O autorze
Zaczynałem jako reporter Teleexpressu, ale potem porzuciłem zaszczytną służbę prawdzie, i zdobywszy dyplom MBA zostałem cynicznym specem od public relations. Popularyzowałem w Indiach urządzenia do produkcji mgły, testowałem samochody, tłumaczyłem teksty z języków znanych mi jedynie pobieżnie, doradzałem w kwestiach związanych z importem gazu ziemnego, na moment zasiadłem nawet w radzie nadzorczej fabryki spirytusu. Na szczęście, parę lat temu uruchomiłem w sobie wrażliwośc estetyczną i od tego czasu zarabiam jako operator obrazu. Z zapałem relizuję też moje marzenie - prowadzę firmę meblarską Saska Fabrik

Ja, frankowicz

Nie wiem kto ma rację w sporze prawnym, bo się na tym nie znam. Ale wiem, kto kłamie, bo na tym trochę się znam: banki nie mówiły całej prawdy sprzedając kredyty frankowe – i teraz też nie mówią całej prawdy, kiedy grozi im przewalutowanie tych kredytów. Wtedy uspokajały bajkami o bezpieczeństwie i stabilności kredytów frankowych, teraz straszą krachem finansowym i kosztami, które poniosą wszyscy Polacy.


Banki i rozmaici ich lobbyści przedstawiają szereg argumentów, dla których unieważnienie zapisów dotyczących przewalutowania ma być niemoralne, nielegalne, a pewno i tuczące. Chciałbym przyjrzeć się przedstawianym przez banki argumentom moralnym oraz wizjom katastrofy gospodarczej, bo to chyba jedno i drugie wydaje mi się cynicznym łgarstwem.


Zacznijmy od kwestii sprawiedliwości – tak, SPRAWIEDLIWOŚCI – bo o niej mówi z emfazą prezes Związków Banków Polskich, oraz prezesi i przedstawiciele poszczególnych banków. Że otóż ulżenie losu klientom zaciągającym kredyty walutowe byłoby niesprawiedliwością wobec kredytobiorców złotówkowych. Strasznie to trudne rozstrzygać o sprawiedliwości, bo nie wiadomo cóż to ma być za sprawiedliwość? Ta biblijna, o której wykładni decydują biskupi? A może powinniśmy odwołać się do zasad Fair Play? Może wreszcie chodzi o sprawiedliwość społeczną, której poszukiwali marksiści? Zresztą – nie ma potrzeby łamać sobie głowy. Cała ta gadanina bankierów o sprawiedliwości to cyniczne bzdury. A przekonuje mnie o tym fakt, że argument „sprawiedliwości” pojawia się dopiero wtedy, kiedy groźba straty zawisła nad bankami. Czy ktoś pamięta, by bankierzy rozważali zagadnienie sprawiedliwości, kiedy zobowiązania klientów wzrosły dwukrotnie, kiedy pozostały do spłaty kredyt był wyższy niż wartość nieruchomości? Nie próbuję przekonywać, że to było niesprawiedliwe, ale że bankierzy nigdy nie odwoływali się do kwestii sprawiedliwości, kiedy zarabiali bardzo dużo. Wtedy jakoś rezygnowali z kryteriów moralnych i poprzestawali na prostych regułach rachunkowości. Zatem teraz, moim osobistym zdaniem, powinni kwestie „sprawiedliwości” taktownie przemilczeć.


„Odpowiedzialność” to drugi postulat. Mówi się o drastycznych konsekwencjach radykalnej (zdaniem bankierów) interpretacji TSUE, o konieczności poszukiwania jakichś rozwiązań kompromisowych, bardziej wyważonych. Kompromis – mądre słowo, i sam przyklasnąłbym takim postulatom, gdyby nie fakt, że jak dotąd ani jeden bank nie zaproponował żadnego kompromisowego rozwiązania. Ja na ten przykład pożyczyłem 12 lat temu 560 tys zł; przez tych 12 lat wpłaciłem już bankowi około 400 tysięcy; a teraz jestem winny około 750 tysięcy! Najwyraźniej banki przyjmowały, że jak dotąd wszystko było sprawiedliwie, i nie ma potrzeby absolutnie niczego w takim układzie zmieniać. Czy ktokolwiek słyszał o jakiejkolwiek propozycji ze strony banków? Przypomnijmy sobie jak banki odnosiły się do prób szukania kompromisowych rozwiązań zainicjowanych przez prezydenta Dudę 4 lata temu, do inicjatyw poselskich, wreszcie, do samych klientów, którzy znaleźli się w krytycznym położeniu? Nic, kompletnie nic! A teraz bankierzy żałośnie apelowali do polskich polityków, by się za nimi wstawili przed europejskim trybunałem. Pomysł o tyle głupi, co śmieszny. Najwyraźniej histeria odebrała bankierom rozsądek, skoro przypuszczają, że europejskie sądy ulegałyby naciskom polskich polityków.


