
Kiedy po zachodzie słońca baskijscy drwale z siekierą w ręku stają z szeroko rozstawionymi nogami na grubych balach świeżo ściętego drewna, to nie zabawa. Każdy z nich wie, że na klaśniecie dłoni sędziego zacznie uderzać z całych sił siekierą między stopami, starając się pierwszy przeciąć pień, na którym stoi. Dla zgromadzonych wokół turystów, to po prostu rodzaj widowiska przed kolacją, ale drwale, kiedy podwijają rękawy koszuli i plują w dłonie, mają w oczach tylko mroczną baskijską chęć zwycięstwa. Same zawody nie trwają długo. Trochę zgłodniałym turystom, wśród których jakimś trafem się zaplątaliśmy, trudno uwierzyć, że gruby pień drzewa można przeciąć siekierą zanim kelnerzy wniosą tapas i odkorkują wino. Kiedy przecięte pnie leżą już u stóp baskijskich herosów, a ci szerokim gestem z uśmiechem zapraszają zgromadzonych do wzięcia siekiery w dłonie i przetestowania swoich umiejętności, nikt się specjalnie nie kwapi do podjęcia wyzwania. Za to tapas wszyscy próbują chętnie. Tu wyzwaniem na miarę baskijskich zawodów drwali okazują się wściekle ostre zielone, grillowane papryczki doprawione oliwą, czosnkiem i octem, a następnie obtoczone w cukrze.
Łyżka dobrej oliwy
1-2 ząbki czosnku
Kilka kropel octu balsamicznego
Cukier
