Kiedy po zachodzie słońca baskijscy drwale z siekierą w ręku stają z szeroko rozstawionymi nogami na grubych balach świeżo ściętego drewna, to nie zabawa. Każdy z nich wie, że na klaśniecie dłoni sędziego zacznie uderzać z całych sił siekierą między stopami, starając się pierwszy przeciąć pień, na którym stoi. Dla zgromadzonych wokół turystów, to po prostu rodzaj widowiska przed kolacją, ale drwale, kiedy podwijają rękawy koszuli i plują w dłonie, mają w oczach tylko mroczną baskijską chęć zwycięstwa. Same zawody nie trwają długo. Trochę zgłodniałym turystom, wśród których jakimś trafem się zaplątaliśmy, trudno uwierzyć, że gruby pień drzewa można przeciąć siekierą zanim kelnerzy wniosą tapas i odkorkują wino. Kiedy przecięte pnie leżą już u stóp baskijskich herosów, a ci szerokim gestem z uśmiechem zapraszają zgromadzonych do wzięcia siekiery w dłonie i przetestowania swoich umiejętności, nikt się specjalnie nie kwapi do podjęcia wyzwania. Za to tapas wszyscy próbują chętnie. Tu wyzwaniem na miarę baskijskich zawodów drwali okazują się wściekle ostre zielone, grillowane papryczki doprawione oliwą, czosnkiem i octem, a następnie obtoczone w cukrze.

REKLAMA
Po pierwszym kęsie tego baskijskiego przysmaku z wdzięcznością spojrzeliśmy na kelnera, który właśnie szczodrze nalewał nam kieliszek czerwonego, mięsistego Rjoja. Początkowo nic nie zapowiada szoku, jaki za chwilę przeżyją nasze kubki smakowe. Cukier delikatnie chrzęści w zębach, oliwa z czosnkiem mile rozpływa się na języku. Uderzenie przychodzi nagle, jak cios siekiery baskijskiego drwala. Język sztywnieje od pikantnego smaku, a przełyk zaczyn palić, jakby ktoś rozpalił w nim ogień. Po całym ciele rozchodzi fala gorąca, na czoło występuję zimny pot, a gorący baskijski wieczór zaczyna powiewać chłodem. Na szczęście z ratunkiem przychodzi mocna Rioja, dzięki której ostrość papryczek rozpuszcza się na tyle, że zaczynamy odczuwać ich zniewalający smak.
Na takie właśnie zebrało nam się dzisiaj baskijskie wspomnienia i, aby szybko poczuć ich prawdziwy smak, zgrillowaliśmy sobie kilka papryczek do obowiązkowego kieliszka Rioja. Od razu na ciele i umyśle zrobiło nam się gorąco - prawie, jak pod baskijskim słońcem. Potem rozsiedliśmy się wygodnie w fotelu i zaczęliśmy wspominać drwali w dalekim kraju Basków. Siekiery do ręki co prawda wtedy nie wzięliśmy, ale spotkanie oko w oko z baskijską papryczką to też w końcu dobry temat do wspomnień.
Składniki:
Kilka zielonych ostrych papryczek
Łyżka dobrej oliwy
1-2 ząbki czosnku
Kilka kropel octu balsamicznego
Cukier
Przygotowanie:
Papryczki grillujemy w całości przez ok. 10-15 minut. Następnie jeszcze gorące polewamy oliwą wymieszaną z wyciśniętym czosnkiem i octem balsamicznym. Dajemy im trochę w tej polewie odpocząć. Następnie obtaczamy w cukrze i wykładamy na talerz.