Pozwolę sobie jeszcze na jedną dygresję związaną z postulowaną przez banki „odpowiedzialnością”. Przypominają mi się zdumiewające nas, europejczyków obrazki z Japonii, w której po ujawnieniu nieprawidłowości w jakiejś korporacji członkowie zarządu tejże publicznie, kłaniając się nisko przepraszają. Nie dopominam się, by prezes Cezary Stypułkowski na bosaka całował mnie w rękę, ale do jasnej cholery: cały ten problem z kredytami frankowymi wynika z prostego faktu: banki w niedozwolony prawem sposób wykorzystywały swoją dominującą pozycję, narzucały rozstrzygnięcia niedozwolone przez prawo. Czy ktoś słyszał, żeby choć jeden prezes banku - który zarzeka się, jak to fantastycznie i z szacunkiem jego bank traktuje klientów - czy choć jeden z nich wyraził choćby w najoględniejszy sposób, że jest czuje się głupio? Czy którykolwiek zasugerował jakikolwiek dyskomfort psychiczny wynikający z faktu, że jego instytucja nadużywała zaufania publicznego, łamała prawo? W życiu nie słyszałem, żeby któryś z bankierów wyraził choćby cień skruchy wobec swoich klientów, wobec których łamał prawo. Zamiast tego widzę rozpostartego na telewizyjnym fotelu prezesa Stypułkowskiego, który podczas wywiadu odwołuje się do swojej wiedzy prawniczej i przekonuje, że interpretacja na korzyść klientów jest niedopuszczalna. Dziennikarzowi onieśmielonemu wielkością prezesa nie przychodzi do głowy zapytać, jak czuje się prezes Stypułkowski – jako prawnik i bankier – kiedy jego bankowi sądy dowodzą stosowanie niedozwolonych praktyk. Jak zamierza podtrzymywać przekaz, że jego bank jest przyjazny klientom i uczciwy. Nie spodziewam się, bym swoimi napominaniami zawstydził bankierów, ale... być może zrobią to nie klienci, a akcjonariusze. Być może właściciele banku zapytają pana Stypułkowskiego, jak będąc takim wybitnym bankierem i prawnikiem dopuścił, by jego bank był narażony na wielomiliardowe straty z powodu stosowania nielegalnych zapisów w umowach. Wartość akcji mBanku spadła znacząco więc akcjonariusze mogą rozmawiać z prezesem w sposób mniej delikatny, niż gapowaty dziennikarz.

