Premier Tusk nie jest idiotą i nie narażałby się na krytykę całego środowiska dziennikarskiego, gdyby nie musiał. Tusk nie gwałciłby standardów państwa demokratycznego po to, by się szybko dowiedzieć kto nagrywał. Robi to żeby sprawdzić, co jeszcze nagrano...

REKLAMA
Wiadomo, że nagrywano szefów CBŚ, MSW, NIK, ministrów, Jana Kulczyka. Ale czy wszystko już wiadomo? Przecież nagrywano różne osoby, w różnych miejscach, w różnym czasie. Sądzę, że wielu oficjeli gorączkowo przypomina sobie teraz rozmowy, które prowadzili w ciągu ostatniego roku. Wśród tych przypominających sobie są na pewno ministrowie, a być może nawet sam premier Tusk. Świetnie rozumiem jego postulat, by natychmiast opublikowano wszystkie nagrania. Wspieram ten postulat, bo dawkowanie tych materiałów to już nie dziennikarski zabieg stopniowania napięcia. To manipulacja polityczna, a być może nawet szantażowanie rządu.
Działania prokuratury i służb wobec redakcji Wprost są dramatycznie i histerycznie. Fakt, że wspiera je (a być może inicjuje) premier, jest bardzo znaczący. Donald Tusk przez najzagorzalszych wrogów zawsze był uważany za wyrafinowanego gracza PR, który świetnie zna i rozumie media, który umiejętnie prezentuje się w roli uśmiechniętego człowieka sukcesu. Jeśli Tusk porzuca ten wizerunek, i staje się wrogiem wszystkich mediów, to znaczy, że naprawdę MUSI! Nie musi koniecznie wiedzieć, kto nagrywał, ale co konkretnie nagrano! Bez tej wiedzy nie jst w stanie skutecznie rządzić.
Pogwarki Belki z Sienkiewiczem są zawstydzające, ale nie obalają ładu demokratycznego w Polsce. Fakt, że „ktoś” dysponuje nieujawnionymi nagraniami najbardziej prominentnych polityków i urzedników, stanowi zagrożenie dla funkcjonowania państwa. Nikt nie może szachować, a być może szantażować rządu! Nagrania muszą być natychmiast ujawnione!
P.S. Rozważając kwestie szantażu wobec rządu i premiera, podtrzymuję swe obawy co do źródła całej afery, które przedstawiłem w poprzednim wpisie Czy manipulują nami Rosjanie?