębiorców, menedżerów logistyki i zakupow, a także konsumentów. Nikt nie chce tego jeszcze powiedzieć na głos (w końcu cały czas mówimy o nieśmiałych jaskółkach poprawy, które bardzo łatwo mogą zniknąć zastąpione przez pesymistyczne kruki) - ale nastroje bardzo ostrożnego optymizmu stają się coraz częstsze.
Nie mówię tylko o Polsce. Nieźle dane napływają z obu stron Atlantyku, nadspodziewanie dobre wyniki wzrostu PKB odnotowuja i Stany Zjednoczone, i Niemcy. Słowem, lokomotywy gospodarcze zaczynają znów ruszać z miejsca (para-buch, koła w ruch). Poprawiają się powoli nastroje: nawet w Hiszpanii i Grecji sprawy zaczynają wyglądać nieco lepiej - choć poprawniej mówiąc, nieco mniej źle - niż do tej pory.
W Polsce też coś zaczyna się ruszać. Produkcja przemysłowa w drugim kwartale mile zaskoczyła, wbrew pierwszym, pesymistycznym ocenom GUS wygląda na to, ze wzrost PKB w drugim kwartale, choć nadal mizerny, może okazać się lepszy niż w pierwszym. Dochody konsumentów zaczynają być wspierane przez niską inflację,w budownictwie coraz bardziej widoczny będzie efekt niskiej bazy (odnoszenie wyników tegorocznych do coraz gorszych wyników odnotowywanych w zeszłym roku po zakończeniu Euro), eksporterzy mogą liczyć na poprawę na najważnieszych rynkach, rząd nie ma zamiaru gwałtownie obcinać wydatków.
Słowem, zaczyna wyglądać na to, ze po raz kolejny uda nam się przetrwać europejska recesję zachowując dodatnie, choć oczywiście obniżone, tempo wzrostu.
Ale jeśli nawet tak się stanie, to lekcje z tego trzeba wyciągnąć. Dwukrotnie nam się chyba udało, ale do trzech razy sztuka. Oba razy ratował nas przed recesją zbieg szczęśliwych okoliczności, ale również manewr ministra finansów zwiekszającego deficyt i dług po to, by nie musieć obcinać wydatków. Ale przez to dług urósł do niepokojących z punktu widzenia naszego prawa rozmiarów, a na szczęście nie zawsze bedziemy mogli liczyć. Wiec lepiej tym razem wykorzystajmy wzrost (jak się pojawi) do bardziej trwałej naprawy finansów państwa. Bo trzeci raz może się już nie udać.
Opublikowane w Rzeczpospolitej, 2/08/2013