Last but not least. Kwestia konsekwencji wyroku TSUE dla gospodarki. Bankierzy i „niezależni” eksperci przyznają wprawdzie, że bankom nie grozi bankructwo, ale przekonują, jak to my wszyscy, całe społeczeństwo zapłaci za korzyść uzyskaną przez frankowiczów. Nigdy nie wyciągałem ręki po cudze, nie karzę nikomu płacić moich rachunków, więc takim argumentem czuję się osobiście dotknięty. Ale argument, że wszyscy klienci banków zapłacą jest zwyczajnie bałamutny. Czy tym samym jesteśmy przeciwni, żeby Volkswagen zapłacił karę za dieselgate? Albo żeby Microsoft lub Apple płaciły kary za monopolistyczne, nielegalne praktyki? Przecież tak samo można uznać, że te kary i tak przecież spadną na klientów? Nie wiem jak inni, ale ja uważam, ża korporacje powinny ponosić finansową odpowiedzialność za stosowanie nielegalnych praktyk. Czy zawsze oznacza to koszty dla ich klientów – otóż nie zawsze. Bo szczęśliwie można czasem wybierać te korporacje, które nie próbują klientów traktować nieuczciwie. Przecież nie wszystkie banki oferowały kredyty denominowane we franku stosując ustalany przez bank kurs. Jan Krzysztof Bielecki, który jako polityk liberalny został okrzyknięty oszustem, złodziejem i idiotą, został prezesem Banku Pekao SA. Pamiętam, otóż, jak prezes Bielecki wielokrotnie publicznie przestrzegał, przed ryzykiem kursowym, i kierując się dbałością o stabilność banku i jego klientów zadecydował, że Pekao SA nie będzie udzielało takich kredytów. Dziś Pekao SA nie jest zagrożone procesami, nie obawia się żadnych kar. Można? Można :-)
Co do katastrofalnych skutków dla gospodarki pozbawienia banków kilkudziesięciu miliardów złotych to mam dobrą wiadomość! Wprawdzie nie dla bankierów, ale dla współobywateli. Otóż bowiem tak się szczęśliwie składa, że nic w przyrodzie nie ginie, i te pieniądze nie wyparują z polskiej gospodarki, a trafią do... obywateli, w większości zaliczających się do klasy średniej – bo tacy najliczniej zaciągali kredyty hipoteczne. Rozumiem poniekąd, że bankierzy uważają, że najlepiej jest dla wszystkich, kiedy pieniądze mają banki. Ale nie wszyscy tak myślą, bo sporo obywateli dostrzega pozytywy w sytuacji, kiedy to oni mają pieniądze. Jest sporo ekonomistów, którzy także dostrzegają dobre strony sytuacji, w której klasa średnia dysponuje jakimiś pieniędzmi, które może pożytkować na inwestycje w firmy, kształcenie siebie i dzieci – najoględniej mówiąc pobudzanie koniunktury i rozwijanie gospodarki. Bo to właśnie klasa średnia tę gospodarkę rozwija – oczywiście, jeśli ma takie możliwości. Jeśli jednak jest zarżnięta spłatami rat wciąż rosnącego zadłużenia, to o jakichkolwiek inwestycjach nie ma mowy. Ja na ten przykład musiałem 2 lata temu zawiesić działalność gospodarczą, uśpić fajnie rokujące, ale wymagające inwestycji przedsięwzięcie. Nie domagam się współczucia, nie zabiegam o niczyje wsparcie – ale na miłość boską – nie przekonujcie mnie, że dla gospodarki będzie najlepiej, jeśli przez następne 20 lat nie złapię tchu, i zamiast rozwijać jakikolwiek biznes, czy inwestować w edukację 3 dzieci, plując krwią, będę spłacać kredyt – a precyzyjniej rzecz ujmując - będę spłacać jakieś trzy razy tyle, ile pożyczyłem.

Podzieliłem się swymi uwagami nie mając nadziei, że wpłyną ona na stanowisko bankierów, bo bankierzy już dawno udowodnili, że zdanie kilkuset tysięcy frankowiczów mają kompletnie za nic. Swoje słowa kieruję do współobywateli, których interes nie jest mi obojętny, i których nie mam intencji obciążać swoimi zobowiązaniami. Chciałbym ich uspokoić, że ewentualne odfrankowienie kredytów nie oznacza katastrofalnej zapaści w gospodarce, ani nawet w sektorze bankowym. Odfrankowienie oznacza dla frankowiczów, że będą musieli oddać tyle, ile pożyczyli; dla nieuczciwych banków, że stosując nielegalne praktyki poniosą finansową karę; a dla nas wszystkich, że to Unia Europejska jest rzeczywistym gwarantem prawa, nawet dla obywateli kraju słynącego na całym świecie z prawa i sprawiedliwości.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
MAMA:DU 0 0Ją okrzyknięto "babą od zboków", jej uczniów "zboczonymi". Psycholożka zdradza, co robi na WDŻ
0 0Czy istnieje męska depresja poporodowa? Terapeuta o tym, z czym przychodzą do niego polscy mężczyźni
0 0Chcesz być eko, ale nie wiesz, jak zacząć? Oto 15 BANALNYCH sposobów na zero waste
0 0Podstawowy argument antyszczepionkowców obalony! Prawnik wyjaśnia najprościej, jak się da
0 0Wypijają 18 l mleka na śniadanie. Liczba porodów 44-latki zadziwia, a wkrótce kolejny

DZIEJE SIĘ

0 0"Gwarantuję, że idę do Sejmu". To on miał oddać mandat Piotrowiczowi
0 0Piotrowicz jednak nie trafi do Sejmu! PiS ucina spekulacje